Tag Archives: Wiersze

“Flamingi” Bożena Kraczkowska

Lubicie poezję?
A czytacie poezję?
Osobiście lubuję się w wierszach Adama Asnyka, Władysława Broniewskiego czy Antoniego Słonimskiego. Lubię do nich wracać, czasem zapomnieć się w tomikach ich wierszy. Rzadko sięgam po nowości, ale przyznaję, że od czasu do czasu lubię przeczytać coś z zupełnie innej bajki niż poeci, o których wspomniałam.

Tym razem w moje ręce trafił tom wierszy Bożeny Kraczkowskiej pt.: “Flamingi”. Miałam już przyjemność recenzować książkę pani Bożeny, ale była to baśń dla dzieci i młodzieży “Purpurowe Gniazdo”.

Wiersze mają to do siebie, że nie lubię ich czytać szybko. Lubię je kontemplować, lubię smakować, lubię zatapiać się w słowach autora i próbować odnaleźć w nich jego samego, jego myśli, jego marzenia, jego serce. Oczywiście nie zawsze mi się to udaje, ale zawsze próbuję. A czasem warto po prostu bez żadnych analiz dać się porwać poezji i niczego na siłę nie szukać.

“Flamingi” to bardzo zróżnicowany zbiór utworów, wśród których znajdziemy zarówno radość i śmiech, jak i łzy czy zniechęcenie. To taka mieszanka tego, co każdego z nas w życiu spotyka. To cały wachlarz emocji i uczuć oraz przeżyć – często bardzo osobistych – jakimi dzieli się z nami autorka.

Czytelnik znajdzie tu wiersze smutne, pełne goryczy, ale również lekkie, z humorem, wesołe. Są w tomiku też utwory inspirowane wydarzeniami na świecie, jak trzęsienie ziemi w L’Aquila w 2009 roku, wojna na Ukrainie, ale też te, które autorka poświęca wspomnieniu choćby twórczości Wisławy Szymborskiej.

Poprzez swoje wiersze poetka przekazuje, że na świecie jest zbyt wiele okrucieństwa i zła. Że człowiek nie potrafi docenić tego, co ma i że radość z małych rzeczy na pewno pozwoliłaby ludzkości pełniej cieszyć się życiem. Bo umiejętność cieszenia się z rzeczy małych jest w dzisiejszych czasach bardzo deficytowa.

str. 62 – “Wszechświat powstał z czarnej dziury
i czarna dziura go w końcu pochłonie.
Dlatego tak ważne są… wiśnie”. (“Śmierć ziemi”).

Do wielu spraw autorka podchodzi z dystansem i humorem, ale chwilami miałam wrażenie, że ten humor to taki uśmiech przez łzy.

str. 11 – “Trafił mi się anioł stróż, co nie dba o pióra…”. (“Donos na anioła”).

Różnorodność utworów w tomiku jest tak ogromna, że trafią one w każde gusta. Są wiersze romantyczne, są dramatyczne, są zabawne, muzykalne, o szybkim, bardzo przyjemnym rytmie, są wiersze rymowane i są wiersze białe. Są też wśród nich takie, które stwierdzają życiowe – bardzo zresztą trafne – prawdy, jak ta, że “nic nie jest na zawsze”, że każdy niemal człowiek ma za mało czasu dla samego siebie i wreszcie że “człowiek jest głupcem niezmiennym”. Dlaczego jest głupcem? Cóż, myślę, że każdy z nas potrafiłby przytoczyć choć jeden na to dowód.

Czytając “Flamingi” (a przeczytałam książkę dwukrotnie), odniosłam wrażenie, że pani Bożena Kraczkowska potrafiłaby napisać wierszowany utwór na każdy temat. I nie ważne, czy byłaby to forma lekko humorystyczna, melodramatyczna czy też zupełnie inna, to z pewnością wypadłaby ona bardzo dobrze.

Kiedy brałam książkę po raz pierwszy do rąk – z piękną zresztą dedykacją od autorki – zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Przejrzałam książkę pobieżnie, ale kiedy zaczęłam czytać, wciągnęłam się w świat “Flamingów” i była to bardzo udana przygoda.

str. 78 – “Wychudzone żurawie poszukują wody.
Skowronki zawracają – w gniazdach jeszcze lody.
Wiosna była gotowa zielenią maznąć tuję,
lecz zima się zapomniała i lodem kuje, kuje…”. (“Wiosna”)

Dodatkowym atutem książki są ilustracje Małgorzaty Chomicz, która na co dzień mieszka we Włoszech. Ilustracje są mroczne, bardzo klimatyczne, niesamowicie działają na wyobraźnię. Być może wpływa na to ich monochromatyczność. Albo nie do końca jasne przesłanie. W każdym razie wprowadzają one do całości niezwykłą atmosferę podszytą grozą i trochę żałuję, że nie ma ich w tomiku więcej. Niektóre wiersze zostały przełożone przez Mirosławę Pieńkos na język włoski, dzięki czemu możemy zobaczyć, jak brzmią utwory w innym języku, a może nawet znajdą się w Polsce miłośnicy poezji w języku włoskim i chętnie wiersze przeczytają.

“Flamingi” to udany, ciekawy i jedyny w swoim rodzaju zbiór wierszy, który spodoba się każdemu miłośnikowi współczesnej poezji. To pozycja dla tych, którzy lubią czytać o życiu, sprawach codziennych i otaczającym nas świecie w wydaniu nieco bardziej romantycznym i zupełnie niepospolitym. Gorąco polecam i zachęcam do lektury.

Za książkę i dedykację bardzo dziękuję autorce – Bożenie Kraczkowskiej :)

*fragmenty wierszy pochodzą z książki

 

 

 

 

 

262.

Twojej pamięci…


Pomarańczowym ogniem płoną liście tej jesieni,
szarpane wiatrem opadają na pokrytą złotem i czerwienią ziemię.
Wysoko w chmurach szybują spóźnione, jesienne ptaki,
ostatnie klucze dzikich gęsi odlatują na południe.

 
Nie zgasły jeszcze płomyki zniczy na cmentarzach,
nie powiędły świeże kwiaty w wieńcach,
liście nie zdążyły przykryć grobów miękką kołdrą.
Jeszcze słońce ozłaca ścieżki, liczy kasztany pod nogami…

 
Tak pięknie i złoto jest tej jesieni,
A Ty – odszedłeś.
A dopiero ściskałam Cię na powitanie po latach.
I na pożegnanie, kiedy wyjeżdżałam.

 
Czułam to wtedy.
Czułam, że to będzie ostatni raz.
Tak bardzo brakowało Ci powietrza…

 
Już Cię nie uściskam,
a Ty nie uściskasz mnie.
Nie przytulisz mojego dziecka.
Nie porozmawiasz ze mną.
Nie zobaczę błękitu Twoich oczu.

 
Nie doczekałeś już kolejnych świąt,
nie weźmiesz mojej książki do ręki,
nie ubierzesz choinki,
nie uśmiechniesz się i nie powiesz, że wszystko jest dobrze.

 
Zasnąłeś tej nocy. Po cichu, tak samo jak żyłeś.
Po tamtym niemym pożegnaniu.

 
Teraz wreszcie możesz odetchnąć pełną piersią,
Dziadku.

 

4 listopada 2011 r

(z twórczości własnej)

188.

Moje niebo

Przeglądam się w źrenicach
gwiazd błyszczących na niebie…
Są tak blisko, że starczy wyciągnąć rękę,
by dotknąć ich palcami.
Niebo jest ciepłe i atłasowe
w dotyku.
Miękko opada na moje ramiona,
otula je cieniutką pelerynką.
Zamykam oczy.

Daleko od stron rodzinnych,
daleko od rodzinnego domu,
a niebo to samo.
Patrzę w oczy tym samym
gwiazdom,
tuż nade mną zawiesił się
gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy.
Gdyby mogła,
zamachałaby ogonem na powitanie,
bo przecież dobrze się znamy…
Odwiedzała mnie wiele razy
nad dachem rodzinnego domu,
pomagała marzyć,
mówiłam jej “dobranoc”
każdego wieczora,
a ona mrugała do mnie.

I teraz jest tutaj.
Ta sama.
Na tym samym niebie.
Niezmiennie jak stróż.

Z twórczości własnej
więcej oczywiście na mojej stronie

136.

Nareszcie zobaczyłam swój wiersz w “Angorze”, po 7 miesiącach oczekiwań :-) No ale juz na samym początku zostałam uprzedzona o długich terminach, tym bardziej mnie teraz to cieszy. A jeszcze bardziej niż ten druk cieszy mnie fakt, że napisali do mnie ludzie, którzy wiersz przeczytali, dostałam bardzo serdeczne i ciepłe maile… Bardzo miło :-)

112.

Zosi

(24 stycznia 2008 r)

Przychylić dla Ciebie nieba to mało,
przesuwać góry – niewiele,
darować Ci gwiazdkę z nieba bym chciała,
w piątek, w sobotę, w niedzielę.

Lecz gwiazdki wiszą wysoko,
daleko na niebie wieczornym,
mieszkają z księżycem odległym,
nocy panem wytwornym.

Poszukam wysokiej drabiny,
z tysiącem, milionem szczebelków,
będę się wspinać do nieba,
po gwiazdkę dla Ciebie, Wróbelku.

Będę wędrować przez całą noc,
ciągle do góry, w niebieskie niebo,
aż dotrę tam, gdzie śpią Twoje sny
i księżycowe, gwiazd pełne, drzewo.

Zerwę dla Ciebie piękną gwiazdeczkę,
jak świetlik latem świecącą
i wrócę do Ciebie jeszcze przed świtem,
wciąż drogą w dół mnie wiodącą.

Wrócę do Ciebie, gdy będziesz spała,
snem cichym, spokojnym jeszcze,
z twarzyczką pogodną, z uśmiechem na buzi,
w pościeli z pluszowym pieskiem.

Powieszę Ci gwiazdkę w rogu łóżeczka
za jedno ze złotych ramion.
Będzie Cię strzegła, moja Córeczko,
jak jasny, piękny, stróż anioł.

z twórczości własnej

Copyright © 2017. Powered by WordPress & Romangie Theme.