Tag Archives: Moje książki

“Goniąc cienie” to nie jest kryminał

Kiedy wypełniałam ankietę autorską na potrzeby wydawnictwa, opisałam “Goniąc cienie” jako powieść sensacyjną z nutą romansu. Nie jest to zbyt precyzyjne stwierdzenie, ale chyba pasowało najbardziej. I cóż… Zastanawiam się teraz, po co było właściwie podawać tę informację, skoro nie została nigdy i nigdzie wykorzystana. Ani przez wydawnictwo, ani przez patronów (o patronach napiszę osobno).

Na stronie wydawnictwa nie ma w ogóle podanego gatunku książki, więc nie bardzo wiem, na jakiej zasadzie księgarnie określają jej gatunek – domyślają się? Pytają, tak jakoś, kątem? Opis na stronie wydawcy to blurb, który napisałam sama, ze wsparciem pani z wydawnictwa i nie ma tam słowa o tym, by książka była kryminałem. Bo też ja sama nigdy bym tak tej książki nie określiła. Żadnej swojej książki, zarówno tych, które się ukazały, jak i tych, które dopiero być może się ukażą.

I tak np.: księgarnia Gandalf podaje, że książka jest “sensacją, kryminałem, gat. detektywistycznym” (http://www.gandalf.com.pl/b/goniac-cienie/). Jak sądzę, z opisu na okładce wynikło, że bohater jest detektywem, więc siłą rzeczy książka musi być powieścią detektywistyczną. Otóż, wcale nie. Z sensacją mogę się jeszcze zgodzić. Z kryminałem już zupełnie i kategorycznie nie.

Powinnam głośno wszędzie sprostować: “Goniąc cienie” to nie jest KRYMINAŁ!

Kryminał to np.: “Wielka czwórka” i “Niedziela na wsi” Agathy Christie. To “Cichym ścigałam go lotem” Joe’ego Alexa (jedna z moich ukochanych książek), to “Będę zamordowana” Kazimierza Korkozowicza, czy “Wszystko czerwone” Joanny Chmielewskiej, a z tych nowszych choćby “Wołanie kukułki” Roberta Galbraitha. Klasyczny kryminał to zbrodnia, dochodzenie, przesłuchania, śledztwo i spektakularne rozwiązanie sprawy przez detektywa. Nie inaczej.

W mojej książce nie ma nawet zbrodni. No, owszem, pojawia się trup, gdzieś tam nawet na początku, ale nie ma typowego śledztwa, nie ma dociekania, dlaczego i kto, bo i dla akcji powieści mało właściwie jest istotne, kto i dlaczego zabił. Bliżej książce do powieści sensacyjnej, niż do kryminału i ja też nigdy nie aspirowałam do tego szlachetnego, klasycznego gatunku, który – tak między nami – uwielbiam i chętnie po niego sięgam.

I może gdyby księgarnie podawały skrupulatnie gatunek powieści w sklepach internetowych, a wydawcy pilnowaliby tego również u siebie, to wiele osób nie czułoby rozczarowania po zakupie i lekturze powieści. Bo skoro kupuję coś, co jest kryminałem, czytam i nagle okazuje się, że z kryminałem książka ma naprawdę niewiele wspólnego, to cóż, jestem zawiedziona. Taka prawda.

Wywiad

W ramach akcji Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają i promocji mojej najnowszej książki, zapraszam na wywiad ze mną przeprowadzony przez Dominikę Szałomską: WYWIAD.

Rozmowa z czatu

Wczoraj wzięłam udział w czacie zorganizowanym przez Akcję Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają. Była to rozmowa z czytelnikami w ramach promocji mojej najnowszej książki “Goniąc cienie”. Początkowo czat miał trwać coś koło godziny, ale postanowiłam posiedzieć tak długo, jak długo będą ochotnicy do rozmowy, no i czat wydłużył się do ponad czterech godzin :) Bardzo się cieszę :) Poniżej przedstawiam niektóre pytania z tej miłej rozmowy.

 

PNGiSAM: Skąd pomysł na książkę o takiej a nie innej tematyce?

 

JA: Lubię, kiedy coś się dzieje. Sama bardzo lubię czytać książki z dreszczykiem, kryminały i powieści sensacyjne, a najbardziej lubię połączenie tych gatunków z wątkiem romantycznym lub przygodowym. A ponieważ je lubię czytać, to jakoś naturalnie wyszło, że i z pisaniem na te tematy mi po drodze :)

 

Rafał Cz.: Kiedy ukaże się kolejna Pani książka?

 

JA: Mam nadzieję, że wkrótce i że będę mieć nieco krótszą przerwę, niż ostatnio pomiędzy kolejnymi książkami.

 

Katarzyna J.: Dzień dobry, jestem bardzo ciekawa skąd pojawił się pomysł na daną książkę?

 

JA: Jestem ogromną miłośniczką malarstwa Tycjana. Kiedyś, oglądając jego prace, zachwyciłam się “Wenus z Urbino” i tak mi wpadł do głowy pomysł, że mogłabym napisać jakieś opowiadanie z Tycjanem w tle. Napisałam. Potem je przerobiłam i zrobiłam z tego książkę – Tycjana usunęłam nieco w cień, ale reszta została, choć nieco w zmienionej formie :)

 

Katarzyna J.: Gdy pojawiają się chwile zwątpienia, co dalej napisać, co wtedy Pani robi? Czy pojawiły się w ogóle?

 

JA: Oj, miewam takie chwile zwątpienia… Ostatnio miałam dwumiesięczną przerwę, bo co podchodziłam do tekstu, to mi ręce opadały Co wtedy robię? Czekam. Czytam swój tekst, przeglądam plan, wprowadzam poprawki, a potem przychodzi dzień i chwila, kiedy siadam i po prostu piszę. W końcu udaje się zwalczyć trudność i przez dłuższy czas leci z górki, jest łatwiej, aż do następnej takiej chwili :)

 

Rafał Cz.: W Pani książkach są wątki romantyczne czy w planach jest napisanie książki typowo romantycznej?

 

JA: Mam w zanadrzu romans, ale z thrillerem w tle. Nie lubię czytać ckliwych i cukierkowych romansów, a więc i takiego nie napiszę, ale lubię historie miłości z sensacją i thrillerem.

 

Violetta B.: Kto jest Twoim pierwszym recenzentem? Maz? przyjaciolka? rodzice?

 

JA: Moja przyjaciółka Paulina. Reszta na ogół poznaje książkę w chwili, kiedy się ukaże w wersji papierowej :)

 

Małgorzata G.: Pani Marto, a wersja elektroniczna? Jest w planach, czy będzie Pani wydawać książki tradycyjnie – na papierze?

 

JA: E-book “Goniąc cienie” jest w planach. “Zdążyć przed świtem” miał być, ale chyba zapomnieli :)Dla mnie może są one mniej istotne, bo lubię mieć książki, lubię widzieć je na półkach, a swoje darzę szczególną sympatią i lubię, kiedy tak sobie na półce leżą…

 

Rafał Cz.: Jak długo mija od wysłania tekstu do wydawnictwa do wydania książki (pod warunkiem jej przyjęcia do wydania)? Czyli jaki jest okres na wszystkie formalności.

 

JA: Taki czas gwarantuje umowa. No, może nie do końca. Ostatnio miały to być trzy miesiące, wyszło trochę więcej, ale dostałam rekompensatę w postaci dodatkowych egzemplarzy autorskich, co bardzo mi pasowało. Na ogół od przyjęcia tekstu do ukazania się książki mija od 3 do 5 miesięcy.

 

Małgorzata G.: Dobrze, a wracając do “Goniąc cienie”, ile powstawała książka? Czy miała Pani opracowany plan, czy akcja rozwijała się spontanicznie?

 

JA: “Goniąc cienie” to jedna z trojga. Tak je nazwałam samej sobie bardzo roboczo. Powstała wraz z innymi dwiema w przeciągu roku, a na nią samą przeznaczyłam nie więcej jak cztery miesiące. Miałam plan, zawsze mam plan. Ogólny, który później, metodą płatka śniegu, rozwijam.

 

Małgorzata G.: “Zdążyć przed świtem” ukazała się stosunkowo niedawno (2 lata temu). Czy należy do tej “trójki”, czy na pozostałe dwie wciąż musimy poczekać?

 

JA: Nie należy do tej trójki. Te dwie to właśnie te, które chciałabym teraz wydać.

 

Małgorzata G.: I obie będą zawierały w sobie nowe wątki i nowych bohaterów, czy będą się czymś łączyć z “Goniąc cienie”?

 

JA: Obie są zupełnie nowe i nie mają nic wspólnego z “Goniąc cienie”. Jedna z nich rzuci nas z Arizony do Panamy, druga dzieje się stacjonarnie, chyba pierwszy raz w moich pisarskich wędrówkach, w jednym tylko miejscu, w małym miasteczku w Karolinie Południowej.

 

Małgorzata G.: Mnie zaintrygował Lucky. Jego tragiczne losy zanim został policjantem aż się proszą o jakieś dopowiedzenie. Jak dokładnie żył? Czym się zajmował? Skąd wziął się jego pies? W jaki sposób kształtował się jego system wartości? Chyba zaczynam kreślić plan jakiegoś fanfiction 😐

 

JA: Bo Lucky to ciekawa postać. Niby twardy facet, były gliniarz, zaprawiony, ale jednak w duszy bardzo samotny i naznaczony tym, że wychowała go ulica. To wszystko, jak kiedyś żył, jakie traumatyczne przeżycia były jego udziałem, wywarło wpływ na to, jaki jest dzisiaj. I myślę, że tak do końca i tak nam nie opowiedział o sobie wielu rzeczy :)

 

Violetta B.: A kiedy ksiazka z akcja dziejaca sie w naszym kraju…. tak by moc potem podazac szlakiem glownych bohaterow?

 

JA: Nie wykluczam osadzenia czegoś w Polsce, na razie mam plany na książkę dla dzieci i tutaj wszystko już w Polsce, ale z kolei książeczka ciut magiczna. (…) Zgodnie z życzeniem córki, bohaterem jest magiczny kot, więc raczej całkowicie oparta na wyobrażeniach, choć sięgam w niej do mitów skandynawskich i do boginii Freyi :)

 

Violetta B.: ojjjj to ja juz czekam – jezeli bohaterem jest KOT to juz zapisuje sie w kolejce po autograf

 

Rafał Cz.: Czy kolejne książki będą sygnowane pod nazwiskiem Bilewicz czy też będzie to już Gędzierska?

 

JA: Zawsze będzie “Bilewicz”, ponieważ wszystko, co publikuję, publikuję pod nazwiskiem panieńskim.

 

Małgorzata G.: Uwaga, zadam jedno ze standardowych pytań z wywiadu. Jak wygląda miejsce, w którym Pani pisze? Czy potrzebuje Pani ciszy, czy na przykład pisze Pani przy jakiejś muzyce lub dźwiękach dobiegających zza otwartego okna?

 

JA: Niekoniecznie muszę mieć cicho. Czasem gra tv, obok bawi się dziecko, a w drugim pokoju mąż gada przez telefon – a głośno gada 😉 Ale najbardziej, najbardziej lubię pisać, kiedy jestem sama. Wieczorem, kiedy zza otwartych na oścież drzwi do ogrodu dobiega cykanie świerszczy. Jesienią zapalam zapachowe świece, czasem towarzyszy mi muzyka relaksacyjna. Najczęściej jednak piszę w ciszy, lubię miarowy stukot klawiatury mojego laptopa :) A jak wygląda miejsce, w którym piszę… Otóż, ogłaszam wszystkim, że nie posiadam biurka. Mam mały stolik, na nim stoi laptop, obok mnie notatki i takie różne. Czasem komputer wędruje na kolana :)

 

Violetta B.: A czy sa ksiazki przez ktore nie przebrnelas? i co wtedy – odkladasz i czekasz na “ich moment” czy nie wracasz?

 

JA: Tak! Jezu, “Nad Niemnem”! Kocham film, ale książki nie mogłam pokonać, to ona pokonała mnie i nigdy do niej nie wróciłam. Wstyd :/ Ale chyba nigdy też po nią już nie sięgnę.

 

Malgorzata B.: Marta Ty pisz i to duzo wiecej, mam niedosyt.

 

JA: Z pisaniem nie ma problemu. Mam ukończone cztery książki, piąta się pisze, dwie są przyszykowane do wysłania do wydawnictw, po mojej korekcie. Gorzej z częstotliwością wydawania. Potrzebuję porządnego wydawnictwa z prawdziwego zdarzenia, w którym nie trzeba partycypować w kosztach, bo długo nie pociągnę na tych w stylu vanity press. No ale u nas takie realia, czekam na swoją szansę :)

 

Paulina O.: chciałam zapytać o Twoje marzenie, poza literackimi naturalnie?

 

JA: Marzę o dodatkowym pokoju, w którym mogłabym sobie urządzić bibliotekę i swój kąt do pracy. Z biurkiem Już nie wspominam o tym, że chciałabym móc wydawać książki bez problemu, ale to jest literackie, tak? No to tak całkiem poza: marzę o tym, by moja córka wyrosła na szczęśliwą i pewną siebie kobietę, która nie boi się wyzwań i która wie, czego w życiu chce. A dla nas, byśmy z mężem nadal mieli takie relacje, jak mamy.

 

Paulina O.: Marta jeśli miałabyś napisać książkę, której historia toczy sie w Polsce jakie to byłoby miasto i dlaczego akurat to?

 

JA: Być może na pierwszy rzut Warszawa, bo to znam najlepiej, ale gdyby miało to być coś tajemniczego, to stawiałabym na Kołobrzeg :) I jego tajemnice :)

 

Paulina O.: (…) a jak poznajesz miejsca o których piszesz? pisałaś wyżej, że nie podróżujesz i piszesz o miejscach, w których nigdy nie byłaś, a opisy są wg mnie bardzo szczegółowe, czy to fikcja literacka czy poznajesz te miejsca w jakiś sposób?

 

JA: Zanim cokolwiek zacznę pisać, muszę poznać miejsce, gdzie ma się toczyć akcja. Na ogół wiem, czego szukam, ale czasem nie potrafię tego dokładnie sprecyzować. Jak już się tego dowiem, po rozpisaniu ogólnego planu, wertuję przewodniki, oglądam filmy dokumentalne, moim wsparciem są google maps i szczegółowy podgląd ulic. Czytam, jak tam jest, przeglądam, jak wyglądają tamtejsze domy, jak żyją ludzie, jak pracują, czym się zajmują, jak funkcjonują w środowisku. Dopiero wtedy moge umiejscowić bohaterów w danym miejscu, mieście.

 

Marša L.: A przywiązujesz (mogę tak bez “pani” młodszam trochu bardzo bo jakieś 10 lat, to nie wiem ^^”) duże znaczenie do lokalizacji, czy raczej pisząc/planując wychodzisz od ludzi lub wydarzeń i potem osadzasz je w konkretnym miejscu?

 

JA: Tak, czasem najpierw mam bohaterów lub wydarzenia i dopiero szukam dla nich miejsca :)

 

Paulina O.: A masz takich swoich bohaterów, których bardziej lubisz, z którymi bardziej się identyfikujesz? może niekoniecznie dlatego, że są mili/sympatyczni/pomocni, ale właśnie dlatego, że są “skomplikowani”?

 

JA: Tak :) Logan z niewydanej jeszcze książki – lubię go bardzo, za wszystko, za niedoskonałość, za dystans do samego siebie, za to, że nie stara się niczego w swoim życiu robić na siłę. No i pisarz :)

 

Violetta B.: czy kiedykolwiek przebiegla Ci przez glowe mysl, ze fajnie by bylo gdyby jakas pozycja z Twojego dorobku doczekala sie ekranizacji? jezlei tak to ktora?

 

JA: “Zdążyć przed świtem” – fajny film by wyszedł 😀

 

Paulina O.: chciałabyś żeby Twoja córka kiedyś pisała?

 

JA: Hobbistycznie, czemu nie? Ona już tworzy różne historie i opowiadania, pełne magii, tajemnic, a chwilami tak logiczne, że głowa mała – pomysł na książkę dla dzieci wyszedł od niej, główny bohater też i pewne magiczne momenty, a dziecko ma dopiero 6,5 roku. Niech pisze, niech rozwija słownictwo, niech szuka swoich zainteresowań. A co z tym potem zrobi, to już jej decyzja :)

 

Marša L.: Ponieważ dużo się dzieje, to może pytanie było, tylko nie zauważyłam, bo patrzyłam w drugą stronę lub pobiegłam do sklepu, ale… Jest jakiś etap procesu twórczego – pisania – który lubisz najbardziej?

 

JA: Nie było takiego pytania 😉 Tak, lubię bardzo kreowanie postaci. Nie tylko głównych bohaterów, ale i tych pobocznych, nie wiem, czy nawet nie bardziej, bo to na ich tle poznajemy głównego bohatera. Te poboczne postaci są niejednokrotnie ważniejsze od głównych. Bardzo też lubię zamykanie wątków, mam wtedy takie poczucie “pisarskiego spełnienia”, coś stworzyłam, to coś żyje już własnym życiem, można pozamykać drzwi :) No i uwielbiam pierwsze zwroty akcji w książce, ich opisywanie i dopatrywanie się, jak zareagują bohaterowie w chwilach nagłego kryzysu. Bo nie zawsze wiem, co zrobią. W planie czasem już coś jest, a potem okazuje się, że właściwie lepiej będzie napisać to inaczej – mam wrażenie, że to bohaterowie decydują, a nie ja 😉

 

Paulina O.: pisałaś o książkach, które miały na Ciebie duży wpływ, wracasz też do bajek z dzieciństwa czytając je dla córki, do jakich dorosłych książek wracasz? ja np. od 3 lata wakacje zaczynam od Chmielewskiej i jej “Większy kawałek świata” :)

JA: Mam kilka ulubionych książek Nory Roberts, do których lubię wracać (Saga rodu Quinnów), ale ostatnio dorwałam po wielu latach mój stary egzemplarz “Trzech muszkieterów” Dumasa i połknęłam w dwa wieczory I też Chmielewska i moje ukochane “Wszystko czerwone”, “Rodzina Połanieckich” Sienkiewicza i cykl “Ninja” Lustbadera.

 

Paulina O.: a masz filmy do których wracasz np. po to by poprawić sobie nastrój?

 

JA: O matko, ale nie śmiejcie się 😉 Cały Potter i Marvel – seria X-Men. Poza tym dla poprawy humoru filmy animowane takie jak “Shrek”, czy “IceAge”. Lubię też “Underworld” i niektóre komedie romantyczne, np.: “Ja cię kocham, a ty śpisz”, “Spacer w chmurach”, “Rzymskie wakacje”.

 

Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim za obecność na czacie i udział w rozmowie :)

Promocja mojej książki

Akcja Polacy Nie Gęsi i Swoich Autorów Mają wzięła mnie pod swoje skrzydła i zorganizowała tydzień promocji mojej najnowszej powieści “Goniąc cienie”. Pojawiło się już kilka recenzji książki, w planach czeka wywiad, spot reklamowy oraz czat (już w najbliższy czwartek, o 17.00). Zainteresowanych czatem odsyłam tutaj: CZAT Z MARTĄ BILEWICZ.

A czy ja już w ogóle tutaj pisałam, o czym jest książka “Goniąc cienie”? Poza stroną główną o książkach, chyba raczej nie…

Bohaterem “Goniąc cienie” jest Lucas Scarlett, który wraz z kumplem i jego dziewczyną prowadzi agencję detektywistyczną w Chicago. W trakcie śledztwa, w jednej z akcji, poznaje tajemniczą Chelsea, która udziela schronienia jemu i jego rannemu przyjacielowi. Na pierwszy rzut oka dziewczyna wydaje się być zwyczajna i niegroźna. Jednak w miarę odkrywania tajemnic wokół niej, Lucas nie jest już niczego pewny. Kiedy nagle zagląda w lufę pistoletu dzierżonego w jej dłoni, jest już pewien, że Chelsea nie jest zwyczajną dziewczyną. Czy to ona postrzeliła jego przyjaciela? Kto telefonuje do niej po nocach? Akcja książki w zaskakujący sposób przenosi się z Chicago i małego miasteczka Crystal City, aż do Meksyku. Brawurowa ucieczka plażą na wybrzeże oraz motorówką przed uzbrojonymi zabójcami, rzuca naszych bohaterów na jakąś – bliżej nieokreśloną – wyspę. Kim tak naprawdę jest Chelsea? Jaka jest jej rola we wszystkim, co właśnie spotkało Luke’a? Czy uda im się rozwiązać wszystkie tajemnice? Czy będzie stać ich oboje na szczerość?

O czym piszę?

Kiedy ludzie dowiadują się, że piszę książki, reagują w bardzo różny sposób. Na ogół bardzo entuzjastycznie i pozytywnie, zwłaszcza ci, którzy lubią czytać i czytają naprawdę dużo. Ostatnio pewna znajoma usłyszała, jak rozmawiałam z koleżanką o nowej okładce. Opowiadałam, że bardzo mi się podoba, bo grafik świetnie ujął to, o czym myślałam. Znajoma zapytała, czy to prawda, że piszę książki. Mówię, że tak. Zapytała: – Ale takie normalne? Lubię tego rodzaju reakcje :) I najczęściej zadawane wówczas pytanie brzmi: “A o czym piszesz?”. No właśnie, o czym?

 No bo przecież za każdym razem piszę o czymś innym. I nawet jeśli, najprościej rzecz ujmując, powiem, że piszę o ludziach, to i tak za każdym razem będzie to co innego. Ale rzeczywiście, piszę o ludziach. Takich, jak my wszyscy, choć może często rzuconych w wir różnych zbiegów okoliczności, na potrzeby książki często umiejscowionych w oddalonych od naszych realiów światach. Najczęściej sięgam po różne gatunki, głównie sensację i przygodę z nutą romansu lub opowieść romantyczną z thrillerem w tle. Nie pisuję powieści fantasy, nie pisuję cukierkowych, ckliwych, różowych romansów, nie pisuję klasycznych kryminałów, choć te ostatnie uwielbiam wręcz czytać.

 Nie osadzam swoich powieści w Polsce – nie zrobiłam tego ani razu, dopiero akcja niedawno zaczętej przeze mnie książki (tym razem dla dzieci), będzie się rozgrywała w Polsce i będzie miała polskich bohaterów. Niektórzy poczytują to za poważny minus powieści pisanej przez polskiego autora, choć zupełnie nie rozumiem dlaczego. To znaczy, inaczej, rozumiem, że to się może komuś nie podobać, ale nie rozumiem, skąd ta konieczność i ograniczenie stawiane polskiemu pisarzowi. Kiedy ja coś czytam, nie ma dla mnie znaczenia czy autor i akcja jego powieści pokrywają się z krajem pochodzenia danego autora. Jak to się mówi: dobra książka wybroni się sama, niezależnie od tego, skąd pochodzi autor i gdzie osadzi on akcję powieści. Na pocieszenie dla wszystkich, którym się to nie podoba, mogę rzec, że w moim przypadku jeszcze nic nie jest przesądzone i wcale nie wykluczam napisania czegoś o polskich bohaterach.

 Całkiem niedawno wypełniałam ankietę autorską związaną z promocją mojej najnowszej książki. Przy pytaniu do kogo (w moim odczuciu) kierowana jest powieść, zatrzymałam się na dłużej. No bo znowu, jak określić coś takiego, skoro ilu ludzi, tyle gustów? Bo przecież film “Dziennik Bridget Jones” to typowa babska pozycja, a za każdym razem, kiedy nadaje go któraś stacja, mój mąż ogląda go ze mną, choć generalnie nie lubi komedii romantycznych. Osobiście nie przepadam za powieściami historycznymi, ale “Hrabiego Monte Christo” mam wyczytanego w tę i z powrotem. No więc jak określić, do kogo kierowana jest moja powieść? Na pytanie oczywiście odpowiedziałam, ale z takim jakimś dziwacznym ociąganiem, bo nie byłam do końca przekonana. Napisałam, że książka jest kierowana głównie do kobiet (niezależnie od ich wykształcenia, wieku i pochodzenia – dobrze, że nie pytano o rasę, wyznanie, preferencje seksualne i rozmiar noszonych ubrań 😉 ). Uważam, że faktycznie piszę przede wszystkim dla kobiet, choć nie uważam, że mężczyzna nie może sięgnąć po moją książkę. Być może oni również wśród bohaterów znajdą kogoś inspirującego, zwłaszcza, że na ogół moim głównym bohaterem jest właśnie mężczyzna. Wszystko zależy od osobistych gustów, od tego, co czytamy i co nam się podoba.

 Z pisaniem jest podobnie, jak z czytaniem. Niektórzy traktują to jak sposób na życie. Inni jak hobby, jeszcze inni uważają, że takie jest ich przeznaczenie i MUSZĄ to robić, bo po to się urodzili. A jeszcze inni czują, że jeśli przestaną, będą bardzo nieszczęśliwi. Bo pasji nie da się zagłuszyć, nie da się z niej zrezygnować ot tak, jak z jedzenia czekolady. Tutaj silną wolą nie da się niczego osiągnąć. Ale czy ktokolwiek, dla kogo pisanie jest pasją, zechciałby sam z siebie z tego zrezygnować? Nie sądzę. Rozumiem pasjonatów, bo po prostu sama nim jestem. I choćbym miała już nigdy niczego nie wydać, pisać i tak nie przestanę.

 Tutaj powinnam się jeszcze rozpisać na temat wydawania w Polsce książek, na temat ich sprzedaży i ogólnie na temat rynku wydawniczego i drukarskiego, który na tle innych państw wypada nie tyle blado, co właściwie nie wypada wcale… Ale to już temat na inną notatkę…

Copyright © 2017. Powered by WordPress & Romangie Theme.