Tag Archives: Sonia Draga

“Księga Arona” Jim Shepard

Podobnych powieści było już wiele. Był “Tatuażysta z Auschwitz”, był “Anioł z Auschwitz”, była “Kołysanka z Auschwitz”… Jednak “Księga Arona” to coś zupełnie odmiennego. Takiej emocjonalnej huśtawki, nasączonej cierpieniem, samotnością i bólem, dawno już nie doświadczyłam. Całe zło wojny, holokaustu, okrucieństwa, zła i głodu w zamkniętych murach getta, widziane oczami ośmioletniego chłopca.

I ta sugestywna, przejmująco smutna okładka. Taka zwyczajna, taka szara, a mówiąca tak wiele, pokazująca tak dużo…

Aron jest zwykłym dzieckiem. Nie ma szczególnych talentów, uzdolnień, kiepsko się uczy, średnio się zachowuje, nie słucha rodziców. Jest tak bardzo zwyczajny, że ojciec go lekceważy, sąsiedzi nie lubią i jedynie matka jeszcze wierzy, że syn wyrośnie na ludzi. Zawsze znajduje dla niego ciepłe słowo, uścisk czy uśmiech. Ciągle ma nadzieję, że chłopak będzie dobrym i uczciwym człowiekiem.

Aron, wraz z rodzicami, przenosi się tuż przed wybuchem wojny do Warszawy. To tutaj zastaje ich wojenna rzeczywistość i tutaj Aron uczy się walki o przetrwanie, gdy wokół zaczynają rosnąć mury warszawskiego getta. Wojna nie daje wyboru. By przeżyć, by nie umrzeć z głodu, trzeba kombinować i kraść. Jak wielu ludzi wtedy, również Aron wierzył, że przesiedlenie żydowskich rodzin do getta, jest tymczasowe, a wojna to zjawisko przejściowe i wkrótce się skończy. Niestety z każdym dniem stawało się jasne, że trwa dalej, a to, czy ludzie w getcie mają co jeść, w co się ubrać czy też nie potrzebują lekarza i leków, nikogo nie interesuje. Aron – jak to dziecko – całej sytuacji nie ocenia. Nie zastanawia się, co by było, gdyby nie wojna, nie płacze za wolnością, nie tęskni za dawnym życiem. On przyjmuje sytuację taką, jaka ona jest i usiłuje w niej przetrwać za wszelką cenę. Nie każda z jego dziecięcych decyzji jest słuszna. Nie każda wydaje nam się racjonalna i logiczna. Ośmiolatek nie wszystko rozumie. Czasem jego działania są okrutnie infantylne, głupie wręcz, bezsensowne… Ale to w końcu małe dziecko. Ile dzieci w obliczu wojny potrafiłoby zachować racjonalizm? Ilu dorosłych? Gdy w oczy nieustannie zagląda głód, strach, samotność?

str. 57 – “Na bramach do getta zawisły ostrzeżenia o zagrożeniu epidemią. Rodzice przestali odwiedzać dzielnice za murem i mnie też przykazali, żebym tam nie chodził”.

Brakuje wszystkiego: jedzenia, leków, środków higienicznych, ubrań. Ludzie, osłabieni głodem, chorują. Są wycieńczeni przez pasożyty. Wszy są powszechne i szybko się rozprzestrzeniają. Biegają po głowach wszystkich dzieci i nie ma jak i czym ich zwalczyć. Zresztą i tak pojawiłyby się znowu…

W dniu, w którym Aron zostaje sierotą i musi stawić czoła przytłaczającej rzeczywistości, jego świat diametralnie się zmienia. Chłopiec nie ma dokąd pójść, gdzie spać, do kogo się przytulić. Znikąd żadnego słowa otuchy. Poczucie bezpieczeństwa, którego namiastkę starała się stworzyć mu matka, pryska jak bańka mydlana.

Co ma zrobić mały, samotny chłopiec, brudny i głodny, który nie ma domu, ani nikogo, kto by o niego zadbał? Dokąd iść? Do kogo się zwrócić? Strach przed niemieckimi mundurami dodatkowo się nasila, kiedy jesteś całkiem sam.

Maleńki promyk szczęścia uśmiecha się do Arona, gdy ten trafia pod opiekę Janusza Korczaka i do zorganizowanego przez niego sierocińca. Tutaj Aron przypomina sobie, czym jest troska o drugiego człowieka. Niestety taki stan nie trwa długo…

str. 309 – “Szliśmy dalej. Szliśmy tak już od siódmej. Szliśmy chwiejnym krokiem. Szliśmy zataczając się. Szliśmy słaniając się na nogach. Słońce wisiało dokładnie nad naszymi głowami. W uszach mi dzwoniło. Dzieci potykały się i wpadały na siebie nawzajem. Jak one wszystkie dawały radę bez wody i jedzenia? Miałem wrażenie, jakby coś mi zalewało wnętrzności”.

Osoba Janusza Korczaka, który pojawia się w powieści, to bardzo ciekawy motyw, biorąc pod uwagę fakt, iż tak do końca nie wiadomo, co się z nim stało. I nie wiadomo, gdzie i jak spędził swe ostatnie chwile życia. Źródła podają, że wraz z grupą swoich podopiecznych oraz współprowadzącą Dom Sierot Stefanią Wilczyńską, został wywieziony w 1942 roku do obozu w Treblince.

Był gorący sierpień. Na Korczaka i resztę jego grupy, czekały bydlęce wagony…

“Księga Arona” to powieść pisana prostym, dziecięcym językiem i wydaje mi się, że właśnie dlatego jest tak mocno emocjonalna, tak bardzo i dotkliwie trafia do serca czytelnika. Aron nie analizuje sytuacji, w jakich się znajduje, on nas o nich po prostu informuje. Analizować zaczynamy my sami, zastanawiać się, co czuł, jak bardzo musiało być mu źle, jak mocno się bał.

str. 219 – “Korczak powiedział, że tydzień wcześniej w jednym domu znalazł sześcioro dzieci tłoczących się na mokrym, zbutwiałym materacu. Kiedy znów nie odpowiedziałem, zapytał, kto w dzisiejszych czasach nie jest smutny. W czasach gdy cały świat jest jednym wielkim smutkiem”.

Smutek, cierpienie, gwałt na ludzkiej psychice, godności. Odarcie ze wszystkiego, co ważne. Ten straszny okres w dziejach świata nigdy nie powinien się wydarzyć.

Niestety wydarzył się.

Nie cofniemy tego, nie zmienimy historii. Możemy jednak o tym mówić. Możemy czytać, pisać, przypominać. Za jakiś czas zabraknie naocznych świadków tych wszystkich zbrodni na ludzkości, dlatego takie powieści jak “Księga Arona” powinny powstawać i iść w świat. Powinny docierać do wszystkich, do każdego zakątka, powinny być czytane i przekazywane dalej i dalej. Być może właśnie wtedy damy ludzkości szansę pamiętania o tym i takie rzeczy już nigdy nie będą miały miejsca.

Tę powieść powinien przeczytać każdy. Bez wyjątku.

Książkę otrzymałam w prezencie od Wydawnictwa Sonia Draga.
Bardzo dziękuję.

*cytaty pochodzą z książki.

“Jeden za drugim” Chris Carter

Już po raz piąty sięgnęłam po powieść Chrisa Cartera i po raz piąty się nie rozczarowałam. Pochodzący z Brazylii Carter to jeden z tych pisarzy, których książki zawsze wezmę w ciemno. To autor, który przykuwa moją uwagę na wiele godzin, a o jego książkach nie mogę zapomnieć bardzo długo. Nigdy też się nie zdarzyło, bym jego powieść odłożyła na dłużej niż kilka godzin.

Recenzowałam już na łamach bloga książki Cartera – http://www.papuziepioro.pl/?tag=cykl-robert-hunter – a każda kolejna trzymała w napięciu jeszcze bardziej niż jej poprzedniczka. Zawsze, gdy zaczynam czytać kolejną powieść o Robercie Hunterze, przez chwilę boję się, że może ta konkretna książka nie będzie już taka dobra. Może autor stracił już tę specyficzną zdolność przykuwania do siebie mojej uwagi? Może się wypalił? Może zwyczajnie nie ma już pomysłów?

A potem akcja się rozkręca…

I na ogół dzieje się to zaraz na samym początku, tuż za rogiem. I tak jest również tym razem.

“Jeden za drugim” zaczyna się dość spokojnie. Aż nagle do Huntera dzwoni telefon. Tajemniczy człowiek przekazuje detektywowi adres strony internetowej, po czym każe mu wybrać rodzaj śmierci dla widocznego na ekranie mężczyzny. Zabójca stawia policjanta przed wstrząsającym wyborem.

str. 36 – “Hunter także miał już serdecznie dość makabrycznego nagrania. Jego z kolei najbardziej przyprawiała o mdłości chwila, kiedy z rur przestaje lecieć woda i twarz mężczyzny rozjaśnia promyk nadziei, a już minutę później oczy ponownie napełniają się przerażeniem, ponieważ ciecz otaczająca całe ciało zaczyna piec i wżerać się w skórę. Hunter umiał dokładnie wskazać moment, w którym mężczyzna poddał się i przestał walczyć – kiedy w końcu zrozumiał, że nie wyjdzie stamtąd żywy, że zabójca przez cały czas tylko się z nim bawił”.

Hunter wraz ze swoim policyjnym partnerem, Carlosem Garcią, usiłują ustalić tożsamość mordercy, ale ten jest bardzo sprytny i ogromnie ostrożny. Morduje, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów. Przy tym jest opanowany i spokojny i w trakcie telefonicznych rozmów nie zdradza kompletnie żadnych emocji. Nie okazuje skruchy, współczucia i zupełnie nie porusza go cierpienie ofiar, którym urządza prawdziwe piekło.

str. 40 – “Psychopaci nie wykazują empatii, skruchy, miłości ani żadnych emocji związanych z troską o drugą osobę. Czasem ten brak ludzkich uczuć jest tak daleko posunięty, że nie przejawiają ich nawet wobec samych siebie”.

Zanim Hunter trafia na jakikolwiek trop, ginie kolejna osoba. I tym razem jej śmierć transmitowana jest na całą Kalifornię. Tysiące ludzi widzą, jak psychopata morduje na wizji kobietę. Mało tego, to właśnie internauci, za pomocą prostego głosowania, mogą wybrać sposób, w jaki dziewczyna umrze. Bo to, że w ogóle umrze, jest już pewne…

Co sprawia, że ludzie tak chętnie głosują? Jaki mechanizm powoduje społeczeństwem, że to tak łatwo wydaje wyroki? I że w ogóle bierze w tym udział?

str. 278 – “Ludzie nagrywają swoje brutalne napady albo walki gangów na YouTube’a, gdzie oglądają to setki tysięcy osób. Im więcej przemocy, tym lepiej. A publice ciągle mało. Dajmy im prawdziwą przemoc, nie wyreżyserowaną, bez aktorów i bez udawania, to będą skakać z radości. Zrobimy z tego reality show i pozwolimy im w tym uczestniczyć poprzez głosowanie, to zdobędziemy miliony widzów, których aż palec świerzbi, żeby nacisnąć ten guzik, dla samej frajdy”.

Hunter, nie mając żadnego punktu zaczepienia, zwraca się z prośbą o wsparcie do FBI. I tutaj plus dla autora za wprowadzenie do cyklu powieści (mam nadzieję, że na tym jednym tomie się nie skończy), bardzo ciekawej postaci Michelle Kelly. Bardzo charakterystyczna Michelle, specjalistka od przestępczości internetowej, wraz z Hunterem usiłuje namierzyć i złapać brutalnego mordercę.

Niestety policja nie dostrzega pomiędzy ofiarami żadnego związku, a zabójca szyfruje swoje połączenia, zarówno telefoniczne, jak i internetowe, przez co policja nie może go namierzyć. Hunter odnosi niejasne wrażenie, że brnie po omacku, a czas nieubłaganie leci naprzód.

“Jeden za drugim” to Carter w bardzo dobrym i dopracowanym wydaniu. Autor nadal trzyma wysoki poziom i klimat, do którego nas przyzwyczaił. Jest mroczny, brutalny i przerażający. Napięcie i lęk towarzyszą czytelnikowi nieustannie, od pierwszych stron aż do zaskakującego finału. Przy tym, mimo iż nie znamy dobrze ofiar, bardzo im współczujemy, ich cierpienie wyzwala w nas zwyczajne ludzkie odruchy: litość, żal, smutek…

Jak zwykle intryga, którą prowadzi Carter, dopięta jest na ostatni guzik, a wszelkie – najmniejsze nawet – wątpliwości, wyjaśnione. Tak charakterystyczne dla autora krótkie rozdziały potęgują napięcie i wprowadzają pewien porządek, dzięki któremu czytelnik się nie gubi, a książkę czyta się bardzo szybko.

Powieść porusza pewien poważny aspekt, bardzo autentyczny, publikowania w Internecie przeróżnych treści. Zwraca uwagę na to, jak bardzo społeczeństwo uniewrażliwiło się na pewne rzeczy i jak uzależniło się od portali społecznościowych. I jak w tym zaganianym, pełnym niebezpieczeństw i okrucieństw świecie, oglądamy i udostępniamy niemal wszystko, nie zastanawiając się właściwie, skąd pochodzą dane treści i o czym tak naprawdę mówią. Często nawet nie zastanawiamy się nad tym, ile prawdy jest w materiałach, które raz już wrzucone do sieci, pozostają w niej na zawsze.

Zastanawiające jest to, na ile empatyczny może być człowiek, kiedy rzecz tyczy się kogoś obcego. I jak bardzo może się to zmienić, gdy nagle ktoś zagrozi jego bliskim.

str. 230 – “(…) kiedy krzywda grozi bliskiej nam osobie, wszystko inne przestaje się liczyć. Możemy nawet zapomnieć, kim jesteśmy. Możemy zachowywać się jak potwory. Zrobimy wszystko, żeby ochronić tych, których kochamy”.

Czy faktycznie tak mocno obojętny jest nam los obcych, nieznanych nam osób? Naprawdę tak niewiele nas one obchodzą? Czy rzeczywiście zawsze mamy jakiś wybór? Czy może jednak istnieją sytuacje, w których to, co wybierzemy, nie będzie zależało od nas? Bo ktoś dokona tego wyboru za nas… Bez naszej woli. I to w dodatku takiego, jakiego my nigdy nie wzięlibyśmy pod uwagę…

str. 227 – “(…) większość z nas uważa, że jako istoty ludzkie zawsze mamy jakiś wybór, niezależnie od tego, w jakiej sytuacji się znajdziemy”.

“Jeden za drugim” to mocna lektura dla wszystkich, którzy lubują się w thrillerach. Jest to też pozycja obowiązkowa dla tych, którzy już poznali poprzednie książki Chrisa Cartera i zdążyli polubić detektywa Huntera. Jeśli jeszcze nie znacie tej serii, to gorąco polecam. A wszystkim fanom Cartera zdradzę, że już w przygotowaniu jest kolejna powieść autora. Będzie ona nosić tytuł: “Geniusz zbrodni”.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga

*cytaty pochodzą z książki

Zapisz

Zapisz

Zapisz

“Po zapadnięciu nocy” Fred Vargas

Na francuskie współczesne kryminały zwróciłam uwagę po spotkaniu z “Koronkową robotą” Pierre’a Lemaitre’a. Do przeczytania najnowszej powieści Fred Vargas zachęcił mnie opis wydawcy na okładce.

Mroczny klimat i nieuchwytny zabójca to to, co w tego rodzaju książkach lubię najbardziej. Bohater powieści Fred Vargas, inspektor Jean-Baptiste Adamsberg, ścigał swego czasu brutalnego mordercę, który jako narzędzia zbrodni używał prawdopodobnie czegoś o trzech ostrzach. Po wielu latach morderca pojawia się znowu. Adamsberg jest mocno tym poruszony, ponieważ z tego, co wie, zabójca nie żyje od blisko dwudziestu lat. Czy to na pewno on? Czy raczej jego naśladowca? I choć właściwie nikt nie wierzy przeczuciom inspektora, ten jest właściwie pewien swego.

str. 21 – “Tym razem wydało mu się, że wyczuł atak na ułamek sekundy przed faktem. Leżące na stole dłonie zacisnął w pięści i tak próbował zapobiec wtargnięciu. Spinając ciało, przywołując myśli o czym innym, wyobrażając sobie czerwone liście klonu. Na nic: zmora przeszła przez niego jak tornado pustoszące pola, prędkie, nieuniknione i gwałtowne, po czym obojętnie porzucające ofiarę, aby gdzie indziej kontynuować swoje dzieło”.

Czy morderca z widłami wrócił? Czy też może Adamsberg ma obsesję i omamy? Co jest prawdą, a co wytworem jego wyobraźni? Adamsberg – jak dotąd – zawsze ufał swoim przeczuciom policjanta. Nigdy nie wątpił w swoją pewność siebie, ani w swoje umiejętności i logikę. Tymczasem pewnego wieczora ginie młoda kobieta. Nie ma żadnych podejrzanych, a ostatni widział ją właśnie Adamsberg. Policja odkrywa, że morderca użył ostrego, trójzębnego narzędzia. Niestety inspektor tamtego wieczora się upił i kompletnie nie pamięta, co wówczas robił. Nagle, zupełnie niespodziewanie, z policjanta staje się uciekinierem. Tylko czy Adamsberg może zaufać samemu sobie, skoro zupełnie nie pamięta, co robił tamtej feralnej nocy? Kto tak naprawdę popełnił tę okrutną zbrodnię? Czy Adamsberg na pewno jest bez winy?

Dość mroczny klimat powieści kontrastuje z elokwentnym stylem wypowiedzi autorki, nieco humorystycznym i chwilami nawet zabawnym.

str. 127 – “Bretońska naleśnikarnia w centrum starała się przypominać ojczyste strony właściciela, na wystrój składały się bowiem sieci, koła ratunkowe i suszone ryby. Oraz trójząb”.

Bardzo nietypowo tożsamość zabójcy znamy od samego niemalże początku powieści. I nie zastanawiamy się, kim on jest. Nie szukamy go pośród książkowych bohaterów, nie podejrzewamy każdej z postaci, nie zastanawiamy się nawet nad podejrzanymi, nad motywami, nad alibi poszczególnych osób. Tutaj od początku wiele wiemy, a jednak – mimo to – powieść i tak trzyma w napięciu. Inspektor usiłuje rozgryźć, w jaki sposób morduje zabójca, poszukuje związku między ofiarami, podobieństw pomiędzy morderstwami, a wreszcie zastanawia się nad własną niewinnością.

Atmosfera grozy bije z każdej strony książki, niepewność i lęk towarzyszy bohaterom na każdym kroku, właściwie nieustannie. Fakt iż nie wiemy, gdzie przebywa zabójca, sprawia że stale spodziewamy się jakiegoś “wybuchu”, fajerwerków, czegoś, co nami porządnie potrząśnie.

Fred Vargas nie jest autorką, o której można powiedzieć, że ma lekkie pióro. Książka na pewno nie czyta się lekko i jednym tchem. Bywały chwile, kiedy musiałam się wrócić o parę zdań i przeczytać fragment jeszcze raz. Mimo to, powieść wciąga, trzyma w napięciu i mocno niepokoi. Nawet kiedy odkładałam książkę na bok, stale o niej myślałam.

str. 354 – “Adamsberg zastygł. Biała smoczyca. Biały smok (…). Mocno ściskając w palcach długopis, Adamsberg starał się wypatrzyć kamienie madżonga na wykazie sędziego w jego “układzie honorów”.

“Po zapadnięciu nocy” to trzymający w napięciu kryminał z zaskakującymi zwrotami akcji i niesztampowym mordercą. Polecam zwłaszcza tym, którzy w zalewie literatury amerykańskiej i skandynawskiej, poszukują czegoś nowego i innego.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga


*cytaty pochodzą z książki

Zapisz

“Rzeźbiarz śmierci” Chris Carter

“Krucyfiks”, “Egzekutor”, “Nocny prześladowca” – te trzy thrillery pochłonęłam z prędkością światła. Każdy z nich trzymał mocno w napięciu i ciężko było go odłożyć. Z niecierpliwością więc czekałam na “Rzeźbiarza śmierci”, którego nie dostałam ani w Matrasie, ani w Empiku. Znalazłam go dopiero na półce jednej z mniejszych księgarni i szybko kupiłam.

Miałam wobec tej książki dość duże oczekiwania i zaczęłam czytać prawie od razu. Trochę się obawiałam, że po trzech powieściach w podobnym do siebie stylu, autor nieco teraz zwolni i przystopuje z akcją. Nic bardziej mylnego. “Rzeźbiarz śmierci” nadal trzyma czytelników w napięciu, a jego klimat i zbrodnia, która porusza detektywa Huntera i jego policyjnego partnera Carlosa Garcię, być może nawet nie da Wam spać przez kilka najbliższych nocy.

Tym razem ginie starszy pan, bardzo schorowany, któremu zostało raptem kilka – może kilkanaście – tygodni życia. Martwego staruszka znajduje opiekująca się nim pielęgniarka. Morderca był wyjątkowo okrutny. Zanim ofiara zmarła, bardzo długo cierpiała. Nie to jednak najbardziej zszokowało policjantów, gdy ci przybyli na miejsce zbrodni. Najbardziej wstrząsająca była wiadomość, którą zbrodniarz zostawił dla policji – przerażająca i paskudna. Robert Hunter widział już w swym życiu niejedno ohydne zabójstwo, tym razem jednak nawet on jest mocno wstrząśnięty, zniesmaczony i poruszony. Kiedy pojawia się druga ofiara, Hunter wie już, że to z pewnością nie koniec i że musi się śpieszyć. Zostaje mu przydzielona dodatkowa śledcza, Alice Beaumont, która pomaga w odczytaniu wiadomości od mordercy oraz w jej odszyfrowaniu.

Jak to już bywa u Cartera, w książce nie brakuje akcji i nagłych zwrotów sytuacji. Nie jest to powieść dla wrażliwców, ponieważ autor ma w zwyczaju bardzo dokładnie i z wszelkimi detalami opisywać zarówno miejsca zbrodni, jak i same zwłoki.

str. 182 – “Hunter zaczął podejrzewać, że Alice miała rację. Może obraz w ogóle nie krył żadnego znaczenia. Nie nawiązywał do żadnej religii. Może jego znaczenie było tak proste, jak zasugerowała – zły zabójca patrzący na swoje ofiary. Dwie były martwe, dwie czekały na śmierć. A to oznaczało, że zabije ponownie”.

W porównaniu do poprzednich książek z cyklu, w “Rzeźbiarzu śmierci” Carter mniej miejsca i czasu poświęcił prywatnemu życiu Roberta Huntera. Niewiele go tutaj, choć ja bardzo te osobiste wstawki lubiłam i mam nadzieję, że w kolejnych książkach autor jeszcze do tego wróci.

Opisy pełne strachu, przerażenia i dosadności, to u Chrisa Cartera norma. On bardzo chce wywołać u czytelnika lęk i dyskomfort psychiczny. Trudno nie wyobrażać sobie okrucieństwa, o jakim tu czytamy i nie współczuć ofiarom brutalnego i wyrachowanego zabójcy.

str. 286 – “- Za pierwszym razem zabójca podał ofierze kilka związków chemicznych. Chciał ustabilizować pracę serca i krążenie krwi, żeby biedak za szybko się nie wykrwawił. Nie zastosował jednak żadnych środków znieczulających. (…) drugim razem (…) Zabójca celowo pozbawił ofiarę czucia, czyniąc ją otępiałą na ból. (…) Zmuszono go do tego, żeby patrzył, jak zabójca odcina kolejne części jego ciała. Wiedział, że umiera, ale niczego nie czuł”.

Jeśli chodzi o stronę techniczną, to muszę nadmienić, że bardzo lubię książki Wydawnictwa Sonia Draga: świetna czcionka na białym, wysokiej jakości, papierze, dzięki czemu powieść dobrze i szybko się czyta. Lekkie pióro autora i potoczny język to już charakterystyczne cechy thrillerów Chrisa Cartera. Każdy z nich trzyma czytelnika mocno w garści i nie daje mu odpocząć.

“Rzeźbiarz śmierci” to powieść dla czytelników o mocnych nerwach, miłośnicy gatunku na pewno się nie zawiodą. Bardzo gorąco polecam.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

“Egzekutor” Chris Carter

“Krucyfiks”, o którym pisałam całkiem niedawno, wciągnął mnie bez reszty. A ponieważ był to debiut autora, to po drugiej części cyklu spodziewałam się samych fajerwerków, zapartego tchu i dreszczy. No i się nie zawiodłam. “Egzekutor” to podobnie mocno trzymająca w napięciu powieść i w moim przeświadczeniu jeszcze lepiej skonstruowana niż pierwsza.

W kościele ginie ksiądz. Morderca pozbawił go głowy, a ciało ułożył w specjalny sposób, ręce księdza składając jak do modlitwy, a na klatce piersiowej napisał krwią cyfrę 3. Śledztwo prowadzi Robert Hunter, specjalizujący się w brutalnych zabójstwach i początkowo sądzi on, że to morderstwo rytualne. Niestety wkrótce pojawiają się kolejne zwłoki, a kobieta, która zginęła, umarła w straszliwych męczarniach. Hunter odkrywa, że zarówno ksiądz, jak i właśnie odnaleziona kobieta, umarli w sposób, jaki ich najbardziej przerażał. Morderca znał ich najgorsze, skrywane w głębi serca, lęki.

str. 256 – “Podobno kiedy ludzie czują lęk lub są w niebezpieczeństwie, zachowują się tak, jak każde inne zwierzę. Wyczuwamy to. Odzywa się w nas jakiś prymitywny instynkt. I coś w Darnellu wrzeszczało wniebogłosy, żeby wysiadał jak najszybciej z samochodu”.

Wydaje się, że zabójca zna każdy szczegół z życia swych ofiar i wie, jak wykorzystać ich najgorszy lęk przeciwko nim. I najwyraźniej nie chodzi mu wcale wyłącznie o to, by zabić. On chce ich bólu, strachu, przerażenia, niewyobrażalnego wręcz cierpienia. Policja nie ma żadnego podejrzanego, a miejsca kolejnych zbrodni nie dostarczają jej zbyt wielu śladów. Mało tego, Hunter wraz ze swoim partnerem Carlosem Garcią dochodzą do wniosku, że zabójstwa łączą się ze sobą. Tylko dlaczego? Okazuje się, że policjanci będą musieli cofnąć się kilka lat wstecz i poszukać powodów okrutnych morderstw w przeszłości.

“Egzekutor” to thriller w moim ulubionym stylu. Akcja rozpoczyna się od trupa, a potem napięcie rośnie. Z rozdziału na rozdział robi się coraz ciekawiej, a w miarę upływu czasu wraz z Hunterem usiłujemy rozwiązać zagadkę. Zaletą książki są krótkie rozdziały i niesamowicie lekkie pióro autora – dzięki niemu książkę czyta się po prostu błyskawicznie. Podobnie jak w pierwszym tomie cyklu, również i tutaj autor snuje skomplikowaną intrygę o wielu wątkach. Mistrzowsko poprowadzona, nie pozwala oderwać się od książki nawet na chwilę.

str. 301 – “(…) znaleźli się w jasno oświetlonym pomieszczeniu. Chłód, który Hunter odczuwał, gdy szli przez budynek, nagle zniknął. I to nie dlatego, że od lamp biło światło i ciepło, lecz także z powodu przyspieszonej pracy serca. Biło dwa razy szybciej niż przed chwilą. Trzy pary oczu wpatrywały się w to, co znajdowało się na środku pomieszczenia.
– Jezus Maria – szepnęła kapitan, unosząc drżącą dłoń do ust”.

Chris Carter ma talent do kreowania postaci. To bohaterowie aż do szpiku kości prawdziwi. Mimo że nieszczególnie wyraźnie pamiętam ich wygląd, który zwyczajnie jest sprawą drugorzędną, ale ich osobowości tak bardzo zapadają w pamięć, że nie sposób ich zapomnieć. To wreszcie pisarz o mocno przenikliwym umyśle, prowadzący czytelnika w ślepe uliczki i podrzucający mu złudne ślady. Trzyma nas w napięciu i niepewności aż do samego końca, tu i ówdzie podkręcając atmosferę i sprawiając, że co rusz przechodzą nas dreszcze.

str. 336 – “Przesunął wzrokiem po szkicach i planach leżących na dużym metalowym stole i zaśmiał się głośno. Postanowił najlepsze zostawić na koniec. Wiedział dokładnie, co ich śmiertelnie przeraża. Jedno bało się pająków, drugie szczurów. Dzięki tym informacjom miał nad nimi władzę, od której kręciło mi się w głowie. To, co zaplanował, było mistrzowskie – nowy wymiar paniki i bólu. Już nie mógł się doczekać, kiedy stanie z nimi twarzą w twarz. Zobaczy lęk w ich oczach. Spróbuje ich krwi. Zmusi ich do cierpienia”.

Czy domyśliłam się, kto jest mordercą? Znowu nie. I jest to zasługa umiejętności autora, który podsuwa nam podejrzanych, którzy z kolei wcale podejrzani się nie wydają. Zabójca nie ma żadnych skrupułów, nie męczą go wyrzuty sumienia, nie czuje się winny. To, co robi, wydaje mu się słuszne ze wszech miar. Widzi w tym swoją misję, określa czas, w którym ma wypełnić zadanie, jakie przedsięwziął, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że śmiertelne przerażenie kolejnej ofiary, znowu doda mu sił.

str. 229 – “Niezależnie od tego, jak człowiek jest silny duchem, wytrzymuje tylko tyle i ani odrobiny więcej. Psychika ludzka może znieść pewną ilość cierpienia, potem człowiek zamyka się w sobie”.

Robert Hunter to niezwykle ciekawy bohater. Nie sposób go nie polubić, a jego przenikliwy umysł i logika oraz policyjny instynkt, sprawiają że pracuje on w wydziale zabójstw w specjalnym jego odłamie zajmującym się dochodzeniami w sprawach seryjnych morderców lub po prostu tych wyjątkowo trudnych.

“Egzekutor” to mocny i mroczny thriller dla tych, którzy w kryminałach szukają twardej i bardziej krwawej nuty. Idealny dla miłośników gatunku. Po “Krucyfiksie” i “Egzekutorze” od razu sięgnęłam po kolejny tom serii i powiem Wam, że autor nadal zachowuje wysoki poziom, fason i nadal mocno trzyma czytelnika w napięciu. Gorąco polecam.

*cytaty pochodzą z książki

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.