“Trzeci cycek” Emma Popik

Z zasady nie sięgam po gatunek science-fiction, bo ani on do mnie nie przemawia, ani nie orientuję się w jego zawiłościach. Tym razem się skusiłam, bo byłam ciekawa twórczości pani Popik.

“Trzeci cycek” to zbiór siedmiu opowiadań:

“Trzeci cycek”,
“Musisz tu wrócić”,
“Węzły czasu”,
“Ciała ich lecące w przestrzeni”,
“Czy twój robot się zgodzi?”,
“Wilkołaki”,
“Sama jasność”.

Z wymienionych tytułów do gustu przypadły mi właściwie dwa ostatnie. Przez inne jakoś udało mi się przebrnąć i w większości zrozumieć, o co chodziło. Najciężej czytało mi się drugie: pisane zdaniami, w których czasowniki zostały umieszczone na końcu, po prostu koszmarnie mi się dłużyło i ogólnie mi się nie spodobało – nie mogłam się w ogóle wciągnąć. Do tej pory nie potrafię właściwie powiedzieć, o czym ono jest. Pierwsze – i zarazem – tytułowe, którego tematem jest wolna wola (również wśród robotów), również czytało mi się bardzo ciężko, ponieważ główny bohater (robot), co chwilę wypowiadał się i myślał raz jako “on”, raz jako “ona”. Rozumiem, że taki właśnie był zamysł autorki, ponieważ robot ma właśnie wybrać, czy chce być mężczyzną, czy kobietą, ale w moim odczuciu był to zabieg dość bolesny.

Ponieważ nie chcę się wypowiadać o opowiadaniach, które mi się nie spodobały, skupię się na dwóch ostatnich. Inna sprawa, że kompletnie nie jestem fanką gatunku, być może po prostu nie powinnam była po tę książkę sięgać. Sądzę, że zatwardziali fani science-fiction, znajdą tutaj coś ciekawego dla siebie.

W opowiadaniu pt.:”Wilkołaki” mamy do czynienia z pewnym dostawcą, który jeżdżąc od domu do domu, przywozi mieszkańcom pewnej osady zamówione przez nich produkty, zarówno jedzenie, jak i leki. Zza muru pobliskiego cmentarza do ludzi dochodzi nocami przeraźliwe wycie, które ciężko jest wytrzymać. Kobieta, z którą rozmawia dostawca, opowiada mu historię o wilkołakach, ale ten jest dość sceptycznie nastawiony do tego pomysłu. Kobieta się nie kłóci, po prostu wie swoje, a ziarnko i tak zostało zasiane i mężczyzna nie może przestać myśleć o całej tej sytuacji, zwłaszcza że kobieta nosi na co dzień ochraniacze na uszy. Ten uznaje więc, że coś musi być na rzeczy. Myśląc o niej, kierowca jedzie dalej i zatrzymuje się u kolejnych klientów, którym przywiózł głównie jedzenie. Gospodarz opowiada mu pewną historię ze swojej przeszłości, z czasów wojny, bolesną i mocno poznaczoną bliznami. Wiadomo, wojna zawsze jest straszna i zawsze zostawia jakieś urazy, choć niekoniecznie fizyczne. Fizycznych łatwiej się jednak pozbyć, psychiczne wcale nie chcą i nie zamierzają odejść. Zszokowany dostawca układa sobie wszystko w całość. I my również.

Opowiadanie nasycone jest ciekawym, bardzo klimatycznym nastrojem. Widzimy ganek domu, nocą, z okien pada wątłe światło, mężczyzna na ganku opowiada o wojnie, drzewa lekko szumią, las spowity jest mrokiem i ciszą, przydaje całości atmosfery grozy. W trakcie czytania bardzo chciałam poznać tajemnicę owego dziwnego mężczyzny. Czy została ona do końca wyjaśniona? Czy wycie dochodzące zza muru to faktycznie – jak przypuszczała kobieta – wilkołaki? Istnieją? I co wspólnego ma z nimi gospodarz, którego odwiedził dostawca?

Opowiadanie nie jest zbyt długie, ma nieco ponad dwadzieścia stron, warto się w nie zagłębić, ponieważ nie ma w nim zbędnych zdań, od początku do końca przykuwa uwagę i trudno się od niego oderwać. Zapachniało lekko starym, przyjemnym stylem Jamesa Herberta i jego “Ciemnością” czy “Księżycem”. Wprawdzie to stare dzieje, ale mam do nich ogromny sentyment.

Stopniowane napięcie, nietuzinkowi bohaterowie, na przedstawienie których autorka miała przecież bardzo niewiele miejsca i czasu, a jednak wzbudzają w czytelniku ciekawość. Sama historia, mniej zawiła niż się nam z początku wydaje, mocno przykuwa uwagę.

Ostatnie opowiadanie tomu, pt.:”Sama jasność”, nasunęło mi skojarzenie z filmem “Diabelskie nasienie”. Bohaterką opowiadania jest młoda dziewczyna, żyjąca w świecie przyszłości. Całym jej mieszkaniem rządzą komputery i urządzenia elektroniczne, sterujące dosłownie wszystkim. Budzik, łóżko, prysznic, nawet poranna gimnastyka i dieta zależne są od komputerów. Dawniej dziewczyna pracowała, dużo się śmiała, wychodziła z domu, miała chłopaka i była szczęśliwa. Dzisiaj, całkowicie uzależniona od głównego komputera – naczelnego – pracuje w domu, ponieważ jej komputer dogadał się z tym w pracy i uzgodnił, że tak właśnie ma być, nie ma już chłopaka, ponieważ automat odźwierny (na polecenie naczelnego) na wszelkie wizyty odpowiadał, że nikogo nie ma w domu. Mieszkanie jest sterylne i błyszczące, choć dziewczyna woli głębokie kolory i nie znosi lśniących przedmiotów, na dodatek komputer przestał reagować na polecenia słowne. Nasza bohaterka zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem się nie popsuł, a kiedy nagle odkrywa, że automaty chcą ją zniszczyć, zarówno psychicznie, jak i fizycznie, postanawia z nimi walczyć. Tylko jak, skoro nie może wyjść z domu, a one sterują wszystkimi urządzeniami w domu? Czy jej się uda? Czy też wygrają komputery? No i dlaczego właściwie naczelny postanowił się jej pozbyć? Czym mu zagrażała?

Opowiadanie “Sama jasność” jest tak jasne i świecące, jak sugeruje tytuł. Wszędzie biel, wszędzie ład i porządek, przeciwko którym na ogół nic nie mamy, ale kiedy wokół nie ma nic ponad to, zaczynamy czuć się zmęczeni. Dziewczyna z opowiadania czuje się źle, odczuwa dolegliwości żołądkowe, jest samotna, nie ma motywacji do dalszego życia, nie ma nikogo, do kogo mogłaby się odezwać. Człowiek, jako istota stadna, nie jest w stanie funkcjonować w zdrowiu fizycznym i psychicznym, jeśli nie otaczają go inni ludzie. Wszechwiedzące komputery o tym jednym nie wiedzą i nie zdają sobie sprawy z tego, jakie pociąga to za sobą konsekwencje. Bohaterka w ostatnich przebłyskach dawnej siebie, podejmuje się walki z naczelnym, początkowo nie będąc przekonaną co do tego pomysłu. Nie jest pewna, czy da radę. Uznaje jednak, że dłużej nie chce żyć pod kontrolą automatów.

Moim zdaniem jest to najlepsze opowiadanie z tego tomu. Klimatyczne, ciekawe, zastanawiające. Wiele razy podejmowano już w literaturze i filmie tematykę przejęcia władzy nad ludźmi przez roboty i sztuczną inteligencję. Nigdy nie kończyło się to w naszych wyobrażeniach dobrze. Myślę, że ludzkość w całym swoim jestestwie, jest zbyt arogancka, by uwierzyć, że robotyka faktycznie może przejąć nad nami kontrolę. Sądzimy, że to niemożliwe, bo zawsze będziemy nad nią panować. “Sama jasność” pokazuje, że jeśli nadal będziemy tacy zapatrzeni w siebie, przeoczymy moment, kiedy to komputer zdecyduje, co zjemy na obiad i w co się ubierzemy. A przecież już teraz żyjemy w symbiozie z komputerami: dzięki nim płacimy rachunki, robimy zakupy, dobieramy fryzurę i makijaż, dojeżdżamy do miejsca docelowego drogą wytyczoną przez komputer, sprawdzamy, co słychać na świecie, rezerwujemy bilety na podróż, komunikujemy się za pomocą Internetu i smsów.

“Trzeci cycek” polecam wyłącznie fanom fantastyki. Czytelnikom, którzy nie przepadają za tym gatunkiem albo wręcz w ogóle po niego nie sięgają, książka się nie spodoba. Mnie skutecznie wyleczyła z zapędów sięgnięcia po kolejne tego rodzaju pozycje, bo wiem, że to zdecydowanie zły pomysł.

*opinia również w serwisie lubimyczytac.pl

 

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.