Category Archives: Recenzje książek

“Z zimną krwią” Tess Gerritsen

“Z zimną krwią” nie jest nową książką autorki. Jej pierwsze wydanie to rok 1996, jednak ta akurat książka dotąd jakoś do mnie nie dotarła. Tym bardziej cieszę się, że pojawiają się na rynku tego rodzaju wznowienia, zwłaszcza jeśli dotyczą książek moich ulubionych autorów, a Tess z pewnością do takich właśnie należy.

Na pewno nie jest to też jedna z najlepszych powieści Tess. Zwłaszcza ci, którzy swoją przygodę z autorką (podobnie jak ja) rozpoczęli od tak doskonałych thrillerów jak “Chirurg” czy “Skalpel”, mogą uznać “Z zimną krwią” za książkę zupełnie przeciętną, płytszą i dużo gorszą od tamtych. Warto jednak pamiętać, że Tess Gerritsen zaczynała swą pisarską karierę właśnie od takich powieści. Myślę też, że nie jest dobrze spoglądać na te wcześniejsze pozycje przez pryzmat ich autora: możemy wówczas sporo przeoczyć i dużo stracić. A “Z zimną krwią” należy do książek całkiem dobrych i warto ją przeczytać.

Bohaterka powieści – Nina – zostaje porzucona przez swojego narzeczonego tuż przez ceremonią ślubną, w kościele. Chwilę później kościół wylatuje w powietrze i pojawia się pytanie: kto i dlaczego chce zabić Ninę? A może jednak nie chodzi o nią? Może to pastor się komuś naraził? Albo któryś z weselnych gości? Kiedy jednak ktoś usiłuje zepchnąć z drogi samochód Niny, sprawa zdaje się być jasna. Chociaż nie… Wcale nie jest jasna. Nina nie ma wrogów, pracuje w szpitalnej izbie przyjęć jako pielęgniarka, niesie ludziom pomoc, nikogo nigdy nie skrzywdziła. Jest zwyczajną, młodą kobietą, nie popełniła żadnego wykroczenia, nikomu nie podpadła, nikomu się nie naraziła. Kto więc i dlaczego czyha na jej życie?

Do śledztwa włącza się Sam Navarro, szef Wydziału ds. Zamachów Bombowych. Niestety zapewnienie ochrony Ninie, a do tego zlokalizowanie i zidentyfikowanie sprawcy, wcale nie należy do prostych zadań. Zwłaszcza, że Bombiarz – jak go ochrzczono – atakował już w paru miejscach w mieście. Nie wiadomo, gdzie zaatakuje ponownie, nie wiadomo, kogo ma na celu i policja nie jest w stanie przewidzieć, gdzie teraz się pojawi.

Atmosfera lęku i napięcia towarzyszy naszym bohaterom w tym samym stopniu, co nam, kiedy towarzyszymy im w ukrywaniu się i tropieniu zabójcy.

str. 56 – “Natychmiast zgasił światło w sypialni i sięgnął po broń. Wśliznął się do holu, zatrzymał się przy wejściu do salonu i szybko omiótł wzrokiem panującą tam ciemność”.

Powieść napisana jest bardzo dynamicznie. Z akcji wpadamy w akcję, jedno wydarzenie goni drugie. Powieść nie jest długa, liczy sobie raptem nieco ponad 230 stron, czyta się ją migiem i choć wielu rzeczy można się zwyczajnie domyślić, nie odbiera to wcale przyjemności z lektury. Być może chwilami akcja wydawała mi się nieco powierzchowna, ale zarówno całość, jak i zakończenie są ciekawe i ogólnie książka jest bardzo dobra.

Na uwagę zasługuje również wątek poboczny dotyczący specyficznego układu Niny z jej rodzicami, zwłaszcza z matką. A trzeba wiedzieć, że matka Niny to osoba ogromnie antypatyczna, co wywołuje wiele emocji.

str. 47 – “Przepraszam bardzo, ale czy nie od tego są matki? By nas podnieść i otrzepać?”.

Lekkie pióro autorki, nieskomplikowany język, łatwość przelewania myśli na papier i umiejętność przykuwania uwagi czytelnika to z pewnością plusy tej książki. Dzięki nim powieść zajęła mi raptem trzy godziny.

Jak w większości pierwszych książek Tess, także tutaj znajdziemy połączenie thrillera (a może raczej sensacji) z romansem. Myślę, że proporcje te rozkładają się po równo na oba gatunki. Jeśli jednak nie lubicie romansów, nie zrażajcie się. Ja również ich nie lubię, a książka bardzo mi się podobała. Największą jej zaletą jest dynamiczna, szybka akcja i brak jakiejkolwiek nudy.

Myślę, że warto po tę książkę sięgnąć, zwłaszcza jeśli lubicie powieści sensacyjne. No i oczywiście jesteście fanami Tess Gerritsen. Gorąco polecam.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Harper Collins Polska

*cytaty pochodzą z książki

“Śpiący rycerze” Agnieszka Fulińska Aleksandra Klęczar

“Ktokolwiek zbłądzi w dawnych Słowian góry,
Gdzie w splotach sennych Żmij leży,
Temu płomienny blask rozświetli chmury,
Skrytych on spotka rycerzy (…)”.

Całkiem niedawno zachwalałam Wam nową serię dla młodzieży pt.: “Dzieci dwóch światów”. Pierwszy tom serii, “Mysia Wieża” bardzo mi się spodobał i chętnie sięgnęłam po drugą część pt.: “Śpiący rycerze”. Powieść czaruje na pierwszy rzut oka przede wszystkim okładką – naprawdę niezmiernie trudno byłoby przejść obok niej obojętnie w księgarni, niezależnie od jej typu: stacjonarnej czy internetowej.

Tym razem Hanka i Igor poznają Tatry i Podhale. Wraz z nowymi kolegami ruszają na przygodę w czasie zimowych ferii, kiedy ojciec Igora organizuje obóz dla młodzieży pod patronatem mistrza Twardowskiego. Na ów obóz przyjeżdżają również inne dzieci, a niektóre z nich także należą do dwóch światów, choć jeszcze o tym nie wiedzą. Guślarze zdradzają dzieciom, że czeka ich nowe zadanie: muszą odszukać pewien klejnot, jednak jest to misja niezwykle trudna i niebezpieczna. Klejnot został ukryty na jednym z tatrzańskich szczytów, a wszędzie leży mnóstwo śniegu. Jakby tego było mało, zaginął gdzieś mistrz Twardowski i nikt nie ma pojęcia, gdzie się podział. Jego kogut bardzo się tym niepokoi i ciągle chodzi zdenerwowany. I tu pojawia się kluczowe pytanie: czy legendarni śpiący rycerze spod Giewontu będą mogli wesprzeć dzieci w poszukiwaniach klejnotu?

str. 82 – “Losy was wszystkich dobrze się odmienią,
Gdy martwy kamień rozbłyśnie czerwienią”.

No i co z mistrzem Twardowskim? I czy Popiel wraz z Dragomirą nie kręcą się przypadkiem gdzieś w pobliżu? Przed naszymi bohaterami nie lada wyzwanie i wciągająca przygoda, a wszystko to na tle majestatycznych, cudownie ośnieżonych, klimatycznych polskich Tatr.

Największym i najpiękniejszym plusem tej serii książek jest wątek słowiańskich legend i wierzeń oraz plejada postaci z nimi związanych. Na polskim rynku mamy bardzo niewiele powieści o tej tematyce, a przecież to właśnie polskie legendy, słowiańskie wierzenia, pogańscy bogowie to coś, na czym wyrosła słowiańska kultura. A trzeba wiedzieć, że pogańskie korzenie mogą się poszczycić wieloma bardzo ciekawymi legendami. I dzięki temu książki te to pozycje nie tylko dla młodzieży, ale również dla nieco starszych dzieci. Myślę, że też dla wielu dorosłych, zainteresowanych daną tematyką. Bohaterom nieustannie towarzyszy napięta atmosfera, a znani z poprzedniego tomu Popiel i Dragomira zostawili po sobie wyraźne i niezatarte piętno. Hankę ciągle prześladuje w głowie wredny głos Dragomiry, dokucza jej blizna po ranie na ręce, a wspomnienie lodowatych, niebieskich oczu wiedźmy, nie daje dziewczynie spokoju. Wszystko to ją przeraża.

str. 101 – “Podniosłam wzrok na śnieżynki wirujące na tle cichego, szarego nieba.
I wtedy ją zobaczyłam.
Kłęby śniegu nad dachem ułożyły się nagle w zarys postaci – wśród płatków ujrzałam tańczącą dziewczynę. Wokół jej bladej twarzy wirowały długie pasma białych włosów, a oczy połyskiwały jak okruchy lodu. Zjawa otworzyła sine usta, a jej głos brzmiał jak zawodzenie zimowego wiatru”.

Również Igor czuje się zagubiony. Usilnie stara się zachować twarz, usiłuje być dzielny, chwilami więc udaje, że wszystko jest w porządku, ale wydarzenia, które właśnie mają miejsce sprawiają, że również on się boi.

str. 207 – “(…) śniło mi się, że śnieg i lód wpychają mi się do ust, uniemożliwiając oddychanie, że blokują ruchy, że grzebią mnie na zawsze w kamienno-lodowym rumowisku do wtóru upiornego dźwięku skrzypiec z naszego seansu”.

W “Śpiących rycerzach” nie brakuje tajemniczego, nierzadko mrocznego klimatu, dusznego, który sprawia, że wstrzymujemy oddech. Nie brakuje tu pełnych grozy chwil, pojawia się nawet seans spirytystyczny. I, co bardzo mi się spodobało: w książce pojawiła się bajka opowiedziana w góralskiej gwarze – gratka dla każdego czytelnika. Sekrety, tajemnice, ciężka atmosfera, ciekawi bohaterowie – to wszystko składa się na bardzo interesującą historię osadzoną w czasach współczesnych i na tle słowiańskich wierzeń. Jest to coś zupełnie nowego, jeśli chodzi o polski rynek. Magiczna opowieść w naszych rodzimych realiach, gdzie współczesność splata się z magią i sięga daleko w głąb pogańskich legend.

str. 33 – “Dom państwa Malików był… dziwaczny. Duży. Stary. Zakurzony. Pełen podniszczonych mebli, koronkowych firanek i serwetek haftowanych krzyżykami – no i książek leżących w stosikach, stojących na półkach, piętrzących się na meblach i parapetach. Było tam nawet pianino!”.

Serię polecam głównie młodzieży, ale także rodzicom i trochę starszym dzieciom do czytania wspólnie. Książki warto czytać po kolei, by zachować chronologię wydarzeń.

Za powieść bardzo dziękuję Wydawnictwu Galeria Książki.

*cytaty pochodzą z książki

“Hashtag” Remigiusz Mróz

Mam za sobą kilka książek autorstwa Remigiusza Mroza, łącznie z serią, która mnie kupiła, czyli Forstem i pięciu książkach o jego perypetiach. “Hashtag” próbowałam już przeczytać w minione wakacje w e-booku, ale jakoś nie wyszło, bo wypady, bo rozjazdy… Teraz wypożyczyłam audiobooka z biblioteki. No i szczerze mówiąc, gdyby nie był to audiobook, to chyba porzuciłabym książkę w połowie lektury, o ile nie szybciej. Za mną 11 godzin słuchania, do e-booka na pewno już nigdy nie wrócę, a papierowe wydanie będę omijać z daleka. Dlatego też nie będzie to długa opinia.

Ciężko mi nawet powiedzieć, o czym jest ta książka, nie upatrzyłam sobie żadnego bohatera, nikt nie wzbudził mojej sympatii. Od początku w powieści króluje chaos, wątki zmieniają się jak w kalejdoskopie, skaczemy od postaci do postaci, raz narratorem jest ten, za chwilkę tamten. Ciągnie się jakaś myśl, porządkujemy ją sobie w głowie, po czym po chwili znajdujemy się już w innym czasie i innym miejscu.

Na pierwszy plan wysuwa się tutaj postać Tesy, otyłej studentki, zdolnej, inteligentnej, ale cierpiącej na pewne poważne zaburzenia psychiczne, zakompleksionej, choć oczytanej i… już. Nie polubiłam Tesy. Dziewczyna narzeka na wiele rzeczy w swoim życiu, ale nie robi kompletnie nic, by coś zmienić, by coś poprawić. Najłatwiej jest usiąść i narzekać… Drażniło mnie jej zachowanie, wnerwiało to, że bez przerwy skubie skórki przy paznokciach, raniąc się do krwi i że autor tak to ciągle akcentuje. Wkurzało mnie jej poddanie się wszystkiemu, jej obojętność na wiele spraw, brak motywacji do dalszego działania. Podobnie denerwowało mnie takie uparte podkreślanie tego, że Tesa ciągle się poci: wszędzie plamy potu, w kółko pociła się pod pachami, pod piersiami, na twarzy, bez przerwy spocone dłonie – po co tego tyle, po co tak to akcentować? Takie obnażanie bohaterki, wredne wytykanie jej niedoskonałości, zarówno fizycznych, jak i psychicznych, nie wzbudza to sympatii czytelnika do niej, a wręcz przeciwnie, mnie osobiście Tesa wydała się odpychająca i antypatyczna.

Sama historia być może ma potencjał, niestety panujący w niej bałagan skutecznie odebrał mi przyjemność z czytania, czy raczej – w moim przypadku – ze słuchania. W zasadzie na samym końcu dopiero zrozumiałam zamysł całości, ale do tej pory pozostało kilka wątków, których nie pojęłam i których istoty w powieści nie rozumiem.

Książka jest przegadana, za dużo w niej filozofowania, za dużo błądzenia w ludzkich umysłach. Myślę, że gdybym miała ją czytać, nie dobrnęłabym do końca i pewnie w którymś momencie bym zwyczajnie zasnęła. Uratował ją audiobook (na szczęście wypożyczony), który z ulgą oddałam już do biblioteki.

Nie jest to moja pierwsza książka Mroza, mało tego, większość jego książek raczej mi się podobała, jednak na “Hashtag” zwyczajnie szkoda czasu. Zwłaszcza jeśli ma być to pierwsze spotkanie czytelnika z tym autorem. “Hashtag” może skutecznie zrazić do innych pozycji Remigiusza Mroza.

Jak zaznaczyłam, książka ma potencjał, ponieważ wszystko w niej obraca się wokół mediów społecznościowych, a ściślej mówiąc Twittera i hashtagów. W sieci pojawiają się nagle wpisy o hashtagu #apsyda i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wpisy pojawiają się na kontach osób, które zostały uznane za zaginione. Z początku miałam nawet smaczek na niezłą powieść, ale później wszystko się posypało. Tak więc lekturę odradzam, nawet tym czytelnikom, którzy lubią i czytają Remigiusza Mroza. Ja również, wyłączając serię o Chyłce, lubię powieści autora i chętnie po nie sięgam. Niestety tym razem lepiej poświęcić czas czemuś innemu.

“Podróż Cilki” Heather Morris

“Podróż Cilki” jest przedstawiana jako kontynuacja książki “Tatuażysta z Auschwitz”, jednak moim zdaniem jest to nie tyle kontynuacja, co po prostu osobna historia o bohaterce, którą poznaliśmy już w pierwszej książce. Nie znajdziemy tutaj dalszych losów Lalego Sokołowa, czyli tatuażysty z obozu.

Warto też na samym początku zaznaczyć, że nie jest to dokument. Podobnie jak “Tatuażysta z Auschwitz” jest to powieść oparta na pewnych zdarzeniach, które miały miejsce w latach czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego wieku.

Cilka Klein to dziewczyna, którą Lale Sokołow poznał w Auschwitz-Birkenau i której zawdzięczał życie. Jego ukochana, Gita, była przyjaciółką Cilki. Nie jestem pewna, czy mężczyzna tak do końca zdawał sobie sprawę z tego, jak wiele poświęciła Cecilia, by ocalić ich dwoje…

Historia Cilki rozpoczyna się w chwili wyzwolenia Auschwitz przez Armię Czerwoną. Powinien być to jeden z najszczęśliwszych dni w życiu dziewiętnastoletniej dziewczyny. Bo czy po latach spędzonych w obozie koncentracyjnym, w nieludzkich warunkach, w zimnie, głodzie i upodleniu, może przydarzyć jej się coś jeszcze gorszego? Niestety nie jest to koniec gehenny Cilki. Za domniemaną kolaborację z wrogiem dziewczyna zostaje skazana na piętnaście lat ciężkich robót w radzieckim łagrze.

str. 13 – “- Skoro znacie tyle języków, to mamy podstawy sądzić że przyjechaliście tu szpiegować i sprzedawać informacje obcym siłom”.

Załamana i zrozpaczona Cilka wyrusza w kolejną długą, morderczą podróż w bydlęcym wagonie na daleką Syberię. Nie może w to uwierzyć… Tyle lat męki i czekania na wolność…

str. 14 – “Pewnego dnia zabierają ją. Omdlewającej z głodu i wyczerpanej brakiem snu dziewczynie wydaje się, że postacie strażników, ściany i podłogi są przezroczyste, jak we śnie”.

Gułag w Workucie znajduje się pod kołem podbiegunowym. Chłód panujący tu na co dzień jest nie do zniesienia, latem z kolei wszystkim dokuczają białe noce.

Cilka ponownie trafia do brudnego baraku wraz z innymi, dziewiętnastoma kobietami. Jej walka o przetrwanie rozpoczyna się na nowo. Odrobina szczęścia sprawia, że dziewczyna zaczyna pracować w obozowym lazarecie jako pielęgniarka. Dzięki temu może trochę lepiej zjeść, ogrzać się i uniknąć ciężkiej pracy przy ładowaniu węgla.

str. 110 – “Dni wloką się niemiłosiernie, noce są coraz dłuższe i ciemniejsze. Temperatura nieustannie spada, a Cilka z trudem wierzy, że może być tak zimno. Pracuje w lazarecie i walczy z ciągłym poczuciem winy – sumienie uspokaja, przemycając żywność dla współlokatorek z baraku. Przynosi im chleb, warzywa, margarynę. Prawdziwą herbatę(…)”.

Niełatwo przetrwać w gułagu, ale Cilka jest twarda. Na jak długo jednak starczy jej sił? Każdego dnia dzieje się coś, co odbiera ludziom nadzieję i hart ducha. Strażnicy rzadko kiedy okazują litość, władza daje im złudne poczucie wyższości nad innymi.

Strach, obawa o jutro, o przyszłość, o własne życie, lęk przed strażnikami – to codzienność kobiet z baraku Cilki. Piętnaście lat wydaje się być terminem tak odległym, że aż niemożliwym do wyobrażenia. Piętnaście lat w gułagu to niemal wieczność…

“Podróż Cilki” to poruszająca historia o chęci przeżycia, odwadze i niezwykłej wręcz woli walki o teraźniejszość. O przyszłości się tu nie myśli. Przyszłość jest wielką niewiadomą.

Zaskakujące jest to, jak człowiek przystosowuje się do warunków, w jakich przychodzi mu żyć. Kobiety z baraku próbują nadać przytulności miejscu, w którym przebywają, haftują serwetki, choć zdobycie nici wymaga wyprucia jej z prześcieradła. Te, które potrafią, szydełkują. Z trudem zdobyte drobiazgi pozostają w baraku tylko dlatego, że strażniczka zostaje przekupiona dodatkowymi porcjami jedzenia i przymyka oko na osobiste bibeloty. Bo też kobietom nie wolno mieć niczego swojego, a za schowanie czegoś pod materac grozi ciężka kara ciemnicy.

Książka została napisana w czasie teraźniejszym, idealnym dla tej tematyki i w trzeciej osobie. Znaczna większość akcji rozgrywa się w gułagu w Workucie, co jakiś czas wydarzenia przeplatane są zdarzeniami z przeszłości Cilki, z jej rodzinnego domu oraz z obozu koncentracyjnego.

Ile może znieść człowiek, któremu zaczyna brakować nadziei? Co stanie się z takim człowiekiem, który pogrąża się w apatii i nicości? Czy taki ktoś znajdzie jeszcze cel do działania? Do życia?

Czy Cilka przetrwa kolejne więzienie? Jak potoczą się jej losy? Warto dowiedzieć się samemu i przeczytać książkę Heather Morris. Jest to bardzo dobrze napisana powieść dokumentalizowana, wciągnie każdego, kto lubi czytać powieści o tej tematyce, bardzo gorąco polecam.

Za książkę ogromnie dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

*cytaty pochodzą z książki

“Nie zostawiaj mnie” Magdalena Kułaga

Po “Uzdrowicielu” i po jego drugiej części, czyli “Wiedźmie”, bardzo wyczekiwałam trzeciej książki pani Magdaleny, ale nie spodziewałam się, że będzie to coś zupełnie niezwiązanego z serią o Uzdrowicielu.

Tymczasem dostałam coś całkowicie innego. Coś z zupełnie odmiennego gatunku i z przyjemnością stwierdzam, że jest to coś nowego, świeżego i bardzo obiecującego.

Bohaterem powieści jest Samuel. Samuel otrzymuje od swego szefa pewne ważne zadanie, które początkowo jak najbardziej planował wykonać, jednak po drodze wydarza się coś, co sprawia, że je porzuca, a podejmuje się czegoś zupełnie nieoczekiwanego.

Co w tym dziwnego?

Pewnie nic. Chociaż nie, cała ta sytuacja jest niecodzienna i nietypowa przez wzgląd właśnie na naszego bohatera, ponieważ Sam nie jest jakimś tam zwykłym chłopakiem.

Sam jest aniołem.

I to nie takim aniołkiem mieszkającym na puchatej chmurce, a poważnym aniołem. Aniołem stróżem.

Po otrzymaniu zadania i wyznaczeniu człowieka, którego ma objąć opieką, Sam spotyka na swojej drodze Dawida i błyskawicznie podejmuje decyzję, że to właśnie on i nikt inny, potrzebuje jego pomocy.

Samuel nie zdaje sobie sprawy z tego, jak trudne wyzwanie przed nim stoi. Dawida bowiem opętał diabeł…

Sam nie ma długiego stażu w byciu aniołem, nie jest też typem, który potulnie wykonuje czyjeś polecenia. Czym poskutkuje sprzeciwienie się woli szefa? No i co stanie się z Dawidem i jego rodziną? Jak ocalić kogoś, kto w chwilach opętania nie jest sobą i zamiast współpracować ze swoim aniołem stróżem, jeszcze wszystko mu utrudnia? Sam naprawdę nie ma łatwego zadania.

str. 38 – “Wciąż nie mogłem przywyknąć do myśli, że dla zwykłych ludzi jestem teraz mistycznym zjawiskiem, zwiastunem, boskim posłańcem”.

Do jakiej kategorii przypisać “Nie zostawiaj mnie”? Muszę tu zaznaczyć, że jestem osobą niewierzącą, więc wszelkie postaci aniołów, diabłów czy Boga, traktuję jako postaci fantastyki literackiej i nie są one dla mnie związane z żadną religią. Tak więc powiedzmy, że jest to powieść fantasy osadzona w realiach współczesnych.

Początkowo nie byłam przekonana, czy to powieść dla mnie, ale wystarczyło mi kilka zdań, by wiedzieć, że będzie się ją czytać po prostu wyśmienicie. Szybko i lekko. Postaci, mimo że fantastyczne, są bardzo realistyczne. Ich przeżycia, relacje, doznania, również zdają się czytelnikowi mocno prawdziwe. Poza głównymi bohaterami, czyli Samuelem i Dawidem, poznajemy tu siostrę Dawida, Weronikę, ich rodziców i kilka innych – bardzo ważnych dla fabuły postaci: aniołów, diabłów oraz ludzi. Jest nawet pies, Teodor, nie ukrywam, że bardzo mocno przypadł mi do serca.

Fabuła powieści zamyka się w nieco ponad trzystu czterdziestu stronach, ale mimo to, książka jest do “połknięcia” w dwa, trzy wieczory.

Chciałam usilnie uniknąć porównań do serii o Uzdrowicielu, bo te książki są ze wszech miar różne, jednak muszę wspomnieć co nieco o warsztacie pisarskim autorki. “Towarzyszę” jej już od kilku lat, a od czasu pierwszego tomu “Uzdrowiciela” minęło trochę czasu i muszę przyznać, że strona techniczna “Nie zostawiaj mnie” jest o wiele mocniejsza niż poprzednich powieści. Ilość bohaterów jest zminimalizowana do tylu, ilu potrzeba, dzięki czemu nie panuje tu bałagan i nie gubimy się w tłumie. Nie ma tu żadnego chaosu, akcja została w przemyślany sposób poukładana, raczej nic w niej nie powstało na łapu-capu. Zarówno fabuła, jak i postaci zostały zaplanowane ze wszelkimi szczegółami. Każdy z bohaterów ma tu swój udział, jakby na kartach powieści zostało zaznaczone jego przeznaczenie. Wszelkie zdarzenia, jakie mają tu miejsce, będą miały znaczenie na kolejnych kartkach czy w kolejnych rozdziałach. Nic się tutaj nie dzieje bez powodu. Podobnie jak Samuel nie wybrał Dawida bez przyczyny, choć początkowo jego celem był ktoś zupełnie inny.

str. 29 – “(…) Boże, on mnie widział!
– Nie zostawię cię! – odparłem mu z mocą. Po mojej stronie była potęga, czułem ją całym istnieniem, czułem moc skrzydeł, które jaśniały z każdą chwilą. W końcu ich blask zaczęli dostrzegać ludzie”.

Trudno nie zwrócić uwagi na dopracowane dialogi, opisy, relacje między bohaterami, na ładunek emocjonalny, jaki każdy z nich do powieści wnosi.

str. 128 – “Pochwyciłem go za szyję, nim zdążył choćby mrugnąć, po czym powaliłem na bruk, aż huknęło. Skrzydła szybko zmaterializowały swe istnienie, składając się w pozycji ataku orła. Potem postawiłem nogę na jego gardle, na co zacharczał gniewnie, lecz nie mógł się uwolnić. Drugą ręką po raz pierwszy wyciągnąłem mą jedyną broń, która materializowała się tylko na me życzenie. Bicz wyplatany z dwunastu rzemieni, długi na osiem stóp. To, co różniło go od bicza używanego przez mojego ulubionego bohatera filmów przygodowych, to fakt, że wypełniony boską mocą, lśnił błękitem i kropił wodę, której diabełki bardzo nie lubiły, ponieważ była to woda święcona”.

To powieść o miłości. O miłości anioła stróża do ludzi. To również opowieść o tęsknocie do ziemskiego życia, do tego, co było, do przeszłości. To historia o potędze przyjaźni, o mocy poświęcenia, o dokonywaniu wyboru pomiędzy tym, co złe, a co dobre. Bo czasem – wbrew pozorom – nie jest to takie proste i oczywiste.

“Nie zostawiaj mnie”… – ileż kryje się w tym tytule emocji…

Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, teraz widzę to ciche błaganie, prośbę, szept… Prośbę, choć prostą, to tak bardzo wymowną. Prośbę o życie…

Lubię styl pani Magdaleny, lubię jej sympatię i przywiązanie do bohaterów, których tworzy. Ona zna ich o wiele lepiej, niż to nam pokazuje. Sporo zostawia dla siebie. Taka prawda, że wyimaginowana książkowa postać jest tym bardziej dla czytelnika realna, im więcej serca w jej stworzenie włoży autor. Większość historii życia bohatera zostaje słodką tajemnicą autora, a my poznajemy tylko jej fragment.

W powieści nie ma niczego zbędnego, akcja rozwija się szybko i w miarę wartko się toczy. Nie ma momentów znużenia i nudy, opisy pasują idealnie do sytuacji, postaci mają swoje własne sposoby zachowania, wyrażania się, nikt z nich nie jest idealny. Bohaterów pamięta się nawet po jakimś czasie od przeczytania książki, sama historia również zapada w pamięć.

To jest bardzo dobra książka. Na ogół unikam powieści o aniołach, Bogu, diabłach, szatanach, niebie i piekle, o opętaniach. Jednak tutaj jest to wszystko i książka bardzo mi się podobała. Na tyle, bym kiedyś do niej wróciła i przeczytała raz jeszcze.

Powieść ukazała się nakładem wydawnictwa e-bookowo i została bardzo dobrze przygotowana. Brak tu błędów, literówek i innego tego rodzaju byków. Jest dość ciężka, wydrukowana na porządnym, białym papierze, wyraźną, schludną czcionką.

Mam mieszane uczucia co do okładki. Pasuje rozmyte tło, pasuje postać anioła, aczkolwiek ślady ognia nałożone na sylwetkę mężczyzny sprawiają, że skrzydła giną. Na pierwszy rzut oka nie dostrzegłam w tych “plamach” ognia i skrzydła zrobiły na mnie wrażenie obciętych w dziwaczny sposób. Jednak są to odczucia mocno subiektywne i nie wpływają na moją opinię o książce. Zresztą może tak właśnie miało być.

“Nie zostawiaj mnie” to świetnie napisana pozycja, dobrze przemyślana i ciekawie zrealizowana. Spodoba się tym, którzy lubią powieści obyczajowe z nutą fantasy oraz wszystkim, którzy lubią czytać o aniołach. Spodoba się również tym, którzy lubią książki o tolerancji, o przyjaźni, o poświęceniu, o tym, ile dla człowieka wart jest drugi człowiek. To są zagadnienia ponadczasowe i warto o nich często przypominać.

Za książkę bardzo dziękuję autorce, Magdalenie Kuładze.

*cytaty pochodzą z książki

Copyright © 2020. Powered by WordPress & Romangie Theme.