Tag Archives: Harper Collins

“Z zimną krwią” Tess Gerritsen

“Z zimną krwią” nie jest nową książką autorki. Jej pierwsze wydanie to rok 1996, jednak ta akurat książka dotąd jakoś do mnie nie dotarła. Tym bardziej cieszę się, że pojawiają się na rynku tego rodzaju wznowienia, zwłaszcza jeśli dotyczą książek moich ulubionych autorów, a Tess z pewnością do takich właśnie należy.

Na pewno nie jest to też jedna z najlepszych powieści Tess. Zwłaszcza ci, którzy swoją przygodę z autorką (podobnie jak ja) rozpoczęli od tak doskonałych thrillerów jak “Chirurg” czy “Skalpel”, mogą uznać “Z zimną krwią” za książkę zupełnie przeciętną, płytszą i dużo gorszą od tamtych. Warto jednak pamiętać, że Tess Gerritsen zaczynała swą pisarską karierę właśnie od takich powieści. Myślę też, że nie jest dobrze spoglądać na te wcześniejsze pozycje przez pryzmat ich autora: możemy wówczas sporo przeoczyć i dużo stracić. A “Z zimną krwią” należy do książek całkiem dobrych i warto ją przeczytać.

Bohaterka powieści – Nina – zostaje porzucona przez swojego narzeczonego tuż przez ceremonią ślubną, w kościele. Chwilę później kościół wylatuje w powietrze i pojawia się pytanie: kto i dlaczego chce zabić Ninę? A może jednak nie chodzi o nią? Może to pastor się komuś naraził? Albo któryś z weselnych gości? Kiedy jednak ktoś usiłuje zepchnąć z drogi samochód Niny, sprawa zdaje się być jasna. Chociaż nie… Wcale nie jest jasna. Nina nie ma wrogów, pracuje w szpitalnej izbie przyjęć jako pielęgniarka, niesie ludziom pomoc, nikogo nigdy nie skrzywdziła. Jest zwyczajną, młodą kobietą, nie popełniła żadnego wykroczenia, nikomu nie podpadła, nikomu się nie naraziła. Kto więc i dlaczego czyha na jej życie?

Do śledztwa włącza się Sam Navarro, szef Wydziału ds. Zamachów Bombowych. Niestety zapewnienie ochrony Ninie, a do tego zlokalizowanie i zidentyfikowanie sprawcy, wcale nie należy do prostych zadań. Zwłaszcza, że Bombiarz – jak go ochrzczono – atakował już w paru miejscach w mieście. Nie wiadomo, gdzie zaatakuje ponownie, nie wiadomo, kogo ma na celu i policja nie jest w stanie przewidzieć, gdzie teraz się pojawi.

Atmosfera lęku i napięcia towarzyszy naszym bohaterom w tym samym stopniu, co nam, kiedy towarzyszymy im w ukrywaniu się i tropieniu zabójcy.

str. 56 – “Natychmiast zgasił światło w sypialni i sięgnął po broń. Wśliznął się do holu, zatrzymał się przy wejściu do salonu i szybko omiótł wzrokiem panującą tam ciemność”.

Powieść napisana jest bardzo dynamicznie. Z akcji wpadamy w akcję, jedno wydarzenie goni drugie. Powieść nie jest długa, liczy sobie raptem nieco ponad 230 stron, czyta się ją migiem i choć wielu rzeczy można się zwyczajnie domyślić, nie odbiera to wcale przyjemności z lektury. Być może chwilami akcja wydawała mi się nieco powierzchowna, ale zarówno całość, jak i zakończenie są ciekawe i ogólnie książka jest bardzo dobra.

Na uwagę zasługuje również wątek poboczny dotyczący specyficznego układu Niny z jej rodzicami, zwłaszcza z matką. A trzeba wiedzieć, że matka Niny to osoba ogromnie antypatyczna, co wywołuje wiele emocji.

str. 47 – “Przepraszam bardzo, ale czy nie od tego są matki? By nas podnieść i otrzepać?”.

Lekkie pióro autorki, nieskomplikowany język, łatwość przelewania myśli na papier i umiejętność przykuwania uwagi czytelnika to z pewnością plusy tej książki. Dzięki nim powieść zajęła mi raptem trzy godziny.

Jak w większości pierwszych książek Tess, także tutaj znajdziemy połączenie thrillera (a może raczej sensacji) z romansem. Myślę, że proporcje te rozkładają się po równo na oba gatunki. Jeśli jednak nie lubicie romansów, nie zrażajcie się. Ja również ich nie lubię, a książka bardzo mi się podobała. Największą jej zaletą jest dynamiczna, szybka akcja i brak jakiejkolwiek nudy.

Myślę, że warto po tę książkę sięgnąć, zwłaszcza jeśli lubicie powieści sensacyjne. No i oczywiście jesteście fanami Tess Gerritsen. Gorąco polecam.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Harper Collins Polska

*cytaty pochodzą z książki

“Dobra córka” Karin Slaughter

Karin Slaughter to autorka, po której książki sięgam nie czytając opisu wydawcy ani opinii w Internecie, biorę każdą jej powieść w ciemno i wiem, że mnie nie zawiedzie. To jedna z tych pisarek, od książek której nie można się oderwać i o których myśli się cały czas, nawet podczas zwykłych, rutynowych domowych czynności.

“Dobra córka” to opowieść o dwóch siostrach: Charlie i Sam. Blisko trzydzieści lat temu matka obu, wówczas jeszcze dziewczynek, została zamordowana. Rodzinna tragedia owiana jest wieloma tajemnicami i nie do końca wiadomo, co się wtedy tak naprawdę wydarzyło. Dziewczynki nigdy nie wyjawiły całej prawdy. Wydarzenia te jednak spowodowały, że więź między siostrami uległa poważnemu rozłamowi. Każda zajęła się swoim życiem i swoimi sprawami i właściwie nie mają ze sobą kontaktu. Pewnego jednak dnia przyjdzie im się spotkać, niestety ponownie w niesprzyjających i mocno tragicznych okolicznościach. Na oczach Charlie dochodzi bowiem do strzelaniny w szkole, dziewczyna angażuje się w sprawę, nie przypuszczając nawet, jakie sekrety z przeszłości wyjdą przez to na jaw.

Książka zaczyna się istną bombą, zanim dotarłam do trzydziestej strony, już miałam ciarki i wstrzymywałam oddech. Od pierwszych słów powieść wciąga w swój świat, a klimat niepewności, który temu towarzyszy, nie pozwala się od niej oderwać. Mimo pokaźnych rozmiarów w postaci ponad pięciuset stron, powieść czyta się bardzo szybko. Karin Slaughter to przede wszystkim bardzo lekkie pióro, prosty język, prawdziwe postacie, do bólu wręcz autentyczne i napięcie trzymające czytelnika przez cały czas lektury.

Pomimo tej objętości, ani razu nie miałam wrażenia przegadanych scen, zbędnych dialogów czy niepotrzebnych opisów. Tutaj wszystko do siebie pasuje i wszystko ma swój czas i swoje miejsce. Nie ma braków w wątkach i nawet jeśli coś jest niejasne, to możemy być pewni, że brakujący fragment układanki wskoczy na swoje miejsce i wszystko będzie pasowało idealnie.

str. 211 – “Ziemie sąsiada ciągnęły się aż po horyzont. Ten teren był zupełnie płaski. Nawet gdyby Charlie biegła zygzakiem, Sam potknęłaby się i upadła. Po prawej stronie na granicy posiadłości rósł las. Gdyby Charlie zdołała poprowadzić Sam w tamtą stronę, mogłyby się tam ukryć”.

“Dobra córka” to jedna z lepszych książek autorki, obok “Miasta glin” trafia na półkę moich ulubionych powieści, chociaż jak się tak zastanawiam, nie napotkałam jeszcze na takiej powieści Karin Slaughter, który by mi się nie spodobała.

To świetnie napisany thriller, jak zwykle nie brakuje w nim, tak charakterystycznych dla pisarki, mocnych scen, często brutalnych, prawdziwych, bez łagodzących epitetów, bez mydlenia oczu. Ale jest to również doskonale poprowadzona intryga kryminalna, zbrodnia i osądzenie sprawcy. Jest to opowieść o poszukiwaniu sprawiedliwości tam, gdzie na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że przecież wszystko jest jasne i wszystko wiemy. To, co jest tak porywające u Karin Slaughter, to to, że często jest zupełnie inaczej niż nam się wydaje. Czy poszukiwanie prawdy, sprawiedliwości i odkrywanie sekretów połączy obie siostry, czy też raczej na powrót poróżni i rozdzieli już na zawsze? Czy prywatne rodzinne tragedie będą miały moc uzdrawiania i pojednania, czy też zupełnie przeciwnie?

Książka ta to również złożona powieść psychologiczna o tym, jak trudno jest pokonywać własne słabości i o tym, że mimo, iż dajemy z siebie wszystko, czasem braknie nam sił. Pozwala uwierzyć, że po takich chwilach przychodzi lepszy czas i że nie zawsze musimy wszystko robić najlepiej. Może czasem warto pozwolić sobie na moment nic-nie-robienia i odpoczynku od świata. To też nauka wybaczania samemu sobie i chwila refleksji czy w ogóle warto…

Polecam “Dobrą córkę” wszystkim fanom thrillera i kryminału, a dla miłośników twórczości Karin Slaughter, jest to pozycja obowiązkowa. Na pewno się nie zawiedziecie.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Harper Collins Polska

*cytat pochodzi z książki

“Druga runda” Caren Lissner

W przerwie pomiędzy jednym a drugim thrillerem, ewentualnie kryminałem, sięgam czasem po coś zupełnie odmiennego. Tym razem była to powieść obyczajowa Caren Lissner pt.: “Druga runda”.

W wieku dwudziestu dziewięciu lat Gertie została nagle wdową. Zupełnie niespodziewanie i brutalnie życie odebrało jej męża, który zginął w wypadku samochodowym. Gert nieoczekiwanie dołącza do grona swoich przyjaciółek singielek i z przerażeniem myśli o randkowaniu z innymi mężczyznami. Przede wszystkim, czy to wypada? Jednak od śmierci Marka minęło już półtora roku i czas najwyższy, by dziewczyna wreszcie wyszła do ludzi. Samotność ją przygnębia, ale jednocześnie Gertie nie wie właściwie, jak zacząć.

str. 25 – “Jakże ciężko jest kogoś pokochać, poznać jego nawyki i pasje, przyjąć, że spędzisz z nim resztę życia, a potem nagle wszystko to utracić”.

Sama myśl, że miałaby dokądś wyjść, spędzić czas z mężczyzną innym niż Mark, okropnie Gertie stresuje. Bo w sumie nie wiadomo, jak się ubrać, jak zachować, jak wywrzeć pierwsze dobre wrażenie. Sama randka wydaje jej się czymś z zupełnie innego świata, kompletnie nierealnym. A pomijając już lęk i stres, jakie towarzyszą Gert, gdy o tym wszystkim myśli, kobiecie przeszkadza coś jeszcze. Gert nadal bardzo mocno tęskni za Markiem. Widzi go na ulicy, w snach, porównuje z nim innych, wspomina na każdym kroku, przypomina sobie wspólne chwile. Takie momenty nie są dla niej łatwe.

str. 263 – “Gert pomyślała, że całe to gadanie o tym, że czas leczy rany, to bzdura. W życiu może się wydarzyć wiele rzeczy, które wymagają pełnej koncentracji i przez pewien dłuższy nawet czas odciągając uwagę od śmierci najbliższej osoby, ale ból pozostaje i wybucha w niespodziewanym momencie. Rocznice śmierci, urodzin, ślubu czy taka ulotka reklamująca wycieczkę statkiem są jak iskra, która doprowadza do eksplozji”.

A właściwie to kto powinien decydować o tym, kiedy kończy się żałoba? Kiedy trzeba porzucić smutek i żal? I dlaczego tak trudno jest pogodzić się ze stratą? I nawet kiedy wydaje się, że już jest w porządku, to nagle wydarza się coś, co ni stąd ni zowąd, przemienia drobny smutek w okrutną rozpacz, a z oczu wyciska morze łez.

“Druga runda” to opowieść o tym, że nawet po tak wielkiej stracie, jaka spotkała Gertie, warto iść ciągle do przodu. I choć poczucie winy towarzyszące randkowaniu po śmierci ukochanej osoby, to uczucie dość częste, warto z nim powalczyć i pomyśleć trochę o sobie. Tęsknota za bliskością, za bratnią duszą, bywa bardzo frustrująca. Rzadko kto marzy przecież o tym, by iść przez życie całkiem samotnie. Tylko czy nowy partner jest w stanie zastąpić tego, którego zabrakło? Czy zrozumie?

str. 176 – “(…) jedną z najtrudniejszych rzeczy po utracie kogoś bliskiego jest próba wyjaśnienia, ile ta osoba dla nas znaczyła. Trudno w jednej rozmowie streścić życie człowieka. Kto jest w stanie zrozumieć te niuanse i drobiazgi i kto miałby cierpliwość ich słuchać?”.

Powieść napisana jest prostym, potocznym językiem, a lekkie pióro autorki sprawia, że książkę czyta się szybko i przyjemnie. Do tego mamy tu spory druk i podział na niezbyt długie rozdziały. Wszystko to składa się na dobrze napisaną powieść obyczajową, która – mimo iż liczy sobie trzysta pięćdziesiąt stron – jest lekturą na kilka godzin czy dwa, trzy wieczory. Mnie dodatkowo urzekła okładka: ciepła, ze smakiem, jasna, taka, która od razu wzmaga tęsknotę za latem.

Sama powieść kojarzyła mi się chwilami z “Dziennikiem Bridget Jones”, a chwilami z “Seksem w wielkim mieście” – ale z serialem TV, nie z książką. Gert – podobnie jak bohaterki wspomnianej przeze mnie książki i filmu – ma przyjaciółki, które na swój sposób pomagają jej odnaleźć się w świecie nowojorskich singli. Ma też szefową, z którą układa jej się bardzo różnie, w zależności od humorów tejże. Akcja toczy się w Nowym Jorku, więc poznajemy tamtejsze knajpki, codzienność mieszkańców, ludzi w ogóle, sklepy i życie, jakie wiodą nowojorczycy.

Zdarzają się w książce momenty humorystyczne i zabawne, zdarzają się melancholijne i smutne. To taka powieść o życiu, o jego blaskach i cieniach, wreszcie o tym, jak sobie radzić w chwilach, które nas przerastają, kiedy ból nie chce odpuścić, a nasze wspomnienia tylko ten ból pogłębiają i potęgują.

Czy warto próbować ułożyć sobie życie na nowo? Po tak wielkiej stracie? Kiedy Gertie kogoś poznaje, mimo iż dręczą ją wątpliwości i nie wie, jak postąpić, to jednak uważa, że warto, bo:

str. 329 – “Strach przed samotnością jest gorszy niż bycie samotnym”.

I tego właśnie należy się trzymać. I tego właśnie bardzo chce się trzymać Gertie. Bo przecież nadal chyba zasługuje na szczęście, prawda?

“Drugą rundę” polecam miłośnikom powieści obyczajowej, którzy cenią sobie spokojną akcję, lekturę bez fajerwerków i historie wzięte prosto z życia. Tutaj właśnie taką poznacie.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Harper Collins.

*cytaty pochodzą z książki

 

 

 

 

 

Copyright © 2020. Powered by WordPress & Romangie Theme.