Tag Archives: Dla dzieci

“Mysia Wieża” Agnieszka Fulińska, Aleksandra Klęczar

Fantastyczna, wiosenna okładka od razu przykuła mój wzrok. Pełna zieleni, tajemnicza, klimatyczna z wyłaniającą się spomiędzy drzew wieżą. I jeszcze te bajeczne chmury…

Przyznaję, że zwróciłam na tę książkę uwagę właśnie ze względu na okładkę. Dopiero potem zainteresowałam się opisem wydawcy w sieci i blurbem z tyłu książki. A ponieważ także one mocno mnie zaintrygowały, wiedziałam, że obowiązkowo muszę ją przeczytać.

Powieść kierowana jest do starszych dzieci, a jej bohaterami są Igor i Hania, którzy spotykają się latem na wakacjach, nad Gopłem. Igor właśnie skończył szóstą klasę i wraz z ojcem udał się na wykopaliska. Tata Igora, archeolog, specjalista od Słowian, pracuje nad czymś okrutnie ważnym, a Igor trochę się nudzi. Hania, wysportowana, krótko ostrzyżona, wysoko i nieco obcesowa, zupełnie niespodziewanie wciąga chłopca w nieoczekiwaną przygodę. Igor nawet nie marzył o podobnych emocjach w tym zalesionym zakątku pod Kruszwicą. Kiedy w dodatku ratuje z opresji tonącego szczura, a ten odzywa się do niego ludzkim głosem, chłopiec omal nie mdleje z wrażenia.

Gadające szczury, myszy, starodawni wojowie, wieszczki, guślarze, a nawet czarodzieje i duchy oraz pewne specyficzne licho są w tej powieści na porządku dziennym. Do tego wszystko okraszone sympatycznym, lekkim humorem i rozgrywające się na tle starych, słowiańskich wierzeń. Do tego sekrety i tajemnice: któż ich nie lubi?

str. 50 – “Oto wznosi się przed wami złowieszczy kształt Mysiej Wieży (…). Wyobraźcie sobie ciemną, burzową noc wiele stuleci temu… Zły król kryje się w komnacie na samym szczycie tej wieży, po tym jak otruł swoich swoich stryjów. Czekał, aż wszyscy poumierają w męczarniach…”.

Jak się pewnie domyślacie, coś z tym wszystkim wspólnego będzie miał król Popiel… Owszem, ale niczego więcej Wam nie zdradzę, by nie spoilerować i nie psuć Wam zabawy.

Udziałem Igora i Hanki będzie wiele niezwykłych przygód, a postaci, które pojawią się w opowieści nie tylko tej dwójce wydadzą się niesamowite.

Książka pisana jest w pierwszej osobie, przy czym raz wydarzenia opisywane są z punktu widzenia Igora, a kolejny z perspektywy Hani. Każdy rozdział opatrzony jest imieniem bohatera, który będzie jego narratorem oraz osobnym tytułem.

Zagadki, tajemnice, starodawni królowie, bohaterowie i dzielni wojowie to ogromny plus tej historii. Baśniowy klimat sprawia, że powieść czyta się szybko i bardzo przyjemnie. Do tego owa baśniowość została osadzona w czasach współczesnych, więc nie przysporzy problemów z odbiorem młodym czytelnikom. Igor i Hanka to zwykłe dzieciaki, jakich wokół jest mnóstwo. To pozwoli czytającym dzieciom bez trudności utożsamić się z bohaterami i mocniej wczuć w atmosferę powieści. Wszechobecna przeszłość, słowiańska, bliska zarówno nam, jak i naszym protoplastom, zmobilizuje być może młodych odbiorców do sięgnięcia po inne lektury o podobnej tematyce i zainteresuje dzieci korzeniami i wierzeniami Słowian. Myślę, że warto, bo pośród słowiańskich podań i legend, jest naprawdę bardzo wiele interesujących i niecodziennych historii.

Minusem książki są występujące co jakiś czas, zbyt długie dialogi, czasem też powieść bywa przegadana, bywa, że bohaterowie nad czymś zbyt długo rozmyślają. Dzieci nie lubią takich sytuacji i co niektóre, mniej cierpliwe, mogą się takimi przedłużeniami znudzić. Są to jednak tylko fragmenty, w dodatku rekompensowane nasza rodzimą mitologią i pogańskimi wierzeniami, które ja osobiście bardzo lubię.

Dzieciom na pewno się spodoba, ale uprzedzam, że nie jest to powieść dla maluchów: dla nich będzie za poważna, zbyt długa i zbyt skomplikowana. To historia dla odbiorcy powyżej dwunastu lat. I dla dorosłych. Zwłaszcza dla tych, którzy uwielbiają przygodę, Słowian, polskie krajobrazy, groty i jaskinie.

str. 202 – “Wiedziałem, że jestem w grocie: tuż przede mną wznosiło się ocembrowanie studni. Otwarłem oczy i spostrzegłem, że dziś wygląda inaczej. Przed sobą miałem bramę. Z kamiennym obramowaniem i czymś w rodzaju tarczy herbowej na samej górze”.

Mimo swoich 450 stron książkę czyta się szybko. Fabuła została poprowadzona ciekawie i sprawnie. To dobra lektura dla dzieci, dla dorosłych, ale również do czytania wspólnie. Bardzo serdecznie polecam.

Warto jeszcze na koniec wspomnieć, że “Mysia Wieża” to dopiero pierwszy tom cyklu “Dzieci Dwóch Światów”, a więc emocji będzie wkrótce jeszcze więcej.

Za książkę bardzo dziękuję serwisowi jakkupowac.pl


*cytaty pochodzą z książki

“Wierszyki dla Ksawerego” Barbara Szczepańska “Judyta”

Za każdym razem, kiedy trafia do mnie książka dla dzieci, patrzę najpierw, jak się ona prezentuje wizualnie. Dzieci to najbardziej wymagający odbiorca na rynku i kiedy my, dorośli, możemy przymknąć oczy na pewne szarości książek przeznaczonych dla nas, to dziecko nawet na taką nie spojrzy. Książka dla dzieci musi mieć to coś, czym przyciągnie wzrok młodego czytelnika i czym przykuje jego uwagę na tyle długo, by ten zechciał ją otworzyć i zajrzeć do środka. Dlatego też, co najważniejsze, taka pozycja musi być kolorowa i musi mieć w środku obrazki. Bez tego, to nawet nie ma po co owej oglądać…

“Wierszyki dla Ksawerego” od pierwszej chwili zwracają na siebie uwagę. Kolorowa, twarda okładka, zabawne rysunki, mnóstwo obrazków, po kilka na stronie, śmiesznych, kontrastowych, dobranych do treści poszczególnych wierszy.

A same wierszyki również zabawne, choć przekazujące sporo ciekawych informacji, nadają się do poczytania zarówno młodszym dzieciom, jak i tym nieco starszym. A podejrzewam, że większość młodszych czytelników z ochotą dowie się, o czym marzy Foka z bieguna północnego.

To barwne, pełne radości wierszyki, w większości o zwierzątkach, ale jest też wiersz o księżycu, o klaunie czy o piratach. Wszystkie są rymowane, świetnie wpadają w ucho, niektóre są króciutkie, inne dłuższe, w formie bajek. Jest wiersz o żyrafach, o motylach, o wronach. Poruszane w nich tematy zawierają często jakiś drobny, mądry morał, tak przedstawiony, by pojęły go nawet małe dzieci. To utwory pisane prostym językiem i lekkim piórem, rytmiczne i ciekawe.

str. 17 – “(…) Odlecimy, powrócimy,
niech zatęsknią podczas zimy.
Widzi pan, jak nas witają,
potem pięknie znów żegnają”.

Tak właśnie w wierszu “O czym rozmawiały Bociany”, dywagują dwa ptaki. Razem z nimi i z dziećmi możemy się pozastanawiać, dlaczego bociany spędzają zimę w ciepłych krajach i dlaczego przylatują do nas na wiosnę. Dzieci chętnie się tego dowiedzą, a taka rozmowa pomiędzy boćkami na pewno spodoba im się bardziej niż suche fakty z podręcznika.

Osobiście ujął mnie cudny Księżyc w księgarni (“Księżyc w księgarni”), który pośród półek z książkami, zachwycony, nagle zaczyna pięknie świecić i cały szczęśliwy tonie w książkowych historiach:

str. 38 – “Tylko Księżyc zaczytany
już w kolejnej księdze,
odmieniony jakiś taki
wśród półek jaśnieje.

– Biorę wszystkie – wskazał dłonią
za szóstym regałem.
– Jestem całkiem przekonany,
że tego szukałem (…)”.

To chyba mój ulubiony wiersz z całego tomiku i czytałam go już wiele razy. Tyle w nim takiej specyficznej pogody ducha, radości, szczęścia. Do tego mnóstwo książek, więc jak tu go nie lubić.

Książeczka – jak to zbiór wierszy dla dzieci – nie jest obszerna, ma troszkę ponad pięćdziesiąt stron, a wiersze są pisane w bardzo ciekawy sposób, zwrotka pod zwrotką, ale nieregularnie, co wyraźnie je od siebie oddziela i nadaje dynamiki utworom, co z kolei na pewno przypadnie dzieciom do gustu. Dzięki temu łatwiej obserwować czytany tekst i o wiele milej śledzić całość. Do tego duże, kolorowe tytuły, wszędzie jakaś grafika, jak nie obrazki, to kolorowe plamy i szlaczki, dzięki czemu książka nie jest nudna, przyciąga wzrok maluchów i wydaje się być dopracowana i wypełniona barwami po brzegi.

“Wierszyki dla Ksawerego” to bardzo udana pozycja, żywy i ekspresyjny obraz, pełen dynamiki, plastycznych postaci i humoru. Na moje oko to książeczka dla dzieci od trzech do ośmiu lat, w zależności oczywiście od preferencji danego dziecka. Moja jedenastolatka również przeglądała ją z ciekawością. Polecam dzieciakom i ich opiekunom, na pewno zauroczą Was te krótkie, dowcipne i budujące wierszyki.

Za książkę i patronat bardzo dziękuję Wydawnictwu Dlaczemu.

*cytaty pochodzą z książki

“Widmo Pana Stopka” Pamela Butchart

Nie mogłam się doczekać tej książki, każdy bowiem z kolei tom, to gwarantowane salwy śmiechu, nowa przygoda i nowe szalone pomysły czwórki przyjaciół.

“Widmo Pana Stopka” to już siódma część perypetii Mai i jej kolegów z czwartej klasy. Tym razem, nie wiadomo, z jakiego powodu, miejsce Pana Stopka zajmuje nowa… Pani Stopek. K woli wyjaśnienia, Pan Stopek to osoba, która pomaga dzieciom przechodzić przez ulicę. Maja, Franek, Zosia i Marysia postanawiają dowiedzieć się, skąd ta nagła zmiana i gdzie podział się “stary” Pan Stopek. Został porwany? Wyjechał do Rzymu? Umarł? Tymczasem na szkolnym boisku, za stara szopą, ukazuje się dzieciom dziwaczna mgławicowa chmura, a przecież wszyscy wiedzą, że owa szopa to NAJSTRASZNIEJSZE miejsce na całym terenie szkoły.

str. 61 – “Franek zerknął na mnie niepewnie, bo dla każdego było jasne, że stara szopa na rowery jest bezsprzecznie NAJSTRASZNIEJSZYM obiektem na boisku. Przyprawia nas o gęsią skórkę”.

W dodatku później przyjaciele dostrzegają płynącą w powietrzu tyczkę Pana Stopka, która przyprawia ich o dreszcze i wspólnie dochodzą do wniosku, że ów zaginiony z całą pewnością jest widmem i właśnie wrócił, by ich wszystkich dopaść.

Pozostaje tylko pytanie: dlaczego?

W dodatku Maja ma stale zimne stopy, mimo noszenia rajstop. Czy to sprawka ducha? Cóż, dzieciom nie pozostaje nic innego, jak wypytanie o wszystko wszechwiedzących sekretarek, co wcale nie jest takie proste, bo jak wszyscy w szkole wiedzą, niemiłych sekretarek nigdy nie poucza nawet sam pan dyrektor.

str. 28 – “Sekretarka wychyliła się jeszcze bardziej i zauważyłam pod jej brodą długi, ciemny włos, co było raczej dziwne, ponieważ była kobietą, a włos był pojedynczy i nie rozumiałam, skąd się tam wziął ani dlaczego nie został wyrwany”.

Cała historia obfituje w zabawny humor sytuacyjny, w liczne gagi, śmieszne dialogi i masę absurdalnych nieraz scen, które stają się udziałem dzieci w wyniku częstych nieporozumień. Książki Pameli Butchart to bomby energetyczne i kiedy już się zaczęło czytać, ciężko jest przerwać bez dotarcia do końca. Dlatego też przeczytanie “Widma Pana Stopka” zajęło mi raptem niecałe dwie godziny. Każde dziecko, które sięgnie po książeczki Butchart, z pewnością będzie się świetnie bawiło w trakcie czytania i przeżywania perypetii Mai. Zwłaszcza, że książka podszyta jest takim specyficznym dreszczykiem, który dzieciom na ogół bardzo się podoba i który sprawia, że książka jest nie tylko ciekawsza, ale również bardziej intrygująca, a młodzi czytelnicy przecież uwielbiają zagadki. A te, w których pojawiają się widma, duchy i zjawy, to idealne trafienie w punkt.

Dlatego też razem z bohaterami będziemy usiłowali wydedukować, co takiego naprawdę stało się z Panem Stopkiem i gdzie ów Pan przesiadywał, gdy akurat nie stał przy przejściu dla pieszych.

Warto rzec również słówko na temat samego wydania, bo choć w książce nie ma kolorowych, pięknych ilustracji, to książka wydana jest prześwietnie. Podobnie, jak inne tomy, zawiera masę prostych rysunków autorstwa Thomasa Flinthama, zabawnych, z humorem, w dodatku są one niemalże na każdej stronie. Do tego wiele słów w tekście pisanych jest wersalikami, a wielu fragmentom nie brakuje ozdobników i arabesek w postaci a to chmurek, a to gwiazdek, podkreśleń i akcentów podobnych do tych, jakie stosuje się w komiksach. To niesamowicie przyciąga uwagę najmłodszych czytelników i na pewno sprawi, że dzieci będą czytać chętniej, a te, które jeszcze samodzielnie nie czytają, na pewno będą z zainteresowaniem śledzić akcję podczas czytania przez dorosłego. To jeden z przykładów – tych dobrych – jak powinna wyglądać książka dla dzieci.

Dociekliwa Maja, przebojowa i odważna Zosia, przedsiębiorczy Franek oraz delikatna i wiecznie mdlejąca Marysia – jeśli jeszcze ich nie znacie, polecam sięgnąć po książki Pameli Butchart. Na pewno nie pożałujecie czasu spędzonego z tymi specyficznymi książeczkami. Można je czytać w różnej kolejności, więc nie zaszkodzi zacząć od najnowszej. Polecam gorąco, zarówno dzieciom, jak i dorosłym, wybuchy śmiechu i doskonały humor – gwarantowane.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Zielona Sowa.

*cytaty pochodzą z książki

“Tami z krainy pieknych Koni Tom III: Magiczna Kapadoclandia” Renata Klamerus

“Magiczna Kapadoclandia” to już moje trzecie spotkanie z Tami i jej przyjaciółmi oraz ich przygodami. Mam tę przyjemność, że zostałam wybrana przez autorkę jednym z patronów książki i fragment mojej opinii o powieściach ukazał się w książce, a logo na okładce. To – jak zwykle – bardzo miłe wyróżnienie i przyjemnie jest, kiedy można owo logo zobaczyć. Dziękuję autorce, pani Renacie Klamerus :)

Tymczasem Tami to już poważna dziewczyna. Dobrze się uczy, wyjechała na naukę z domu rodzinnego i wraca przy okazji świąt i wakacji. Ćwiczy grę na skrzypcach i właśnie wybrano ją jako jedną z uczestniczek do konkursu skrzypcowego w Polsce. Nadchodzą właśnie wakacje i Tami przyjeżdża do Kapadoclandii. Trwa piękne, ale bardzo gorące lato, zaczyna brakować wody, więc nastolatkowie postanawiają skorzystać z pomocy księgi i wyczarować jezioro, by napoić zwierzęta. Po raz pierwszy też wtajemniczają w swoje sekrety Boriego, młodszego brata Tamary, dla którego wszystko, co dzieje się wokół, magia i tajemnica, są wręcz niesamowite, niczym sen.

str. 52 – “Nagle ściana w zarysie niszy zaczęła topnieć i spływać, znikając gdzieś w posadzce”.

Boriego, zresztą podobnie, jak i mnie kiedyś, ujęły te cudne rybki w sweterkach, czemu wcale się nie dziwię. Mieć tych kilka lat i zobaczyć coś, co przecież nie istnieje… A może tylko wydaje nam się, że nie istnieje? Tak, czy tak, to coś musi nas zachwycić. Zresztą ten barwny świat, jaki rysuje nam autorka, pełen kolorowych kształtów, postaci i zdarzeń, jest jedyny w swoim rodzaju. Tylko tu możemy przyjrzeć się z bliska tureckiej Kapadocji, naturalnie wykutym w skałach grotom i magicznym miejscom pełnym bardzo dziwnych postaci, choćby tych z Dyrekcji.

Muszę to powiedzieć, ale owa Dyrekcja kojarzy mi się z Orwellem i jego działaniami w książce “Rok 1984″, jednak nie mówię tego złośliwie. To raczej skojarzenie i taka luźna, humorystyczna uwaga.

Książki o Tami to z całą pewnością baśnie, jednak z nutą owego realizmu, jaki towarzyszy nam w życiu codziennym. Również i tutaj Tami prowadzi zwyczajne życie nastolatki, podczas wakacji pomaga rodzicom, a przy tym również dużo ćwiczy i uczy się gry na skrzypcach. Zbliżający się, bardzo ważny dla niej konkurs skrzypcowy, mocno ją stresuje. Po raz pierwszy bowiem weźmie w czymś tak prestiżowym udział i pierwszy raz zagra wśród dorosłych uczestników. Stara się przykładać do ćwiczeń jak tylko może, choć czasem chęć przygody i spędzenia czasu z przyjaciółmi, wygrywa. Najważniejsze jednak jest to, że Tami bardzo się stara.

Jak w poprzednich tomach, także i tu na pierwszy plan wysuwa się przyjaźń i to, co w niej ważne. Trójka przyjaciół wspiera się w każdej sytuacji, niezależnie od tego czy chodzi o jakieś prywatne sprawy domowe, czy też te związane z magią.

Bardzo spodobał mi się motyw tajemniczego pieska, który pojawił się później w Petrze i oczywiście nie mogłam przejść obojętnie obok wspominanego tu kilka razy Gdańska, w którym mieszkam.

Najbardziej jednak urzekająca w tej książce jest magia. Wszechobecna i taka “inna” od tej, z którą mamy do czynienia w innych powieściach, baśniach, filmach. Tutaj magia ta jest dla czytelnika mocno namacalna, doskonale uchwycona przez autorkę, realna dla Tami i innych bohaterów, a co za tym idzie, nosząca również ślady realności dla czytelnika.

str. 101 – “I nagle przed oczami Tami w tej jasności zaczęły zarysowywać się schody prowadzące do otworu okiennego w niebiańską przestrzeń. Dziewczynka patrzyła z niedowierzaniem. Zaintrygowana dotknęła pierwszego schodka, do którego sięgnęła ręką. Był naturalnie twardy, jak to kamień (…). Za oknem jasność aż raziła w oczy. Gdyby miała namalować ten obraz, to niebo byłoby cudnie błękitne, a schody piaskowozłote”.

Moją ulubioną postacią nadal pozostała babcia Fuoco, ze swoją mądrością i doświadczeniami z przeszłości, z jakże długiego i ciekawego życia. Sporo stron autorka poświęciła babci Fuoco, więc każdy, kto ją polubił, będzie zadowolony.

To, co mi się nie podobało w książce, to zbyt duże naciski na modlitwy ze strony zarówno babci, jak i matki Tami. Jako ateistka jestem przeciwna takim namowom i zapewnieniom w książkach kierowanych do dzieci, że modlitwa ma pomagać, a Tami ma się do niej bardziej przykładać. Wolę podejście świeckie.

Do książki wkradł się również jeden błąd ortograficzny. Otóż kilkakrotnie pada tu słowo “cholibka”, jednak napisane przez “p”, a polegając na Słowniku Języka Polskiego, przypominam, że to słówko to “żartobliwe przekleństwo; psia mać, psiamać, cholewka, cholerka, kurczę, kurde” (Słownik Języka Polskiego, http://slownikjp.pl/21132-cholibka.html) i powinno mieć literę “b” w środku. Niestety umknęło to korekcie i pojawiło się w tekście w bodajże trzech miejscach.

Tak jak poprzednie części przygód Tami, również i ta jest wydana po prostu przepięknie, a czytanie tak przygotowanej powieści, to sama przyjemność. Twarda okładka, trochę większy format niż tradycyjny, piękna, spora czcionka i niedługie rozdziały. Dodatkowego smaczku przydają ilustracje autorki, pełne niepowtarzalnego klimatu i finezji.

“Tajemnicza Kapadoclandia” to powieść nie tylko o przyjaźni, to również rzecz o poszanowaniu drugiego człowieka, o życzliwości, o tym, że ze wsparciem rodziny, przyjaciół, wszystko w życiu może być prostsze, a i wyzwania lepiej podejmować w grupie. Uczy też, że ciężką pracą, cierpliwością i wytrwałością, a także uczciwością wobec samego siebie (nie tylko wobec innych ludzi), możemy osiągnąć sukces i spełniać marzenia.

Jeśli już znacie poprzednie tomy Tami z Kapadoclandii, sięgnijcie również i po ten. To dobra kontynuacja perypetii Tamary, Rume i Kelie’go i – muszę to powiedzieć – jest najdojrzalsza ze wszystkich. Na przestrzeni tych trzech i pół roku, bardzo dobrze widać, że pióro pani Renaty zyskało na barwności, lekkości i całość nie przedstawia się tak chaotycznie, jak to miało miejsce w pierwszym tomie. To zmiana na plus, książkę czyta się dobrze, szybko i z przyjemnością.

Bardzo polecam nie tylko dzieciom, ale również starszym czytelnikom. A jeśli nie znacie jeszcze poprzednich części o Tami z krainy Pięknych Koni, to sięgnijcie najpierw po tamte, warto przeczytać je po kolei.

Za książkę ogromnie dziękuję wydawnictwu NovaEres oraz autorce – Renacie Klamerus.

*cytaty pochodzą z książki

“Antykwariat pod Błękitnym Lustrem” Martin Widmark

Jaka powinna być książka dla dzieci? Wciągająca, ciekawa, kolorowa? A może pełna magii? Oczywiście co kto lubi i co się komu podoba. Jednak lekkie pióro i ten specyficzny magiczny klimat Martina Widmarka to coś, czemu zarówno ja sama, jak i moja dziesięcioletnia córka, nigdy nie potrafimy się oprzeć.

“Antykwariat pod Błękitnym Lustrem” to pierwszy tom serii o Dawidzie i Larisie i choć czytałam już serie o Lassem i Mai oraz o Nelli Rapp (tego samego autora), to “Antykwariat (…)” mocno się od nich różni. Przede wszystkim nie jest to już książka dla maluchów, to lektura przeznaczona dla ciut starszych dzieci. I powiem Wam, że również dorośli mogą się mocno wciągnąć w przygody Dawida, ponieważ od samego początku książka jest ciekawa i bardzo wciągająca.

Dawid to zwykły uczeń gimnazjum, trochę nieśmiały, raczej zamknięty w sobie, małomówny. Jego rodzice wyjechali na misję do Afryki, więc mieszka u bliskiego znajomego, Melchiora, który prowadzi antykwariat. Dawid lubi to miejsce, lubi też swojego gospodarza i nie narzeka. W szkole poznaje nową koleżankę, Larisę, z którą niedługo później się zaprzyjaźnia. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie nadszedł pewien dzień. Tego pewnego dnia znika Melchior. Ot tak, po prostu. Dawid bardzo się martwi i wraz z Larisą usiłuje dowiedzieć się, gdzie jest antykwariusz i co się właściwie stało. Tajemnicza wiadomość od Melchiora potęguje tylko ich ciekawość i wywołuje dziwny lęk. Atmosfera panująca w antykwariacie i sekrety, jakie przyjdzie im odkryć to clue całości, właśnie to sprawia, że książka ta nie pozostawia czytelnika obojętnym. Nastolatkowie będą też musieli odpowiedzieć na trudne pytania dotyczące ludzkiego życia i istnienia oraz na te dotyczące moralności i tego, jak daleko może się posunąć człowiek w poszukiwaniu odpowiedzi.

str. 46 – “Zatrzymałem się na progu i nasłuchiwałem. Było zupełnie cicho. Zawołałem Melchiora, ale mój głos odbił się tylko nieprzyjemnie od ścian sklepu. Wszedłem do środka, zamknąłem za sobą drzwi i przekręciłem klucz. Coś było nie tak. Czułem to całym sobą”.

Bohaterowie to dzieciaki z krwi i kości, nie są to superbohaterowie, nie mają nadzwyczajnych zdolności. Larisa jest wprawdzie oczytana, inteligentna i pewna siebie, ale kto nie zna takich nastolatków? Razem z Dawidem tworzy ciekawą parę: ona energiczna, on spokojny. Polubiłam oboje.

Książkę napisano w pierwszej osobie, o wszystkim dowiadujemy się od Dawida. Naszpikowana jest sytuacjami i scenami pełnymi tajemnic, lekko kryminalnymi, takimi w sam raz dla starszych dzieci. Czytając czujemy dreszczyk emocji, a sekrety, który odkrywamy wraz z bohaterami, często powodują zdumienie, zaskoczenie i niedowierzanie.

str. 121 – “W budce wartownika było ciemno, więc bez przeszkód udało nam się przeskoczyć przez ogrodzenie. Kiedy zeszliśmy do nabrzeża, uderzyła w nas chłodna bryza znad morza. Słabe światło latarni padało na dźwigi i kontenery stojące wzdłuż brzegu. Było upiornie cicho”.

Warto wspomnieć, że książka została pięknie wydana. Ma twarde okładki, ciekawe szkice wewnątrz i bardzo wygodny format, sporo mniejszy od tradycyjnego. Czyta się bardzo wygodnie, a tych nieco ponad sto sześćdziesiąt stron z pewnością nie będzie też wielkim wyzwaniem dla dzieci i na pewno dadzą sobie z powieścią radę. Na dodatek, aby podsycić ciekawość, autor kończy rozdziały w takich momentach, że siłą rzeczy chcemy czytać dalej i ciężko jest tę książkę odłożyć.

Jak wcześniej wspomniałam, jest to pierwszy tom serii o Dawidzie i Larisie, z tego, co wiem, ukazały się już kolejne trzy. Mamy je z córką w planach, Wam również polecam przygody Dawida, świetnie się je czyta. No i warto samemu się przekonać, jak z pewnymi problemami poradzą sobie nasi bohaterowie i co zrobią w obliczu odkryć, jakich dokonają.

Bardzo gorąco polecam, zarówno dorosłym, jak i dzieciakom od 8 lat.

*cytaty pochodzą z książki

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.