Tag Archives: Fantasy

“Uzdrowiciel. Wiedźma” Magdalena Kułaga

Po przeczytaniu pierwszego tomu “Uzdrowiciela” (moja opinia tutaj: http://marta.kolonia.gda.pl/connieblog/?p=2085), w którym to tytułowy Wiwan ledwie uchodzi z życiem po heroicznej ucieczce z zamku przez gęste lasy królestwa, bardzo chętnie i z dużymi oczekiwaniami, sięgnęłam po tom drugi. Główną wadą tomu pierwszego był panujący z początku chaos i zbyt wielu bohaterów wprowadzonych na raz. Tutaj, od pierwszego rozdziału, wszystko jest poukładane, a po tamtym chaosie nie pozostaje nawet ślad.

Wiwan Beckert, już bezpieczny w domu, dochodzi do pełni sił w otoczeniu przyjaciół i rodziny. Tymczasem z miasteczka zaczynają znikać ludzie i początkowo nikt nie wie, dlaczego. Wkrótce okazuje się, że wielu bliskich uzdrowiciela zostało również porwanych. Niestety nikt nie wie, kto i dokąd ich porwał. Kiedy wychodzi na jaw, że uprowadziła ich załoga Ramseya, kapitana cumującej na morzu Cadelii, ruszają im na ratunek, wypływając w morze Hydrą. Wśród porwanych jest Ross – Czarodziej Klejnotu oraz Oliwier. To ich głównie będą chcieli uwolnić i sprowadzić do domu przyjaciele uzdrowiciela. Hydra wyrusza w pogoń za Cadelią i wkrótce załoga statku będzie mogła dokonać abordażu na statek Ramseya i stoczyć bitwę na śmierć i życie.

W powieści pojawia się pewna okrutna postać: Mayene, wiedźma bez serca i sumienia, silna i potężna, o wielkiej mocy, zła i podstępna. Chce koniecznie zabić Wiwana. Uzdrowiciel będzie się musiał zmierzyć z ogromnym koszmarem i jakoś ją powstrzymać, co niestety okaże się niezmiernie trudne. Wiwan sądzi nawet, że pokonanie jej będzie zwyczajnie niemożliwe. Ma on wprawdzie moc uzdrawiania oraz (w razie potrzeby) uśmiercania ludzi, jednak problem polega na tym, że Mayene nie jest człowiekiem i na domiar złego nie posiada bijącego serca, które Wiwan mógłby w chwili zagrożenia zatrzymać.

Poza znanym nam już z części pierwszej Wiwanem, jego bratem Pafianem oraz przyjaciółmi: Oliwierem, jego siostrą Julien, Selem, Rossem i Alaseiem, w książce pojawiają się też nowi bohaterowie, których wyjątkowo polubiłam. Są to elfy: rudowłosa Waszeba i jej brat Dinnaroth, przez przyjaciół zwany Dinnem. Waszeba, zauroczona młodym uzdrowicielem, zostaje wkrótce jego strażniczką, gotową oddać za niego życie.

Do historii nieoczekiwanie powraca również Tenan, związany okrutną klątwą z bransoletą, z której to powodu stał się zabójcą. Tenan od nikogo nie żąda przebaczenia, nie sądzi zresztą nawet, że na nie w ogóle zasługuje. Dowiadujemy się, kto trzyma go w szachu i dlaczego nadal każe mu zabijać.

“- (…)Zabijesz, nim się obudzi. To ma być nauczka. Niech płaczą i rozpaczają. Niech ciało będzie w takim stanie, że jego widok wstrząśnie nimi do głębi!
Milczał. Jeśli chciała, by to zrobił, musiała dać mu wyraźne polecenie. Takie było działanie klątwy. Z własnej woli nie robił niczego złego”.

Nie sposób przestać porównywać drugiego tomu “Uzdrowiciela” z częścią pierwszą. Uznałam więc, że chyba po prostu to zrobię, żeby mieć to za sobą i żeby mnie więcej nie kusiło.

Pierwsza różnica to przede wszystkim postać samego Wiwana, którego było bardzo mało w pierwszej części. Tutaj wyraźnie widać, że jest to ta główna postać, nawet nie dlatego, że występuje w powieści najczęściej, ale przede wszystkim dlatego, że cała akcja i to, co się dzieje, kręci się właśnie wokół niego. Poznajemy go tu zdecydowanie lepiej, dopuszcza nas on do pewnych sekretów i tajemnic ze swojego życia. Do rozterek i wątpliwości. A obdarzony niezwykłym i potężnym darem, ma ich naprawdę sporo.

Drugą taką wyraźną różnicą pomiędzy książkami, jest strona techniczna. Podczas gdy w pierwszym tomie raził chaos, w drugim wszystko jest poukładane. Czytelnik nie gubi się już w zawiłościach akcji, a rozdziały, na ogół poświęcone raz bohaterom w miasteczku, a raz na statku, wprowadzają na tyle przejrzysty układ, by czytelnik czuł się tu komfortowo i nie kręcił się w kółko jak w labiryncie.

I kolejna istotna różnica: w pierwszej części autorka starała się bardzo szczegółowo scharakteryzować wszystkie niemal występujące w książce postaci. Było to dość trudne, bo przewijało się ich przez akcję naprawdę sporo i właśnie ten tłum bohaterów był przyczyną wszechobecnego bałaganu. W kontynuacji przygód Wiwana pani Magdalena skupiła się na kilku wybranych postaciach, które odgrywają w powieści najważniejszą rolę. Pobocznym również niczego nie brakuje, ale te pierwszoplanowe jak Wiwan, Ross, Waszeba czy Oliwier, zostały potraktowane z wyraźnym pierwszeństwem. To sprawia, że dokładnie wiemy, komu należy poświęcić najwięcej uwagi.

Podobnie jak po przeczytaniu pierwszego tomu, także i tutaj jestem po wielkim wrażeniem wykreowanych przez autorkę postaci. Nieprzeciętni bohaterowie, z bardzo dobrze nakreślonymi cechami charakteru, autentyczni i niezwykle namacalni, to jeden z największych atutów powieści. Każdy z nich jest inny, każdy w jakiś sposób się wyróżnia, każdy obdarzony jest tak bogatym zestawem cech charakteru, że aż trudno uwierzyć, że to wyimaginowane osoby, a całość to “tylko” fikcja literacka. Tutaj nikt nie jest idealny, tutaj każdy ma słabości. Nawet uzdrowiciel, ze swoim niezwykłym darem, nie wstydzi się powiedzieć, że jest przerażony. Wyczuwający nastroje i lęki innych, którzy go otaczają, ciągle boryka się z moralnym problemem “czy powinienem?”. I niezależnie od tego, czy to właśnie uzdrowiciel czy wojownik, mężczyzna czy kobieta, postać dobra czy negatywna, bije się ona z podobnymi dylematami.

“Bliskość uzdrowiciela otuliła jej zmysły niczym ciepły i miękki koc zimową nocą. Jego obecność, zapach, dotyk nawet, gdy położyła dłoń na jego dłoni, by sprawdzić czy jest ciepły, jednocześnie kierowana tajemniczą tęsknotą, uśpił jej instynkt. Wiwan nie robił tego świadomie. Tak działał na ludzi, gdy sam był w dobrym nastroju”.

Obok wątku głównego, jakim jest nieustanna walka z Mayene, znajdziemy tu wiele wątków pobocznych, które pozamykały parę spraw rozpoczętych w pierwszej części “Uzdrowiciela”. Najmocniejsze wrażenie wywarł na mnie ten mówiący o wzajemnych animozjach Rossa i jego matki – kobiety okrutnej, strasznej, podłej. Bywało, że zastanawiałam się, która z nich budzi we mnie bardziej negatywne odczucia: wiedźma Mayene czy może jednak Cadelia, matka Rossa.

Również wątek powrotu Tenana związanego klątwą oraz jego nie do końca pewne uczucia do Julien, śledziłam z ogromną ciekawością. Tenan jest w ogóle ciekawą postacią, niby zły, ale fakt, że właściwie kieruje nim klątwa, czyni z niego postać ze wszech miar tragiczną.

Bardzo podoba mi się styl autorki. Jest lekki i przyjemny w odbiorze, z poetycką nutą, bez popadania w nadmierną ilość dziwnych związków frazeologicznych. Ponieważ książkę czytałam po wstępnej obróbce autorskiej, jeszcze przed wszelką korektą, nie będę czepiać się błędów, których tu trochę znalazłam. Myślę, że przed ukazaniem się na rynku wydawniczym, książka przejdzie odpowiednią, profesjonalną korektę.

Podobnie jak pisałam o tym w opinii o pierwszym tomie “Uzdrowiciela”, również tutaj nie brakuje skomplikowanej palety uczuć, jakie są udziałem naszych bohaterów. Bogactwo emocji, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych, uderza czytelnika w samo serce. Dynamicznym postaciom towarzyszą równie gorące uczucia. I nie zabraknie tu niczego: miłości, pożądania, pięknej przyjaźni, radości, ale również strachu, wyrzutów sumienia czy wątpliwości.

Bardzo spodobały mi się wszelkie opisy, autentyczne i realistyczne, niezależnie od tego, czy czytamy o gęstych lasach, o miasteczku, ludziach czy sunących po falach statkach. A najbardziej lubię w wykonaniu pani Magdaleny pełne dynamiki opisy walk, choćby jak ta stoczona na pokładzie Cadelii czy też te, które przyjdzie bohaterom stoczyć z okrutną wiedźmą lub ze smokiem. Żaden opis nie jest tu zbędny, żadna z walk nie nuży, a każde zdanie, każdy rozdział, pchają akcję mocno naprzód i czytelnik podczas lektury nie ma poczucia straty czasu. Autorka ma talent do opisywania miejsc i sytuacji w sposób bardzo plastyczny i sugestywny.

“Waszeba wyciągnęła strzałę z kołczanu, gdy smok zatoczył nad targowiskiem szersze koło, przelatując w ich pobliżu. Naciągnęła cięciwę i wypuściła strzałę”.

Bardzo polubiłam wątek związku Rossa z Klejnotem Nadziei, niejako kontynuację z pierwszej części książki. Ciekawie ujęte myśli samego klejnotu, który jest w stanie porozumiewać się z Rossem, a dzięki mocy, jaka jest teraz jego udziałem, Ross został przez ludzi nazwany Czarodziejem Klejnotu Nadziei. Potrafi on bowiem wpływać na myśli innych ludzi czy choćby oddziaływać na pogodę.

Przez większość lektury “Uzdrowiciela” jedna myśl nie dawała mi jednak spokoju, a mianowicie imię wiedźmy. Mayene – brzmi zbyt łagodnie, zwiewnie, delikatnie, jak na mój gust. Trochę śpiewnie, kolorowo niczym kwiaty. A przecież Meyene była okrutną wiedźmą, zupełnie nie liczącą się z uczuciami innych, podłą i paskudną, której krzywdzenie ludzi sprawiało nieopisaną przyjemność. Moim zdaniem imię wiedźmy jest zbyt łagodne. Z drugiej jednak strony być może tak właśnie jest dobrze? Takie zderzenie tego kwiecistego imienia z morderczymi zapędami jego właścicielki?

Ciężko tę książkę zamknąć w tych kilkunastu zdaniach. Czyta się ją szybko i lekko, a ogrom emocji w niej zawartych, nie pozwala się od niej oderwać. Trudno zapomnieć pełne wzruszeń przygody i bohaterów, których skomplikowane związki i moc cech charakteru, nie pozwalają przejść obok nich obojętnie.

To z całą pewnością książka dla miłośników fantasy, jednak wcale nie obfituje ona w setki stworzeń nie z tej ziemi, więc jeśli ktoś nie przepada za tym gatunkiem, ale lubi powieści przygodowe i lekko magiczne, to też się tu odnajdzie. Znajdziemy tu wprawdzie wiedźmę, elfy, nadprzyrodzone moce i niecodziennych bohaterów, pojawia się nawet smok, ale mnie – zagorzałego fana thrillera i kryminału – książka bardzo wciągnęła i bardzo mi się spodobała. Z pewnością jeszcze kiedyś do niej wrócę. Do obu części.

Drugą część “Uzdrowiciela”, czyli książkę “Uzdrowiciel. Wiedźma”, oceniam znacznie wyżej niż pierwszą, głównie z racji braku bałaganu i napięcia, jakie stwarza czająca się gdzieś za plecami bohaterów czarownica. Książkę też lepiej i lżej się czyta.

Polecam gorąco. Głównie tym, którzy lubują się w gatunku fantasy oraz tym, którzy mają ochotę sięgnąć po coś rodzimego, z przygodą w tle i niezwykłymi bohaterami.

Za możliwość lektury bardzo dziękuję autorce, pani Magdalenie :)

*cytaty pochodzą z książki

“Uzdrowiciel. Cienie przeszłości” Magdalena Kułaga

Przyznaję, że dość sceptycznie podchodziłam do tej książki, ponieważ nigdy nie udało mi się zaprzyjaźnić z fantastyką. Ponieważ jednak w opisach wydawcy oraz na LC powieść opisywana jest jako fantasy, uznałam że warto spróbować. Fantasy już mocniej kojarzy mi się z baśnią, a te bardzo lubię. Czy bałam się debiutu? Absolutnie nie! Nie przeczytałam też żadnej opinii w Internecie przed rozpoczęciem lektury.

Początkowo sądziłam, że tytułowy uzdrowiciel będzie odprawiał jakieś sztuki magiczne niczym czarnoksiężnik z opowiadań o Merlinie i tym samym będzie uzdrawiał ludzi. Jestem bardzo mile zaskoczona, ponieważ autorka obmyśliła to jednak nieco inaczej.

Bohaterem powieści jest Wiwan obdarzony niecodzienną mocą. Jego krew ma właściwości uzdrawiające, ale także on sam jest bardzo niezwykły i posiada wielki dar. Dar, który jednocześnie jest jego przekleństwem i nieuchronnie prowadzi go do zguby. Ponieważ w królestwie Tenchryz panuje epidemia, umierają ludzie, król postanawia zamknąć uzdrowiciela na dworze, w pałacu, by mieć go stale “pod ręką”. Wiwan ma jednak brata i przyjaciół, którzy postanawiają uwolnić go za wszelką cenę. Okrutnie poranionego przez oszalały tłum – który chce dotknąć choć jednego palca uzdrowiciela – ledwie trzymającego się przy życiu, odbijają go w końcu z pałacu. Niestety jego życie wisi na włosku i teraz grupa przyjaciół stara się zrobić wszystko, by przeżył.

Z początku nie mogłam się w książce odnaleźć. Chaos panujący w paru pierwszych rozdziałach nieco wybijał z rytmu. Pojawiające się co chwilę coraz to nowe postacie, do tego również panujący bałagan na dworze królewskim – wszystko to utrudniało mi wczucie się w atmosferę powieści. Później jednak, zwłaszcza w chwili, gdy naszym bohaterom udaje się dostać do pałacu i odnaleźć Wiwana, nie mogłam się już oderwać od czytania. Klimat całej historii nie przypomina mi niczego, co czytałam do tej pory i jest to dla mnie największa zaleta tej książki. Autorce udało się stworzyć coś nowego, innego, zupełnie odmiennego od wielu książek, po które dotąd sięgnęłam.

Bohaterowie, nieprzeciętni, charakterystyczni, zostali dobrze i przejrzyście nakreśleni. Pafian, brat uzdrowiciela, uparcie dążący do celu, Oliwier, ze swoją delikatnością i subtelnością, tak różny od tego pierwszego, Ross, sam siebie uważający za kogoś gorszego, Julien, delikatna, a jednocześnie twarda – każdy z nich wyróżnia się mocno na tle całości. I do tego niezwykła więź pomiędzy bliźniętami – to z pewnością jeden z moich ulubionych motywów “Uzdrowiciela”. Każdy z bohaterów został obdarzony innymi cechami charakteru i odmienną osobowością, dzięki czemu rozpoznajemy ich choćby po tym co i jak mówią, jak się poruszają, jak gestykulują i jakim tonem przemawiają. Także relacje pomiędzy poszczególnymi postaciami są mocno skomplikowane. Więzi rodzinne, miłosne, przyjaźń, wierność, wiara w pewne ideały, którym nasi bohaterowie są oddani – znajdziemy tu to wszystko podane w sposób nieszablonowy i ciekawy. Przez cały czas towarzyszyć nam będzie mozaika ich przeżyć: smutek, radość, cierpienie, tęsknota, nadzieja.

“Chociaż nie umiał dobrze władać mieczem, bo jego wcześniejsza choroba nie pozwalała mu na wysiłek, choć noga odmawiała już posłuszeństwa przy każdym ruchu rozdzierana przez szkło, to gniew tłumiony w nim przez całe życie, w jednej chwili uczynił z niego demona zemsty”.

Bardzo spodobał mi się styl autorki. Jest dopracowany i przyjemny w odbiorze, chwilami wręcz poetycki. Brak tu powtórzeń, stylistycznych dziwactw, a jeśli znajdują się błędy, to jest ich relatywnie niewiele i na ogół są to literówki lub błędnie postawione przecinki (ewentualnie ich brak).

W pierwszych rozdziałach brakowało mi mocno głównej postaci, jaką jest Wiwan. Bardzo mało było w nich tytułowego uzdrowiciela. Rozumiem jednak zamysł autorki we wprowadzaniu wszystkich bohaterów w pewnej kolejności i porządku.

Choć z początku się na to nie zanosiło, muszę przyznać, że książka mnie zaczarowała, zwłaszcza w tej drugiej części, kiedy grupa przyjaciół wraz z Wiwanem ucieka z pałacu. Ich wzajemne relacje wciągnęły mnie na tyle, że kilka ostatnich rozdziałów przeczytałam jednym tchem, a kiedy musiałam odłożyć książkę na półkę, ciągle o niej myślałam. Odrobinę zawiodła mnie końcówka. Bardzo chciałam wiedzieć, co będzie dalej i jak rozwiążą się niektóre problemy. Tutaj wszystko nagle się urwało i teraz aż błaga o ciąg dalszy. Może tak miało być? Bo z tego, co się orientuję, autorka pracuje nad dalszym ciągiem. Na szczęście. Osobiście bardzo chcę poznać dalsze losy Wiwana i jego przyjaciół. Polubiłam Oliwiera, Rossa, Pafiana, Sela i samego uzdrowiciela, no i chętnie poznam dalszą część perypetii reszty przyjaciół Wiwana. Złożoność postaci umila czytanie, tutaj nikt nie jest podobny do drugiego, każdy jest indywidualną, osobną jednostką i czuć to w każdym słowie.

“Uzdrowiciel” to książka bardzo emocjonalna, przesycona wręcz całą bogatą paletą uczuć. I to przeróżnych: miłości, nienawiści, władzy, pożądania, fascynacji, zemsty, przyjaźni. I wszystkie te uczucia wypływają wręcz z tekstu, są wyczuwalne, namacalne i trzeba przyznać, że autorka ma ogromny talent do ich kreowania. Potrafiła stworzyć interesujących bohaterów, nieszablonowych, z bogatą osobowością, pozbawionych płaskości i nudy. Jestem pod wrażeniem postaci, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych, ich różnorodności i bogactwa cech ich charakterów. To postaci z krwi i kości, pełne dynamiki, wyraziste, autentyczne.

Również opisy ucieczki, heroicznej walki w obronie bliskich czy ukrywania się przed wrogimi wojskami, podane były ciekawie i z polotem:

“Gdyby uciekinierzy mogli jednak widzieć całą tę sytuację z góry, zobaczyliby, że w miarę jak droga zbliża ich do Bramy Zachodniej, szeregi wrogów z niemal wszystkich stron systematycznie się zacieśniają, a u celu czeka ich pułapka. Żądni krwi uzdrowiciela ludzie gonili ich po dachach coraz bliżej, zacieśniając pogoń jak pętla na szyi skazańca. Może i nie wiedzieli, kiedy uzdrowiciel będzie chciał wyjechać z miasta. Ale to nie znaczyło, że nie byli na to przygotowani”.

Książkę oceniam jako bardzo dobrą i zaznaczam, że absolutnie nie jest to fantastyka. Fantasy jak najbardziej, choć próżno tu szukać jakichś baśniowych stworów czy postaci. Język też jest raczej współczesny, jednak zachowując tę współczesność języka, autorce udało się równocześnie utrzymać lekko tajemniczą i baśniową atmosferę, co czyni powieść ciekawą i wciągającą – a to też jest jej ogromna zaleta.

Książka spodobała mi się, wciągnęła mnie i zaintrygowana śledziłam losy bohaterów. Bardzo się cieszę, że po nią sięgnęłam. Mimo początkowego chaosu, ogólnie książkę czyta się bardzo przyjemnie. Razem z bohaterami przeżywamy ich sukcesy i porażki, ich smutki i radości. Warto przeczytać, polecam.

Za książkę bardzo dziękuję pani Magdalenie, jednocześnie dziękując za cierpliwość i wyrozumiałość. Niecierpliwie czekam na kontynuację.

* cytaty pochodzą z książki

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.