Tag Archives: Videograf

“Zemsta i przebaczenie. Tom II. Otchłań nienawiści” Joanna Jax

Zupełnie niedawno pisałam o pierwszej części sagi Joanny Jax pt.: “Narodziny gniewu”, tymczasem dokładnie wczoraj ukazała się druga książka z serii pt.: “Otchłań nienawiści”. Jest to ciąg dalszy losów znanych nam z tomu pierwszego bohaterów, dlatego też polecam czytać książki po kolei.

Jest rok 1941, w Europie trwa wojna. Nasi bohaterowie: Alicja, Hanka, Julian i Emil zostali przez los i wojenne zawirowania rzuceni w różne miejsca świata. Nie wiedzą, czy reszta żyje i jak się ma. Polacy, Niemcy i Rosjanie zostają poddani wojennej propagandzie i zawieruchom nie tylko brutalnych walk na frontach, ale również okrutnym działaniom gestapo i NKWD.

Spodobało mi się bardzo, że autorka mocno rozwinęła wątki poboczne dotyczące postaci drugoplanowych, jak choćby postać Igora Łyszkina, którego bardzo polubiłam. Hanka będzie wiele zawdzięczać jego uporowi i determinacji.

W powieści są też inne osoby, którym autorka poświęciła więcej czasu i stron książki, co wyszło całości na plus, a sama saga mocno na tym zyskała. Moją ogromną sympatię zyskała Irena “Wariatka”, prostoduszna, dobra, chwilami zabawna, o zachowaniu i mentalności małego dziecka. Odegra ona w powieści bardzo znaczącą rolę.

Akcja “Otchłani nienawiści” jest konkretna, nie zwalnia nawet na chwilę i nie gna też naprzód na łeb, na szyję. Kiedy coś się dzieje, to się dzieje, nie rozwleka się na kilka rozdziałów i nie zatrzymuje bohaterów bez sensu i potrzeby w jednym miejscu.

O wiele mniej uwagi niż poprzednio, poświęciła Joanna Jax Emilowi Lewinowi. I tak sobie nieśmiało myślę, że to dlatego, iż szykuje dla niego coś bardzo szczególnego, coś, co potrząśnie czytelnikiem i wywoła u niego dreszcze.

“Otchłań nienawiści” to powieść wielu postaci. Nie da się wyodrębnić tej jednej, jedynej. Zbiorowy bohater zapewnia czytającemu cały wachlarz emocji. Książka pokazuje, że nie tak łatwo złamać człowieka, gdyż jest on zdolny do wielu poświęceń: dla przyjaźni, dla miłości czy dla własnego kraju.

“Miłość jest prosta. Jeśli kogoś kochasz, nie przestajesz mieć nadziei”.

Ile znieść może jeden człowiek? Autorka pokazuje nam, że bardzo wiele, o ile tylko ma o co i dla kogo walczyć. Okrucieństwo wojny potrafi zmienić niemal każdego, wyzwalając w nim najbardziej prymitywne instynkty, jakie tylko można sobie wyobrazić. Joanna Jax przedstawia nam w powieści wiele różnych twarzy nienawiści, bo też za każdym razem może ona być inna. Wojna również pokazuje swe oblicze w wielu odsłonach. Czasem jest to więzienie, czasem hipokryzja władzy, ból, cierpienie, a także serce okazane przez kogoś, po kim najmniej byśmy się tego spodziewali.

Autorka trafnie pokazała zderzenie szarej warszawskiej rzeczywistości wojennej z kolorowym i dynamicznym Berlinem.

“Berlin 1941. Jakże inne to było miasto niż Warszawa. Tętniące życiem, stolica zwycięzców”.

Warszawa, tak smutna, bezbarwna, pełna niepewności i lęku, już od bardzo dawna nie jest bezpieczna. Panuje w niej głód, ubóstwo, choroby, a na biednych ludziach żerują złodzieje i oszuści. Brud i kurz na ulicach, łapanki, gestapo – mieszkańcy muszą być bardzo ostrożni, bo Niemcy mogą zamknąć niemalże za wszystko. Miłość w tym chaosie wcale nie należy do najłatwiejszych, bo kiedy przychodzi się zmierzyć z lękiem, niepewnością i głodem, wielu z nas mogłoby się poddać…

W powieści nie brakuje scen pełnych napięcia, nagłych zwrotów akcji (choć nadal mamy do czynienia z książką obyczajową) oraz zdarzeń, których czytelnik wcale się nie spodziewa. To niewątpliwie atuty “Otchłani nienawiści” i z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że tom drugi cyklu jest znacznie ciekawszy od pierwszego. Tutaj nie ma żadnej stagnacji, nie ma miejsca i czasu na nudę. Wojna zmusza do konspiracji, ukrywania się, poświęceń. Często bohaterowie stykają się ze zdarzeniami, które wymagają od nich ogromnej siły woli, uporu, odwagi, wytrzymałości, czasem wręcz przekraczającej ich własne wyobrażenia.

To powieść dla tych, którzy lubią tematykę obyczajową, dla tych, którzy chcą się dowiedzieć, jak ciężkim dla ludzkości był czas wojny. Również dla tych, którzy lubują się w sagach i po przeczytaniu pierwszego tomu “Zemsty i przebaczenia” niecierpliwie czekali na dalszy ciąg. Myślę, że się nie zawiedziecie, tylko (jak już nadmieniłam) koniecznie czytajcie książki po kolei.

Gorąco polecam.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Videograf

**cytaty pochodzą z książki

Zapisz

Zapisz

“Zemsta i przebaczenie. Tom I. Narodziny gniewu” Joanna Jax – KONKURS

REGULAMIN KONKURSU

1. Konkurs trwa od 13 stycznia (piątek) do 17 stycznia (wtorek) do godziny 20.00.

2. Aby wziąć w nim udział, udostępniamy post konkursowy na swojej tablicy i odpowiadamy na pytanie konkursowe podane poniżej. Nie trzeba mnie lubić, ale proponuję poobserwować (przynajmniej przez czas trwania konkursu), ponieważ w razie wygranej, to ja czekam na kontakt od Was, a nie odwrotnie. Odpowiedzi, których autorzy nie udostępnią u siebie posta konkursowego bądź nie odpowiedzą na pytanie, nie będą brane pod uwagę.

3. Pytanie konkursowe brzmi: “Czym dla Ciebie jest książka?”. Do wygrania są dwa egzemplarze powieści Joanny Jax. Pierwszy powędruje do autora lub autorki odpowiedzi, która najbardziej mi się spodoba. Drugi otrzyma osoba wyłoniona spośród wszystkich uczestników (w drodze losowania). Odpowiedzi wpisujemy pod postem konkursowym na fb lub tutaj, w komentarzu na blogu.

Sponsorem konkursu jest Wydawnictwo Videograf.

Moja recenzja książki “Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu”.

Zapisz

Zapisz

“Zemsta i przebaczenie. Tom I. Narodziny gniewu” Joanna Jax

Jako jedna z ambasadorek najnowszej powieści Joanny Jax, która ma swoją premierę 22 listopada b.r. i ukaże się nakładem Wydawnictwa Videograf, mam przyjemność zaprezentować Wam przedpremierową recenzję wspomnianej książki.

“Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu” to pierwszy tom nowej sagi, której akcja rozpoczyna się w roku 1915. Poznajemy wtedy Juliana, Alicję, Emila i Hankę. To właśnie losy tej czwórki będziemy śledzić w trakcie lektury i z nimi będziemy wędrować po kartach powieści.

Rok 1915, spokojny i bez zawirowań, pozwala nam przyjrzeć się życiu dwóch warstw społecznych: Juliana Chełmickiego – bogatego dziedzica majątku ziemskiego oraz Emila i Hanki, którzy nie mają nic. Dość szybko wychodzi na jaw, że biedny Emil Lewin jest tak naprawdę synem Chełmickiego z nieprawego łoża. Ogromnie rozżalony, rozczarowany i skrajnie wściekły, składa on wizytę swemu biologicznemu ojcu. Niczego nie zyskując, pielęgnuje w sobie nienawiść zarówno do ojca, jak i do przyrodniego brata, Juliana. Wkrótce potem dochodzi do tragedii, a sam Emil wyjeżdża do miasta, knując cichy i misterny plan zemsty. Jego siostra, Hanka, obdarzona talentem wokalnym, robi karierę w Warszawie, gdzie wyjechała wraz z najbliższą przyjaciółką, Alicją Rosińską. Alicja jest bez pamięci zakochana w Julianie, który już zaręczony z kobietą z własnych sfer, nie zwraca na nią uwagi. Alicja cierpi coraz bardziej.

Do czego zdolna jest kobieta, by zdobyć uczucia mężczyzny, którego kocha bez pamięci? Do jakich poświęceń posunie się Alicja, by zdobyć to, o czym marzy? No i czy to, co poświęci, będzie warte tego, co otrzyma? Czy z kolei Emil Lewin uknuje swoją intrygę, która pomoże mu się zemścić na biologicznym ojcu i bracie? Czy może jednak odnajdzie w sobie jakieś szczątki braterskich uczuć?

Czwórka bohaterów, jakże różnych, zarówno pod względem charakterów, jak i marzeń i pragnień. Julian, mężczyzna niemalże bez wad i Emil, którego autorka obdarzyła cechami psychopaty, zdążający do celu po trupach. Nieśmiała, cicha Hanka, troszkę naiwna, rozmarzona marzycielka i Alicja – zaślepiona miłością do tego, którego mieć nie może, pewna siebie i odważna. Autorce udało się wykreować czworo zupełnie różnych bohaterów. Tak do siebie niepodobnych, iż czytając, czujemy się jak gdybyśmy poznawali losy każdego z nich osobno. Tyle że w ciekawy sposób ich perypetie, osadzone w tych samych czasach, splatają się ze sobą na kartach jednej powieści.

Początek książki, wprowadzający nas zarówno w czasy, jak i realia Polski lat 1915-1936, to bogata w opisy i barwy część, w której poznajemy bohaterów i okoliczności pewnych zdarzeń. Autorce nie można zarzucić nieznajomości ani tamtejszych czasów, ani realiów, ani nawet warszawskiej gwary, jaką posługiwał się margines społeczny.

“To cymes mieć taką siostrunię. A ja wyszedłem z mamra i na grandę poszedłem w dublecie, bo hajsu potrzebowałem. Mój stary szitef w szpitalu, bo mu cyferblat obili, to wziąłem nowego. Mówił, że stary jugacz jest i na robocie się zna, ale on całkiem amerykan. Miałem trochę cykorii, ale miał skubany bajerę, to się skusiłem. Tak spartolił robotę, że złapali nas na sztempa, znaleźli całą klawiaturę i fanty, założyli bransoletki i znowu poszedłem garować”.

Jednak dopiero gdy akcja przeniosła nas w rok 1939, a w Polsce wybuchła wojna, książka pochłonęła mnie bez reszty. Zderzenie wcześniejszych zdarzeń z zawirowaniami wojennymi, ten kontrast pomiędzy wcześniejszym spokojem a wojenną zawieruchą, udało się autorce wykreować wręcz wybitnie. Miejsce kolorowych, kobiecych strojów, rozśpiewanych scen teatrów, uśmiechniętych twarzy, zajęła teraz szarzyzna, lęk, bombardowania, ból, tęsknota i skromne warunki, w których pół bochenka chleba stanowiło niebywały wręcz luksus.

“Szła ulicami Warszawy czując, że przegrała swoje życie. Mijała hałaśliwe patrole niemieckich żołnierzy, docierały do jej uszu wydobywające się z głośników komunikaty, widziała przerażone twarze ludzi, słyszała ciche rozmowy Polaków, jadące motocykle i gaziki wypełnione żołnierzami wroga. Nieuchwytny strach wisiał w powietrzu, bo wszystko mogło się zdarzyć”.

I właśnie losy bohaterów w czasie wojny uważam za najciekawsze wątki powieści. Jak bardzo wojna zmienia ludzi? Czy trudno stawić czoła wojennym realiom? Kiedy nawet tym najodważniejszym miękną kolana, a słowo “łapanka” wywołuje dławiący strach? Jak zmieniły się Alicja i Hanka? Do czego posunie się Alicja, by odszukać gdzieś za granicą swego ukochanego? W jaki sposób swej zemsty dokona Emil?

To powieść, w której znajdziemy całą gamę uczuć i emocji: miłość, przyjaźń, nienawiść, zdradę, zazdrość i wszystko to, co zazwyczaj towarzyszy tym uczuciom. Jest tu namiętność, jest cierpienie, strach, ale też wzajemne przywiązanie, lojalność, przebaczenie.

Książka napisana jest prostym językiem, akcja biegnie pośpiesznie i nie jest rozwleczona. Prosta w odbiorze, czyta się szybko i lekko i nawet przez chwilę mnie nie nużyła. I mimo iż jestem miłośniczką kryminału i thrillera oraz szybkiego tempa i zawrotnej akcji, to tę powieść czytało mi się bardzo dobrze. Opisane przez autorkę wydarzenia zapadają w pamięć i choć skończyłam czytać przeszło trzy tygodnie temu, nie mam problemu z przywołaniem z pamięci niuansów akcji i cech bohaterów powieści.

Książka spodoba się wszystkim, którzy lubią wszelkiej maści sagi oraz powieści obyczajowe. Osobiście z niecierpliwością czekam na kontynuację i drugi tom powieści Joanny Jax. Bardzo gorąco polecam, głównie kobietom, a jeśli lubicie powieści z wojną w tle, to z całą pewnością jest to książka dla Was.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf

*cytaty pochodzą z książki

Zapisz

Zapisz

Zapisz

“Droga do piekła” Przemysław Piotrowski

Nie sposób przeoczyć tej książki na półce, a to za sprawą mrocznej i bardzo sugestywnej okładki. Grube łańcuchy, jakaś grota, blask ognia liżący chropowate ściany. Zaprojektowana przez Dariusza Kocurka okładka jest ogromnym atutem książki i czymś, co na dzień dobry przyciąga wzrok czytelnika.

Bohaterem “Drogi do piekła” jest były żołnierz amerykańskiego oddziału Seals – John Pilar. Niesłusznie skazany na śmierć za wyjątkowo bestialskie morderstwo swej żony i trojga dzieci, otrzymuje zabójczy zastrzyk. I w tym momencie jego życie bardzo nieoczekiwanie się komplikuje… Kiedy John przytomnieje, do jego nozdrzy dociera przykra i gryząca woń siarki…

Tymczasem jego młodszy brat, Lukas, nie wierzy w winę Johna i wraz ze znajomą dziennikarką, Rose, zaczyna prywatne śledztwo, by oczyścić brata z zarzutów. Im głębiej wspólnie kopią, tym więcej zamieszania powodują, a to, co udaje im się znaleźć, mrozi im krew w żyłach.

A potem jest tylko coraz gorzej.

Czy John na pewno jest niewinny? Komu i dlaczego zależało na jego śmierci? Czy piekło, którego jest on świadkiem, istnieje naprawdę? Czy jest tylko koszmarnym wytworem jego wyobraźni? Jak daleko może posunąć się człowiek dla władzy i pieniędzy? I – odwieczne pytanie dręczące ludzkość od zarania – co nas czeka na samym końcu? Czy przyjdzie nam zapłacić za grzechy?

Autor snuje bardzo dobrze zawiązaną intrygę, w której nawet my nie możemy być do końca pewni, co jest fikcją, a co prawdą. Nowatorskie podejście do tematu i osadzenie powieści w realiach Nowego Jorku, czynią z niej lekturę ciekawą, mroczną i bardzo wciągającą.

str. 155 – “Tysiące myśli przelatywało mu przez głowę. Szarpały jego świadomością jak szmacianą lalką, nie chciały się ujarzmić i pozwolić na opamiętanie. Kołatały się w takt rytmicznych bębnów, bijących kilofów, skwierczącej lawy i tysięcy zawodzeń cierpiących katusze grzeszników. Z każdą kolejną sekundą doprowadzały go do coraz większego szaleństwa”.

Powieść wciągnęła mnie od pierwszych stron. Nie ma tu rozwleczenia akcji, nie ma przegadania, nie ma zbędnych ozdobników, które zaburzałyby tylko i niepotrzebnie zwalniały akcję. A ta płynie tu wartko, dynamicznie i ciekawie. I choć co jakiś czas przeskakujemy od bohatera do bohatera, to nie wybija nas to z rytmu i książkę czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. Styl autora to nie to, co nazywa się lekkim piórem, za to jest nienaganny, a i temat, jakiego ów się podjął, wcale nie należy do prostych i lekkich. Postaci mówią językiem potocznym, nieskomplikowanym, trochę za dużo tu wulgarności, ale rozumiem, ponieważ miejsca, środowiska oraz nierzadko osoby, z jakimi mamy tutaj do czynienia, wymagały ostrzejszego języka, a głaskanie po głowie i uprzejmości wyglądałyby po prostu nienaturalnie.

Autor bardzo skutecznie potrafi przyciągnąć uwagę czytelnika. Nawet sceny z pozoru statyczne trzymały mnie w napięciu i nie pozwalały odłożyć książki na bok. Piekielne ognie, sceny pełne pożogi i okrucieństwa, to tutaj chleb powszedni i dlatego nie jest to książka dla czytelników o słabszych nerwach. Skwar, krew, odór siarki i smród fekaliów stanowią często tło zdarzeń, o jakich czytamy w “Drodze do piekła”.

Napisałam na początku, że głównym bohaterem powieści jest John. Owszem, ale na równi z nim stoi jego młodszy brat, Lukas, a może nawet ustawiłabym go nieco wyżej, bo jednak scen z nim jest więcej. Lukas to były policjant, któremu powinęła się w życiu noga i który popadł w alkoholizm. Walka Lukasa z nałogiem idzie w parze z obsesyjną wręcz potrzebą odkrycia prawdy. Lukas za wszelką cenę chce udowodnić niewinność brata, ale czy zależy mu na tym aż tak bardzo, by wygrać z nałogiem? Czy mężczyzna będzie na tyle silny, by temu sprostać?

“Droga do piekła” to mocny i bardzo mroczny thriller, nie brakuje w nim też scen, których nie powstydziliby się najlepsi autorzy krwawych horrorów.

str. 206 – “Kilka następujących po sobie oślepiających błysków znów sprowadza go w mrok. Trzyma coś w rękach, to, co znajdowało się w rozbitym pojemniku z formaliną. Czuje jej gryzący zapach. Nie wie, skąd, ale jest pewny, że zaraz znów rozbłyśnie światło, a on ujrzy, co ma w dłoniach. Tak naprawdę już to wie, choć boi się do tego przyznać. Nie chce utwierdzać się w swoim przekonaniu”.

Klimat grozy ogarnia czytelnika już na samym początku lektury i trzyma go mocno aż do ostatnich słów, a piekielna atmosfera robi niesamowite wrażenie. Nasza wyobraźnia nijak nie daje się oszukać i pewnych scen nie sposób już wymazać z pamięci. Nie jest to powieść dla wrażliwców, a nawet ci twardsi mogą mieć później kłopoty z zaśnięciem.

Polecam, jeśli nie macie oporów przed scenami pełnymi grozy i jeśli lubicie ten specyficzny dreszcz podczas czytania tego gatunku. Jest to pozycja godna uwagi i na pewno spodoba się wszystkim lubującym się w grozie, thrillerze i horrorze.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Videograf


“Siódma dusza” Andrzej Wardziak

Przyznaję, że czekałam na tę książkę dość niecierpliwie. Z zasady lubię powieści grozy i horrory, a poprzednia książka Andrzeja Wardziaka pt.: “Infekcja” bardzo mi się spodobała.

Już okładka “Siódmej duszy” buduje klimat. Samotny dom, gdzieś w otoczeniu drzew, poraniona twarz, zakrwawiony bandaż. Jest mroczna, budząca lęk i jednocześnie zastanawiająca, budzi ciekawość czytelnika, który natychmiast chce wiedzieć, co i jak się stało i w ogóle o co w tym chodzi.

Sama historia nie stanowi raczej podmuchu świeżości w literaturze grozy. Jest duży dom, jest w nim bohater – Marcin, są znajomi, których zaprosił. Kilka miesięcy temu zginął tragicznie wuj Marcina, a dom trafił w ręce rodziców chłopaka. Dalej wszystko toczy się tak, jak w amerykańskim horrorze z lat dziewięćdziesiątych w stylu “Nawiedzonego”. Alkohol i skręty, młodzi ludzie nadużywający tego i owego, a wśród nich Nadia, wyczuwająca w domu obecność czegoś dziwnego, jakiegoś bytu. Potężnego, o wielkiej mocy, niebezpiecznego, ale dziewczyna nie potrafi sprecyzować, czym to coś (czy ktoś) może być.

W domu zaczynają dziać się dziwne rzeczy, Marcin ma przywidzenia, widzi swoich rodziców, którzy aktualnie wyjechali w sprawach służbowych. Co najdziwniejsze, Nadia również zdaje się ich widzieć. Wkrótce młodzież odnajduje w bibliotece wuja ukryty pokój i odtąd poczucie, że w domu przebywa ktoś jeszcze, mocno przybiera na sile.

Nastrój grozy towarzyszy czytelnikowi przez cały czas, choć moim zdaniem można było uniknąć nieco niepotrzebnych dialogów. Bywa, że niektóre nie pchają akcji naprzód i są zwyczajnie jałowe.

Autor sięgnął po szereg sprawdzonych już rozwiązań, które znamy zarówno z powieści grozy, jak i z filmów, głównie horrorów amerykańskich. Jest tu więc nawiedzony dom, oczywiście stary, zagadkowy, jest pięcioro znajomych, lubujących się w imprezowaniu, jest również tajemnicza, zielonkawa mgła, halucynacje popychające bohaterów do okrutnych i dziwacznych zachowań, jest też tablica ouija do przyzywania duchów oraz dziwnie działające telefony, z których nie można się nigdzie dodzwonić. Halucynacje, które stają się wkrótce udziałem wszystkich bohaterów książki, są na tyle dla nich sugestywne, że doprowadzają samych zainteresowanych do okropnych rzeczy. A niestety oni sami nie zdają sobie nawet z tego sprawy. Stają się groźni nie tylko dla siebie, ale również dla innych.

str. 110 – “Ich spojrzenia zderzyły się, przerażenie trafiło na dezorientację. Jest telepatką – pomyślał. Wlazła mi do głowy i szepcze w niej, jakby mówiła wprost do mojego ucha. Chciał rozchylić usta i wypowiedzieć tę myśl, ale nie potrafił. Zaskoczenie było zbyt przygniatające, odbierało trzeźwość umysłu i krępowało ruchy niczym gęsta, lepka maź”.

Najbardziej spodobała mi się scena przywoływania ducha i wszystko to, co wydarzyło się potem. Tutaj właśnie akcja mocno przyspiesza, a czytelnika przenika prawdziwy, lodowaty dreszcz. Szkoda trochę, że dzieje się to dopiero około strony 190. Cała książka ma trochę ponad 230 stron i te ostatnie 40 połknęłam szybko i z ogromnym zainteresowaniem. Wcześniej oczywiście też coś się dzieje, jednak dość często natrafiałam na sceny, które mnie nużyły. Oczywiście książka absolutnie nie jest nudna, chwilami po prostu akcja nieco się wlecze, a kolejne sceny można zwyczajnie przewidzieć. Późniejsze wydarzenia obfitują w szybką akcję i gwałtowne jej zwroty, dzięki czemu czytelnik nie ma nawet czasu zastanowić się, co może nastąpić dalej i daje się książce po prostu porwać.

str. 182 – “Schody prowadzące na pierwsze piętro wydawały się długie i równie przyjazne, co droga wiodąca na stryczek. Z ich osadzonego w mroku szczytu zdawał się wiać nieprzyjemnie zimny wiatr, ale równie dobrze mogło to być tylko wyobrażenie dziewczyny”.

Omamy i halucynacje prowadzą do dość przewidywalnego finału, choć dobrze napisanego i mimo całej swej przewidywalności – ciekawego. I akurat sam finał napisany jest oszczędnie, bez zbędnych ozdób. Autor ma lekkie pióro, dzięki czemu książkę czyta się szybko i przyjemnie. To lektura na jeden, góra dwa, wieczory, niezobowiązująca i prosto napisana. Coś dla miłośników horrorów sprzed dwudziestu lat.

str. 184 – “Jego oczom ukazał się pistolet i znany już teraz mechanizm otwierający zamaskowane drzwi, które prowadziły do najbardziej osobliwego miejsca, jakie dane mu było oglądać. Popatrzył chwilę na broń, ale wątpił, aby mogła okazać się pomocna. Wyciągnął rękę i bez zbędnych ceregieli pociągnął za wajchę”.

Co do wydania, to pozostaje ono bez zarzutu. Nie znalazłam żadnych błędów, a wyraźna i spora czcionka umila i ułatwia czytanie. Do tego wspomniana przeze mnie już okładka, intrygująca i przyciągająca wzrok fana horroru – to z pewnością dodatkowe atuty książki.

Ze swej strony mogę powiedzieć, że po lekturze poprzedniej książki autora, “Infekcji”, po “Siódmej duszy” spodziewałam się czegoś więcej. Nie mogę jednak stwierdzić, że powieść mi się nie podobała, bo naprawdę miło spędziłam z nią czas i myślę, że warto ją polecić. Tak więc polecam fanom horroru i powieści grozy. Osobiście też czekam na kolejne książki Andrzeja Wardziaka, po które w przyszłości bardzo chętnie sięgnę.

*cytaty pochodzą z książki
**opinia powstała na potrzeby akcji Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają

Copyright © 2017. Powered by WordPress & Romangie Theme.