Tag Archives: Wydawnictwo Dlaczemu

“Nazywam się Milion” Karina Krawczyk

“Nazywam się Milion” to najnowsza powieść od Wydawnictwa Dlaczemu i kolejna pozycja, której patronuje, między innymi, Papuzie pióro, co ogromnie mnie cieszy.

Książka od razu przyciągnęła moją uwagę. W świecie, w którym nawet fakt, co twój sąsiad jadł na śniadanie, nie jest dzisiaj już żadnym sekretem, pojawia się nagle tajemnicza dziewczyna. Nie wie, a raczej nie pamięta, skąd pochodzi, gdzie dotąd mieszkała. Nie jest zorientowana w sytuacji politycznej naszego kraju, nie pamięta znaczenia niektórych słów. Ze snu wyrywa ją wizerunek kobiety, którą być może kiedyś znała… Niestety nie wie nawet, gdzie jej szukać, ani czy ta w ogóle kiedykolwiek istniała. Może jest tylko i wyłącznie wytworem jej wyobraźni?

Dziewczyna jest zagubiona. Prosi o pomoc komisarza lubelskiej policji – Pascala Kirskiego. Ku swemu zdumieniu policjant odkrywa, że dziewczyny nikt nie zna, nikt jej też nie szuka, nikt nie zgłosił zaginięcia. Nie wiadomo zupełnie, skąd się wzięła. Jedyną rzeczą, jaką o niej w tej chwili wiadomo to to, że teraz mówią na nią Milion.

str. 459 – “Przyprowadził ją policjant, błąkała się po naszym lubelskim dworcu. Była ubrana w piżamę. Sprawdziliśmy, czy ktoś zgłaszał zaginięcie kobiety. Obdzwoniłam inne szpitale psychiatryczne, ale nic. Nikt nigdy jej nie szukał”.

Kirski wyszedł właśnie ze szpitala i równolegle z poszukiwaniami tożsamości dziewczyny cierpiącej na amnezję, prowadzi śledztwo dotyczące rozprowadzania dopalaczy. A te zbierają swe okrutne żniwo wśród młodych, często nadal nieświadomych zagrożenia, jakie te niosą, ofiar. Temat mocno na czasie, na pewno wart tego, by o nim mówić i pisać jak najwięcej.

Książka jest napisana przystępnym i nieskomplikowanym językiem, przez co dobrze i dość szybko się czyta. Z początku miałam wrażenie lekkiego chaosu, które po paru krótkich rozdziałach na szczęście znikło. Akcja się rozkręciła i nabrała wiatru w żagle. Rzecz dzieje się w Lublinie, ale nie tylko i jako mieszkanka Gdańska, bardzo doceniłam sceny rozgrywające się w moim mieście i z przyjemnością je czytałam.

To, co mnie w powieści raziło i czego miałam przesyt, to piłka nożna. Piłka wszechobecna co kilka stron, często i dużo. Osobiście nie lubię piłki nożnej i te sceny, opisy kolejnych meczy, jakieś ciekawostki z nimi związane, zwyczajnie mnie znudziły. Na szczęście jest ich o wiele mniej w dalszej części albo zwyczajnie nie zwracałam już na nie tak bacznej uwagi.

Jest też w książce trochę fragmentów, który nijak nie pasowały mi do całości i których można było zwyczajnie uniknąć, bo niczego właściwie do historii nie wnosiły. Takim fragmentem jest historia życia Adolfa Hitlera. Większość już ją pewnie zna, nie wniosła ona kompletnie niczego do powieści i nie miała też właściwie niczego wspólnego ani z bohaterami, ani z sensem całości.

Za to bardzo wciągnęła mnie historia z przeszłości dotycząca Franka i Poli, która działa się w gdańskim domu dziecka – niecierpliwie czekałam na kolejne sceny i bardzo żałuję, że nie było ich więcej. Czytając je, wkraczamy w zupełnie inny klimat, chwilami niepokojący, wręcz złowieszczy. Jakbyśmy przenosili się do zupełnie innej książki i innych bohaterów – chwilami akcja biegnie dwutorowo, co zazwyczaj jest dość ciekawym zabiegiem autora i również tutaj odbieram go jako duży plus.

Książka liczy sobie przeszło pięćset stron, jednak czyta się dość szybko, głównie za sprawą bardzo krótkich rozdziałów i przeskakiwania od bohatera do bohatera. To skutecznie pcha akcję naprzód i nie pozwala nam się nudzić. Powieść biegnie wielowątkowo, jednocześnie rozwiązuje się kilka różnych spraw, choć niektóre są ze sobą powiązane. Chwilami daje nam to poczucie chaosu, ale później wsiąkamy w akcję i przestaje nam to przeszkadzać, a całość śledzimy z zaciekawieniem. Wielokrotnie treść ociera się o historię, o II Wojnę Światową, o Majdanek, o przeżycia z czasów obozów koncentracyjnych, o różne wydarzenia z przeszłości, które tworzą bardzo ciekawą otoczkę dla czasów współczesnych. Klimat tajemnicy i historycznej przeszłości, odkrywanie jej sekretów, doszukiwanie się drugiego dna, budują bardzo ciekawe tło dla bohaterów książki.

Akcja powieści biegnie dość spokojnie, ale mniej więcej w połowie nabiera tempa, dość mocno przyspiesza i aż do końca już nie zwalnia. To sprawia, że powieść wciąga mocniej niż na początku i trudniej się od niej oderwać. I jeśli z początku czytelnik uważa, że w książce niewiele się dzieje, to z pewnością szybko zmieni zdanie.

“Nazywam się Milion” to dobra, wciągająca książka, z bardzo dobrze nakreśloną fabułą, z ciekawymi bohaterami i z relatywnie nowatorską historią. Polemizowałabym trochę, czy aby na pewno jest to kryminał, ale to już w sumie pozostawiam do osądzenia Wam. Sięgnijcie po książkę, jest ciekawa, wciągająca, spod pióra polskiej autorki i z wieloma zaletami, które czynią z niej wartościową i bardzo interesującą lekturę. Gorąco polecam.

Za książkę i patronat bardzo dziękuję Wydawnictwu Dlaczemu

*cytat pochodzi z książki

“Wierszyki dla Ksawerego” Barbara Szczepańska “Judyta”

Za każdym razem, kiedy trafia do mnie książka dla dzieci, patrzę najpierw, jak się ona prezentuje wizualnie. Dzieci to najbardziej wymagający odbiorca na rynku i kiedy my, dorośli, możemy przymknąć oczy na pewne szarości książek przeznaczonych dla nas, to dziecko nawet na taką nie spojrzy. Książka dla dzieci musi mieć to coś, czym przyciągnie wzrok młodego czytelnika i czym przykuje jego uwagę na tyle długo, by ten zechciał ją otworzyć i zajrzeć do środka. Dlatego też, co najważniejsze, taka pozycja musi być kolorowa i musi mieć w środku obrazki. Bez tego, to nawet nie ma po co owej oglądać…

“Wierszyki dla Ksawerego” od pierwszej chwili zwracają na siebie uwagę. Kolorowa, twarda okładka, zabawne rysunki, mnóstwo obrazków, po kilka na stronie, śmiesznych, kontrastowych, dobranych do treści poszczególnych wierszy.

A same wierszyki również zabawne, choć przekazujące sporo ciekawych informacji, nadają się do poczytania zarówno młodszym dzieciom, jak i tym nieco starszym. A podejrzewam, że większość młodszych czytelników z ochotą dowie się, o czym marzy Foka z bieguna północnego.

To barwne, pełne radości wierszyki, w większości o zwierzątkach, ale jest też wiersz o księżycu, o klaunie czy o piratach. Wszystkie są rymowane, świetnie wpadają w ucho, niektóre są króciutkie, inne dłuższe, w formie bajek. Jest wiersz o żyrafach, o motylach, o wronach. Poruszane w nich tematy zawierają często jakiś drobny, mądry morał, tak przedstawiony, by pojęły go nawet małe dzieci. To utwory pisane prostym językiem i lekkim piórem, rytmiczne i ciekawe.

str. 17 – “(…) Odlecimy, powrócimy,
niech zatęsknią podczas zimy.
Widzi pan, jak nas witają,
potem pięknie znów żegnają”.

Tak właśnie w wierszu “O czym rozmawiały Bociany”, dywagują dwa ptaki. Razem z nimi i z dziećmi możemy się pozastanawiać, dlaczego bociany spędzają zimę w ciepłych krajach i dlaczego przylatują do nas na wiosnę. Dzieci chętnie się tego dowiedzą, a taka rozmowa pomiędzy boćkami na pewno spodoba im się bardziej niż suche fakty z podręcznika.

Osobiście ujął mnie cudny Księżyc w księgarni (“Księżyc w księgarni”), który pośród półek z książkami, zachwycony, nagle zaczyna pięknie świecić i cały szczęśliwy tonie w książkowych historiach:

str. 38 – “Tylko Księżyc zaczytany
już w kolejnej księdze,
odmieniony jakiś taki
wśród półek jaśnieje.

– Biorę wszystkie – wskazał dłonią
za szóstym regałem.
– Jestem całkiem przekonany,
że tego szukałem (…)”.

To chyba mój ulubiony wiersz z całego tomiku i czytałam go już wiele razy. Tyle w nim takiej specyficznej pogody ducha, radości, szczęścia. Do tego mnóstwo książek, więc jak tu go nie lubić.

Książeczka – jak to zbiór wierszy dla dzieci – nie jest obszerna, ma troszkę ponad pięćdziesiąt stron, a wiersze są pisane w bardzo ciekawy sposób, zwrotka pod zwrotką, ale nieregularnie, co wyraźnie je od siebie oddziela i nadaje dynamiki utworom, co z kolei na pewno przypadnie dzieciom do gustu. Dzięki temu łatwiej obserwować czytany tekst i o wiele milej śledzić całość. Do tego duże, kolorowe tytuły, wszędzie jakaś grafika, jak nie obrazki, to kolorowe plamy i szlaczki, dzięki czemu książka nie jest nudna, przyciąga wzrok maluchów i wydaje się być dopracowana i wypełniona barwami po brzegi.

“Wierszyki dla Ksawerego” to bardzo udana pozycja, żywy i ekspresyjny obraz, pełen dynamiki, plastycznych postaci i humoru. Na moje oko to książeczka dla dzieci od trzech do ośmiu lat, w zależności oczywiście od preferencji danego dziecka. Moja jedenastolatka również przeglądała ją z ciekawością. Polecam dzieciakom i ich opiekunom, na pewno zauroczą Was te krótkie, dowcipne i budujące wierszyki.

Za książkę i patronat bardzo dziękuję Wydawnictwu Dlaczemu.

*cytaty pochodzą z książki

“Samobójca” Agnieszka Ziętarska

Generalnie nie czytuję książek dla młodzieży, powieści z nurtu Young Adult, ani książek obyczajowych. Zdarzają się jednak takie perełki, których opis wydawcy sprawia, że pędem piszę maila z prośbą o egzemplarz, w obawie, że dla mnie nie wystarczy. I “Samobójca” należy właśnie do takich perełek. Nie musiałam zagłębiać się w treść, nie potrzebowałam przedpremierowych recenzji, wystarczył opis wydawcy, kilka zdań, bym wiedziała, że to jest coś, co muszę przeczytać i coś, co na sto procent mi się podoba.

Cóż, mogło być różnie, bo nie znam autorki – książka to autorski debiut Agnieszki Ziętarskiej – a czytuję raczej kryminały i thrillery, jednak przeczucie mnie nie myliło, bo książka jest naprawdę warta uwagi.

Bohaterką powieści jest Flora Silva. Ot, raczej niczym się nie wyróżniająca dziewczyna, nastolatka, która zwyczajnie chodzi do szkoły, uczy się, żyje swoim życiem i zajmuje się wszystkim tym, czym zajmuje się młodzież w jej wieku. Jeszcze do niedawna Flora miała brata. Fiore był od niej nieco starszy i niestety zginął w wypadku samochodowym. Flora do dziś obwinia się za ów wypadek, do dziś czuje wyrzuty sumienia i nie może sobie darować, że przez niejako jej głupotę i nastoletni wybryk, Fiore zginął. Czy faktycznie była to jej wina, czytelnik stwierdzi już sam, w czasie lektury. Nie zmienia to jednak faktu, że niezależnie od tego, co będzie sądził czytelnik, zdanie Flory nie ma szans się zmienić. Sumienie nie daje jej spokojnie żyć, nie pozwala się na niczym skupić, nie daje wytchnienia nawet nocą. Koszmary, jakie ją nawiedzają, nie pozwalają wypocząć, nie dają oddechu skołatanym nerwom. Flora myśli o tym, że gdyby jej nie było na tym świecie, wszystkim wokół żyłoby się lepiej. Poczucie winy to strasznie destrukcyjne uczucie. Flora właściwie nie ma przyjaciół, nie dogaduje się z rówieśnikami, nie nadaje na tych samych falach i nie ma z nimi wspólnych spraw. Uważana za odludka i dziwaczkę, wcale nie chce nawiązywać przyjaźni, a już na pewno nie z ludźmi, którzy jej dokuczają. Stara się oczywiście nie zwracać na nich za bardzo uwagi, ale nie zawsze się to udaje.

Myśli, jakie ją nachodzą, ciemne i mroczne, samobójcze sceny, jest to coś, z czym dziewczyna boryka się na co dzień i przez co nie potrafi myśleć o niczym innym. Żyje jak we mgle, chwilami czuje się tak, jakby patrzyła na siebie cudzymi oczami i – co najgorsze – nie poznaje samej siebie.

Na drodze Flory pojawia się nagle Felis, młody, dorastający chłopak, beztroski i pozytywnie nastawiony do życia, ukrywający jeden ważny sekret, o którym Flora nie wie. Felis nie jest człowiekiem, jest Niezmiennym, posiadającym wyjątkowy dar. Flora nie powinna go widzieć, ludzie przecież nie mają pojęcia o istnieniu Niezmiennych i na ogół ich wokół siebie nie dostrzegają. Z jakichś jednak przyczyn chłopaka zauważa, co z kolei jemu mocno utrudnia zadanie, jakie otrzymał. Z początku dziewczyna go nie lubi, wydaje jej się dziwny, niesympatyczny i natarczywy.

Skąd może wiedzieć, że Felis to jej opiekun?

Felis wie, że Flora jest potencjalnym samobójcą i że jej życiu zagrażają jej własne decyzje. Oczywiście to od niej samej zależy, jak potoczą się jej losy, a Felisowi nie wolno w podejmowane przez nią decyzje ingerować, z czasem jednak, zaczyna mu na niej mocno zależeć. Ukrywa to, bo jeśli inni Niezmienni się o tym dowiedzą, opieka nad Florą zostanie mu odebrana. A tego Felis nie chce. Nocami dotrzymuje Florze towarzystwa w postaci czarnego kota, Noxa, by swoim mruczeniem przywoływać pozytywne sny, a ją samą uspokajać, jak tylko potrafi.

str. 80 – “Właśnie wtedy dotarło do mnie, dlaczego to zrobiłem. Byłem opiekunem. Kiedy zdałem sobie z tego sprawę, ból zaczął ustępować”.

Książka pisana jest dwutorowo. Część rozdziałów opowiada Flora, część Felis. Wszystko w pierwszej osobie, co pozwala nam wczuć się zarówno w jej uczucia i emocje, jak i w jego. To daje całkiem udaną mieszankę, dwa punkty widzenia, dwa kompletnie różne spojrzenia na wiele spraw. Na ogół mnie to do książki zniechęca, ale tutaj pasuje i jest o wiele ciekawszym zabiegiem, niż ustanowienie narratorem tylko jednej postaci.

Lekkie pióro autorki, niedługie rozdziały, bardzo zgrabny kunszt pisarski oraz ciekawie ujęty temat, to plusy tej powieści, dzięki którym czyta się ona szybko i przyjemnie, a strony przewraca się machinalnie, jedna po drugiej. Muszę przyznać, że książka pozytywnie mnie zaskoczyła, bo polubiłam bohaterów, polubiłam całą tę historię i poza jedną czy dwiema literówkami, nie znalazłam żadnych błędów. Autorka pisze bardzo przyjemnie w odbiorze, nie zatrzymywałam się tutaj, by wrócić do poprzedniej strony, bo coś mi uciekło, bo trzeba było przeczytać jeszcze raz. Nie musiałam wracać do tego, co się wydarzyło, bez problemu zagłębiałam się w treść dalej i dalej. Prosty język, choć nie jakoś mocno potoczny, ale jednak taki, do jakiego przywykliśmy na co dzień, z domieszką literackiego polotu, kunsztu, arabesek – wszystko na poziomie i z klasą. Bardzo przypadł mi do gustu styl autorki, podoba mi się bez zarzutu, a czas spędzony z książką napisaną w takim stylu, to naprawdę ogromna przyjemność.

Wydawnictwo również spisało się na medal. Książka wydana jest bardzo ładnie, w treści nie znalazłam błędów, zagubionych znaków interpunkcyjnych, uchybień graficznych czy innych tego typu chochlików drukarskich. Jedno, czego do końca nie pojęłam, to okładka. A ściślej mówiąc: grafika na niej. Wygląda bardzo ładnie i schludnie, złoto ciekawym kontrastem odbija się od czerni okładki, jednak symbole i sam okrąg, średnio pasowały mi do całej historii. Jest to jednak moje prywatne, subiektywne, odczucie, które nie ma wpływu ani na moją opinię o książce, ani o jej treści.

Powieść ta to nie tylko historia o nastolatkach, choć po opisie wydawcy oraz pierwszych kilku stronach, tego właściwie moglibyśmy się spodziewać. To jednak coś głębszego, to zmaganie się z własnymi demonami, to poszukiwanie siły do tego, by rano wstać i wyjść do ludzi. To również zgłębianie tego, co w życiu ważne, sprawdzanie własnych możliwości, odnajdowanie drogi, którą warto by podążać nawet w chwilach, gdy wyboje na niej sprawiają, że opadamy z sił. To w końcu dokonywanie wyborów, od których zależy nasza przyszłość, nasze ja, nasze życie. To także szukanie drobnych rozwiązań nawet wówczas, gdy jedyne, o czym marzymy to to, by znaleźć się w zamkniętej szafie pachnącej lawendą…

To huśtawka emocji. I solidna dawka niepewności, rozterek, rozdarcia, niezdecydowania. Niektóre decyzje bohaterów nie będą szły po myśli czytelnika, z niektórymi być może się nie zgodzimy.

str. 94 – “Nie powinnam tak zbliżać się do nikogo. Nie zasłużyłam na to, żeby czuć chociaż namiastkę szczęścia”.

Książka jest głównie kierowana do młodzieży, ale myślę, że starsi odbiorcy również znajdą w niej coś, co ich zainteresuje. Ja sama nie należę już od lat do młodzieży, a powieść wciągnęła mnie na tyle, bym zarwała noc na jej dokończenie i by teraz niecierpliwie czekać na dalsze tomy cyklu.

Akcja powieści osadzona jest we współczesnych czasach, we współczesnym świecie, bohaterów otaczają zwyczajni ludzie, jakich możemy spotkać w każdym otoczeniu. Dzięki temu cała historia nabiera autentyczności, choć klimatowi wcale magii nie brakuje. Osobiście nie przepadam za książkami fantastycznymi, gdzie gubię się w nadmiarowych nazwach z kosmosu, niezrozumiałych opowieściach i światach. Tutaj w akcję można się bez problemu zagłębić, a wszelkie niuanse związane z Niezmiennymi nie sprawiają żadnych problemów.

To zdecydowanie udana opowieść, choć na rynku pewnie podobnych nie brakuje. Mimo to historia ta jest jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna. I za to wielki plus dla autorki. „Samobójca” zostaje w pamięci na długo, pozostawia miłe wspomnienie dobrze spędzonego czasu przy wciągającej lekturze i pozostawia po sobie lekki dreszczyk podekscytowania powodowany świadomością istnienia kolejnych tomów cyklu.

Nie jest to książka dla miłośników szybkich zwrotów akcji, pościgów, sensacji ani strzelanin. Tu akcja toczy się dość spokojnie. Nie jest to wcale nużące, czytelnik nie nudzi się podczas przechodzenia od postaci do postaci, a poznawanie osobowości Flory i jej samej, sprawiało mi przyjemność. Również życie Felisa wśród Niezmiennych, ich układy w rodzinie, zadania, jakie mają do wykonania i wyzwania, przed którymi stają, budzą ciekawość czytelnika. To wszystko sprawia, że powieść bardzo przyjemnie się czyta, a to w książkach przecież jest najważniejsze. Bez tego nie ma pasjonującej lektury.

Myślę, że z czystym sumieniem mogę powieść polecić nie tylko nastolatkom, ale również starszym odbiorcom, a jeśli następna książka z cyklu będzie napisana w podobnym klimacie, to z niepisaną przyjemnością po nią sięgnę. Ogromnie się cieszę, że mam przyjemność być jednym z patronów medialnych tej książki, to naprawdę cudowne i bardzo wyjątkowe wyróżnienie.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Dlaczemu.

*cytaty pochodzą z książki

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.