Tag Archives: Filia

“Trawers” Remigiusz Mróz

“Ekspozycja” i “Przewieszenie” postawiły poprzeczkę niesamowicie wysoko, więc moje oczekiwania – nie ukrywam – również powędrowały mocno w górę.

Od wydarzeń z “Przewieszenia” minął jakiś czas. Dla Wiktora Forsta były to trudne i nerwowe miesiące, które z pewnością wolałby on spędzić zgoła inaczej. By uciszyć nawracające migreny oraz nerwy i towarzyszący mu niepokój, Wiktor sięga do środków, które powszechnie niedostępne i ogólnie zabronione, wcale nie są łatwe do zdobycia. Czas zabija czytając. A czyta wszystko, co tylko wpadnie mu w ręce. Więzienie zobojętniło go na to, co dzieje się wokół. Perspektywa spędzenia w zamknięciu wielu lat, nie nastraja go, rzecz jasna, optymistycznie. I wtedy, zupełnie nieoczekiwanie, pojawia się szansa odmiany losu, a na drodze Forsta staje bezkompromisowa adwokat Joanna Chyłka – znana czytelnikom z innego cyklu autorstwa Remigiusza Mroza.

Tymczasem w góry wraca Bestia z Giewontu. Znowu giną ludzie, turyści ponownie nie mogą czuć się bezpieczni. Tym razem na ich życie nie czyhają wyłącznie góry…

str. 316 – “Na wspomnienie o linie spojrzeli na siebie nerwowo. Byli zupełnie zieloni. Nie mieli bladego pojęcia o tym, na co się pisali. Patrząc na takich ludzi Eliaszowi zdarzało się pomyśleć, że dobrze byłoby wypuszczać wszystkich turystów powyżej określonej wysokości z przewodnikami. Przynajmniej byłby jakiś element idiotoodporny. Prawdziwy przewodnik nigdy nie zabrałby tych dwojga w góry”.

Dla policji zabójca jest kompletnie nieuchwytny. W dodatku najwyraźniej wysyła Forstowi ukryte wiadomości, prowokuje go. Wiktor zdaje sobie sprawę z tego, że jest jedyną osobą, która ma szansę ująć zabójcę.

W międzyczasie w Kościelisku, w ośrodku dla uchodźców, ginie turysta. W jego ustach policja znajduje syryjską monetę. Prokurator Wadryś-Hansen oraz policja, z Osicą na czele, zastanawiają się, czy to tragiczne wydarzenie ma coś wspólnego ze śmiercią turystów na szklaku i z Bestią z Giewontu.

Wiktor jest nieustępliwy. Za wszelką cenę chce dopaść mordercę. Jest mu raczej obojętne, co będzie później. Forst ma tylko jeden cel. W dodatku dochodzi do wniosku, który z początku wydaje mu się wręcz absurdalny. Niemożliwy. Jednak po wielu dniach i nocach rozmyślań, dzieli się nim z Osicą, który omal go nie wyśmiewa… Forst ma jednak przeczucie i nie pozwala się zbyć. Robi wszystko, by postawić na swoim i wyruszyć za mordercą w góry.

str. 502 – “Wiktor zdawał sobie sprawę, że powinien poszukać szlaku. Idąc bezrefleksyjnie pod górę, narażał się na niebezpieczeństwo wpadnięcia w rozpadlinę. Bez komórki pod ręką mogłoby to okazać się równoznaczne ze śmiercią.

W końcu dotarł do pierwszego trudnego miejsca. Musiał wspiąć się po łańcuchu, a potem z pomocą klamer obejść niewielką turnię. W lecie wyglądało to niezbyt ciekawie, bo trzeba było cały swój los złożyć w dobrym chwycie kawałka metalu wystającego ze skały. W zimie wyglądało to jak miejsce, gdzie wszystko się kończy”.

Podobnie jak w poprzednich tomach z cyklu, również i tutaj akcja nie zwalnia nawet na chwilę. Wątek o uchodźcach wpasowuje się idealnie w czasy, w jakich przyszło nam żyć. I choć pozostaje on tłem wielu sytuacji, nie gryzie mocno w oczy, a wprowadzenie go przydaje książce autentyczności.

Od strony technicznej, Mróz – jak zwykle – rewelacyjny. Jego styl i lekkość pióra to to, co uwielbiam w książkach. Niedługie rozdziały, przeskakiwanie od bohatera do bohatera, od sytuacji do sytuacji, stale trzymają czytelnika w napięciu i nie pozwalają na przerwę w lekturze.

str. 361 – “Przez moment trwał w bezruchu, po czym zacisnął usta i z impetem trzasnął pięścią w blat. Nie poczuł bólu. Uderzył jeszcze raz, a potem złapał kartkę i ruszył w kierunku drzwi. Zamknął je z hukiem i truchtem skierował się do recepcji”.

Pewnie jak znaczna większość czytelników trylogii o Forście, niecierpliwie czekałam na finał i na rozwiązanie kilku kluczowych wątków. I gdyby chodziło o jakąś inną książkę, innego autora, musiałabym napisać, że zakończenie mnie trochę rozczarowało. Ale to jest Remigiusz Mróz. Zakończenie “Ekspozycji” sprawiło, że zbierałam szczękę z podłogi. “Przewieszenie” mną mocno potrząsnęło. Naiwnością byłoby sądzić, że “Trawers” zakończy się teraz jakimś mdłym i ckliwym happy endem, a wszyscy bohaterowie będą żyli długo i szczęśliwie. Oczywiście nie oczekiwałam tego, to zupełnie nie w stylu Mroza, no i właściwie nie spodziewałam się niczego innego, jak kolejnego finału wbijającego mocno w fotel.

W końcu wyszło tak, że jestem trochę zła na autora, że losy bohaterów nie potoczyły się tak, jak JA bym tego chciała. Z drugiej z kolei strony, jestem mu wdzięczna, że ponownie mnie zaskoczył i zapewnił dawkę naprawdę mocnych i dobrych emocji.

Cała trylogia ma – w moim odczuciu – dodatkowy pozytyw. Jeśli chodzi o górskie wspinaczki i góry w ogóle, pozostaję nadal kompletnym laikiem. Czytanie o tym było dla mnie fantastyczną przygodą. I nie ukrywam, że odkrywanie sekretów Tatr w taki sposób bardzo mi odpowiada.

Przyznaję, że “Przewieszenie” porwało mnie bardziej. Bardziej mnie wciągnęło i mocniej trzymało w napięciu. Nie znaczy to oczywiście, że “Trawers” nie wpasował się w moje gusta albo że jest gorszy od reszty książek z serii. Nie, absolutnie tak nie jest. To doskonale napisana trylogia, z idealnie snutą intrygą, z genialnie zarysowanymi postaciami, że świetnie skonstruowaną akcją kryminalną.

Remigiusz Mróz to jeden z najlepszych polskich pisarzy współczesnych.

I choć trochę zwlekałam z sięgnięciem po jego powieści, to teraz cieszę się, że przede mną jeszcze seria z Chyłką oraz kilka innych, pojedynczych, książek. Z ogromną też niecierpliwością czekam na filmową wersję perypetii komisarza Forsta.

Autorowi pozostaje tylko pogratulować, zaś czytelnikom niezmiennie polecam: czytajcie serię o Wiktorze Forście po kolei, zaczynając od “Ekspozycji”, kończąc “Trawersem”.

“Przewieszenie” Remigiusz Mróz

Wystarczyła mi jedna książka Mroza, by stwierdzić, że każdą kolejną kupię w ciemno. By wiedzieć, że każdą muszę przeczytać. Że muszę ją mieć i widzieć na swojej półce. Wiedziałam to już po przeczytaniu “Ekspozycji”, która porwała mnie od pierwszej strony i trzymała w napięciu do ostatnich słów, gdzie dosłownie rzuciła mnie na kolana i długo nie pozwalała się z nich podnieść. Sądziłam, że bardziej już autor nie może mnie zaskoczyć. Sądziłam, że “Ekspozycja” jest tak dobra, że nie sposób, by kolejna powieść była lepsza. Myślałam, że to zwyczajnie niemożliwe.

I wtedy przeczytałam “Przewieszenie”.

Zdezorientowana i wstrząśnięta, długo zbierałam szczękę z podłogi. Siedziałam na ogrodowym krześle, pięknie świeciło słońce, śpiewały ptaki, a ja trzymałam książkę na kolanach i nie mogłam się otrząsnąć.

Remigiusz Mróz nie ma sobie równych jeśli chodzi o tego rodzaju zaskoczenia, przynajmniej w moim przekonaniu. I nawet jeśli wszystko wydaje się oczywiste, to zapewniam, że u Mroza, może mieć wiele różnych stron. I wiele wyjaśnień. A sam autor to moim zdaniem jeden z najlepszych polskich pisarzy współczesnych.

Drugi tom cyklu o Forście zaczyna się mniej więcej od tego miejsca, w którym skończyła się “Ekspozycja”. Wiktor i tym razem tropi niebezpiecznego mordercę, który działa w górach. Niestety pewne zbiegi okoliczności sprawiają, że cień podejrzeń pada też na samego Forsta, przez co komisarz ma mocno utrudnione zadanie i porządnie ograniczone pole działania. W dodatku prokurator wręcz depcze mu po piętach… Tymczasem zabójca poszukuje swych ofiar na szklakach górskich, wypatrując ich wśród mniej doświadczonych turystów. Wiktor chce go odnaleźć i złapać za wszelką cenę, nawet kosztem własnego bezpieczeństwa, własnej wolności czy życia.

I to właściwie wszystko, co mogę Wam powiedzieć o tej książce, nie zdradzając za dużo, bo cokolwiek bym dalej napisała – będę spoilerować.

Mogę jednak zdradzić, że “Przewieszenie” trzymało mnie w napięciu znacznie bardziej niż pierwszy tom cyklu, a samą książkę czytało mi się o wiele szybciej. To jedna z tych powieści, które ciężko jest przerwać i odłożyć. Ciągle chciałam wiedzieć, co będzie dalej i jak rozwinie się akcja. “Przewieszenie” pochłania czytelnika na podobieństwo groźnych i zdradliwych gór i nie pozwala myśleć o niczym innym.

str. 238 – “Kątem oka dostrzegła pięść z prawej strony. Kiedy trafił ją w skroń, zahuczało jej w głowie. Wypuściła kieliszek, ale nie słyszała, jak szkło rozbiło się na podłodze.
Zatoczyła się w bok i pewnie by upadła, gdyby nie złapał jej napastnik. Moment ulgi trwał jednak tylko ułamek sekundy. Potem przywalił jej po raz kolejny. Ostatnim, co zapamiętała, była obojętność na jego twarzy”.

Podobnie jak w pierwszym tomie, również i tutaj mamy do czynienia z doskonałym warsztatem pisarskim i niesłychanie lekkim piórem. Mróz tworzy bohaterów, którym wierzymy, ponieważ nie są oni doskonali. Bo podobnie jak my – zwykli ludzie – mają wady. Chwilami nawet zastanawiałam się, czy postaci wykreowane przez Mroza mają w ogóle jakieś zalety. Na ogół jest tak, że główny bohater ponad dziewięćdziesięciu procent powieści to postać pozytywna. Większość z nich to wyidealizowani bohaterowie o komplecie tych cech, które powszechnie uważane są za te dobre. Lubimy ich, chcemy być tacy jak oni, doszukujemy się w nich podobnych cech do naszych w nadziei, że faktycznie moglibyśmy się z nimi utożsamiać. Takie postaci obdarzone są na ogół jedną wadą i na tym ich charakterystyka się zamyka. Tymczasem Forst ma chyba więcej tych negatywów, niż cech pozytywnych. Jest arogancki, cyniczny, zgorzkniały, nie liczy się ze zdaniem innych, nawet swoich przełożonych, łamie normy powszechnie uznawane za moralne, często postępuje niezgodnie z prawem. Bywa, że nawet niezgodnie z własnym sumieniem, jeśli instynkt podpowiada mu, że tak właśnie postąpić powinien. Mimo to, nie sposób Wiktora Forsta nie lubić. Czy jest on bohaterem negatywnym? Wedle mojej opinii absolutnie nie. Świat nie jest tylko czarny lub tylko biały. Nie zawsze można wybrać albo zło, albo dobro. Nie zawsze popierałam czyny Wiktora, ale rozumiałam i rozumiem jego motywy. Niecierpliwie też czekam, co przyniesie mu przyszłość.

str. 262 – “Wiktor upadł na kolana i zaczął nerwowo rozrzucać książki. Powieści sensacyjne, kryminalne, historyczne… nie było niczego o buddyzmie, (…) niczego, co mogłoby posłużyć za wskazówkę (…).
Wiktor wiedział, że czas się skończył. Klnąc co niemiara, podniósł się, gotowy do ucieczki. Teraz albo nigdy. Za moment będzie już za późno”.

A ponieważ 18 maja, czyli właśnie dzisiaj, swoją premierę ma “Trawers”, trzeci i ostatni już tom cyklu o Forście, zachęcam Was gorąco do zakupu. Warto przeczytać wszystkie trzy książki, jeszcze zanim komisarz Forst zagości na ekranach naszych telewizorów. Bo nie wiem, czy dotarła do Was ta wiadomość, ale prawa do ekranizacji trylogii zostały już sprzedane. Pozostaje tylko pogratulować autorowi, życzyć mu dalszych sukcesów i w międzyczasie wypatrywać filmu (lub serialu). Osobiście czekam teraz na mój własny “Trawers” i chyba zostawię go sobie na jakieś wolne dni, bo znając już Remigiusza Mroza, ciężko będzie się od książki oderwać.

Zachęcam do lektury “Przewieszenia” i jednocześnie namawiam, byście czytali serię o Forście po kolei: “Ekspozycja”, “Przewieszenie” i “Trawers”. Bardzo gorąco polecam, wierząc że Mróz zrobi międzynarodową karierę i usłyszą o nim czytelnicy nie tylko w naszym kraju. To wspaniałe, że mamy TAKICH pisarzy. Czytajcie Mroza!

PS. Jeśli ktoś ma chęć poznać autora lepiej, polecam jego stronę internetową: http://remigiuszmroz.pl/

*cytaty pochodzą z książki

“Ekspozycja” Remigiusz Mróz

Dość głośno jest ostatnio o młodym, polskim pisarzu, którego książki szybko zyskują popularność i na których premiery czytelnicy czekają z wielką niecierpliwością. Koniecznie chciałam sprawdzić, jak i o czym pisze pan Remigiusz Mróz, a “Ekspozycja” to moja pierwsza książka autora. Jest to zarazem pierwszy tom trylogii o Wiktorze Forście, komisarzu polskiej policji.

Pewnego ranka, na giewonckim krzyżu, policja odnajduje ciało starszego mężczyzny. Śledztwo ma poprowadzić Forst, ale nagle okazuje się, że nieoczekiwanie i w trybie natychmiastowym, zostaje on odsunięty od sprawy. Nie chce się z tym pogodzić i usiłuje dociec, kto i z jakiego powodu to zrobił. Upór, z jakim Wiktor poszukuje winnych, zaprowadzi go w miejsca, w których policjant wolałby się nigdy nie znaleźć. Tymczasem morderca uderza po raz kolejny, a ofiary pierwszego i drugiego zabójstwa na pozór nie mają ze sobą nic wspólnego. Kiedy Forst odkrywa, co tak naprawdę łączy oba morderstwa, jest już za późno, by się wycofać i tak po prostu spokojnie wrócić do domu.

str. 133 – “Mijały minuty i składały się powoli na kolejne godziny. Cała trójka opuściła las i wyszła na rozległe pola, nigdzie nie dostrzegając żadnych zabudowań. Szrebska uznała, że jeśli gdzieś w Polsce istnieje raj dla uciekinierów, to tylko na ścianie wschodniej. Może jeszcze na Mazurach, względnie w Bieszczadach”.

Wiktor prowadzi dochodzenie na własną rękę, zagłębiając się w sprawę coraz bardziej. Morderca jest człowiekiem bardzo przebiegłym, na miejscu zbrodni nie pozostawia tropów, odcisków palców ani śladów DNA. Forst sięga do metod bardzo kontrowersyjnych, by poznać tożsamość zabójcy i jego motywy. Za niektóre z nich przyjdzie mu zapłacić bardzo wysoką cenę, a także przyjąć na swe barki ogromny ciężar bólu, strachu i poniżenia. Wszystko komplikuje się coraz bardziej, a Forst przekonuje się, że z pewnych sytuacji nie ma wyjścia, choćby człowiek się dwoił, troił i wychodził z siebie.

Wiktor Forst to postać bezkompromisowa. Jest on człowiekiem zawziętym, upartym, prącym naprzód za wszelką cenę, odważnym i twardym, wybuchowym i narwanym. Większość z tych cech sprawia, że w policji jest jednym z najlepszych. Być może z jego metodami wielu się nie zgadza, ale to właśnie dzięki nim Forst jest taki skuteczny. A być może, gdyby nie nawracające i uciążliwe migreny, byłby jeszcze lepszy. Bywa nerwowy, bo jakiś czas temu rzucił palenie i musi zadowalać się gumą do żucia. Ma też specyficzne poczucie humoru, które być może zaważy na tym czy czytelnik go polubi, czy też nie. Ja polubiłam. Wzbudził zarówno moją sympatię, jak i chwilami wywołał zniesmaczenie, ale zyskał moje zrozumienie dla wszystkiego, co zrobił.

str. 205 – “Był jednak wdzięczny białoruskiemu lekarzowi za to, że się z nim nie cackał. Bez zastanowienia podał mu tramadol, lekki opioid, który w Polsce dostępny był wyłącznie na receptę. Po raz pierwszy od dłuższego czasu Forst poczuł, jakby ktoś ściągnął mu imadło z głowy. Migrena zniknęła, a zastąpiła ją cudowna błogość. Nie potrafił nawet martwić się tym, że jeśli w Moskwie im się nie powiedzie, natychmiast wrócą na Białoruś i zostaną postawieni przed plutonem egzekucyjnym”.

“Ekspozycja” nie porwała mnie od razu. Szczerze mówiąc pierwsze strony czytałam trochę na siłę. Nie mogłam wczuć się w akcję ani przekonać do bohaterów, irytowały mnie rozbudowane dialogi. Jednak po tym, jak przebrnęłam przez pierwsze podrozdziały i akcja się rozkręciła, przeczytałam powieść w kilka godzin. Mamy tu wątek kryminalny, mocno rozbudowany, ale prym wiedzie mroczny wątek sensacyjny, dzięki któremu książka przykuwa czytelnika do siebie na wiele długich godzin. Piszę “wiele”, bo powieść wcale do krótkich nie należy – liczy sobie w całości ponad 470 stron.

“Ekspozycja” to kawał świetnego pisarskiego warsztatu. I choć chwilami odnosiłam wrażenie, że niektóre dialogi można było skrócić, uważam że to nieustannie trzymająca w napięciu bardzo dobra lektura. Autor ma lekkie pióro, dopracowany styl i pokłady talentu, z których powinien intensywnie korzystać.

Wydanie Filii bez zarzutu, w tekście natknęłam się raptem na dwie drobne literówki. Ciekawa okładka, dobry druk, przejrzyste rozdziały.

Brak tutaj wyidealizowanych postaci, które raczej nie byłyby wówczas autentyczne. Wiktor nie pracuje sam, zawiera on niepisaną umowę z dziennikarką Olgą Szrebską. Olga ma doświadczenie w pracy dziennikarskiej i bardzo wielu pożytecznych znajomych. Dzięki nim uda się ruszyć ze śledztwem z miejsca. Sama Olga nie wzbudziła mojej sympatii. Nie bardzo nawet potrafię ją opisać. W sprawie Forsta widzi szansę dla siebie, szansę na wybicie się w świecie dziennikarskim oraz – rzecz jasna – szansę na nagrodę. Z tych powodów brnie wraz z policjantem coraz głębiej w zagmatwane śledztwo, choć doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że może ją to kosztować karierę. A kto wie czy nawet nie życie? Współpracując ze sobą Olga i Wiktor dokopują się do przerażających informacji z dalekiej przeszłości, powiązanych ze współczesnymi zabójstwami.

str. 257 – “Olga przypuszczała, że proces będzie tylko teatrzykiem, a wyrok zapadł na długo przed pierwszą rozprawą. Szybko jednak przekonała się, że było zupełnie inaczej. Już od pierwszych dni sprawa była relacjonowana przez rosyjskie media. Chełpiono się tym, że FSB ujęła dziennikarkę, której poszukiwały polskie służby i Interpol. W dodatku zaraz po tym, jak rzekomo nielegalnie przekroczyła rosyjską granicę”.

“Ekspozycja” zawiera kilka zwrotów akcji, które dosłownie wbiły mnie w fotel. Podobało mi się, że książka jest absolutnie nieprzewidywalna i kompletnie niesztampowa. Czytywałam już sensacje, różne, polskie i zagraniczne, ale ta jest – i mówię to z całym przekonaniem – jedną z najlepszych, jakie przeczytałam. Warto nadmienić, że w styczniu 2016 roku, miała swą premierę druga książka z cyklu o Forście, pt.: “Przewieszenie”.

Bardzo gorąco polecam, jeśli lubicie kryminały, thrillery i sensację oraz dobrą i bardzo wciągającą literaturę.

*cytaty pochodzą z książki

“List z powstania” Anna Klejzerowicz

Większość dzisiejszej soboty spędziłam na czytaniu “Listu (…)” i teraz, już pod wieczór, usiadłam, by napisać o niej kilka słów. I tak się właśnie zastanawiam, od czego by tu zacząć…

Książka jest fascynująca.

Wywołała we mnie masę przeróżnych emocji. Chwilami byłam na nią zła, chwilami wkurzałam się na głównych bohaterów, na ich decyzje, na to, jak postępują, a chwilami zachwycałam się, nie mogąc przestać czytać. Nie wiem, ma w sobie jakiś taki wewnętrzny, niezwykły magnetyzm, który sprawia, że ręka sama po nią sięga.

“List z powstania” to opowieść, która zaczyna się jeszcze w czasie wojny, później toczy się w czasach Polski czasów PRL (w których ja akurat dorastałam) i w końcu w latach współczesnych. Dwie główne bohaterki: Julia i Marianna – matka i córka – mocno ze sobą związane, przeżywają w życiu zarówno wzloty i upadki, a wszystko ciągle krąży wokół tajemniczej historii siostry Julii, Hani, łączniczki, która zaginęła w czasie Powstania Warszawskiego. Nikt nie wie, co się z nią wtedy stało, krążą podejrzenia, że nie żyje, ale ponieważ nigdy nie odnaleziono jej ciała, nie jest to wcale takie pewne. Przez całe swoje życie Julia usiłuje znaleźć swoją siostrę, a przynajmniej natrafić na jakikolwiek ślad, który mógłby pomóc jej w rozwikłaniu jej tajemnicy. Czy Hanka żyje? A jeśli żyje, dlaczego nie odezwała się po wojnie? Dlaczego nie próbowała skontaktować się z rodziną? Może nie mogła? Wszystko, co robi Julia, związane jest w pewien mniejszy lub większy sposób z poszukiwaniami. Marianna, początkowo zła na matkę, że ta nie myśli o niczym innym, później pomaga jej w poszukiwaniach. Julia twierdzi, że najgorsza dla niej jest ta niepewność, co stało się z jej siostrą. Gdyby chociaż miała jakieś wieści, że Hanka zginęła, pogodziłaby się z tym i w końcu ułożyła sobie życie bez rozmyślań o niej. Mnie się jednak wydaje, że Julia nie byłaby w stanie spokojnie żyć bez tajemniczej historii Hani w tle, ale to tylko takie moje przypuszczenia. Każda nowa nadzieja i światełko w tunelu, dodają Julii skrzydeł, każda porażka – przygnębia ją do tego stopnia, że ta zamyka się w sobie i najczęściej ucieka w pracę.

To książka o tym, jak mocno destrukcyjne może być skupienie się na jednej sprawie i obsesyjne wręcz pragnienie poznania jej rozwiązania. To również powieść o bohaterstwie, odwadze, wierze w powodzenie, pamięci, relacjach rodzinnych i sile wspomnień. Akcja książki rozgrywa się głównie w Gdańsku i Warszawie, co dla mnie, Warszawianki z pochodzenia, mieszkającej od ponad dwunastu lat w Gdańsku, jest mocnym i dodatkowym atutem. Lubiłam podróżować w wyobraźni do miejsc, które opisywała autorka (zresztą Gdańszczanka), na ul. Sobótki w Gdańsku i potem na Niedźwiednik, do kawiarni w Warszawie, na stary Żoliborz – tak urokliwy i zielony latem… Dzięki temu słowa pani Klejzerowicz były dla mnie mocno plastyczne – wszystko to widziałam i choć skończyłam już czytać książkę, nadal mam te wszystkie miejsca przed oczami.

Rodzinna legenda, prześladująca wręcz nasze bohaterki, prowadzi do zaskakującego zakończenia, które było dla mnie prawdziwym wstrząsem, a samo zakończenie – istnym trzęsieniem ziemi – nie tego się spodziewałam! Autorce udało się mnie kompletnie zaskoczyć i kompletnie “rozwalić” w środku. Siedzę teraz z wypiekami na twarzy, usiłując na świeżo przelać na papier to, co czuję po przeczytaniu “Listu (…)”…

Fantastycznie nakreślone postaci: zarówno te główne jak Julia i Marianna, ojciec Marianny, ciotka, później przyjaciółka i wieloletni przyjaciel rodziny, Piotr. Każdy jest inny, nie ma dwóch podobnych do siebie osób, każda inaczej się wypowiada, każda ma swój styl. Bardzo mi się to w książkach podoba.

No i ta piękna okładka :) Z radością odkładam tę książkę na swoją półkę, pięknie się prezentuje. Jeszcze kiedyś do niej wrócę, z całą pewnością jest tego warta.

Copyright © 2017. Powered by WordPress & Romangie Theme.