Tag Archives: Dla dzieci

“Antykwariat pod Błękitnym Lustrem” Martin Widmark

Jaka powinna być książka dla dzieci? Wciągająca, ciekawa, kolorowa? A może pełna magii? Oczywiście co kto lubi i co się komu podoba. Jednak lekkie pióro i ten specyficzny magiczny klimat Martina Widmarka to coś, czemu zarówno ja sama, jak i moja dziesięcioletnia córka, nigdy nie potrafimy się oprzeć.

“Antykwariat pod Błękitnym Lustrem” to pierwszy tom serii o Dawidzie i Larisie i choć czytałam już serie o Lassem i Mai oraz o Nelli Rapp (tego samego autora), to “Antykwariat (…)” mocno się od nich różni. Przede wszystkim nie jest to już książka dla maluchów, to lektura przeznaczona dla ciut starszych dzieci. I powiem Wam, że również dorośli mogą się mocno wciągnąć w przygody Dawida, ponieważ od samego początku książka jest ciekawa i bardzo wciągająca.

Dawid to zwykły uczeń gimnazjum, trochę nieśmiały, raczej zamknięty w sobie, małomówny. Jego rodzice wyjechali na misję do Afryki, więc mieszka u bliskiego znajomego, Melchiora, który prowadzi antykwariat. Dawid lubi to miejsce, lubi też swojego gospodarza i nie narzeka. W szkole poznaje nową koleżankę, Larisę, z którą niedługo później się zaprzyjaźnia. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie nadszedł pewien dzień. Tego pewnego dnia znika Melchior. Ot tak, po prostu. Dawid bardzo się martwi i wraz z Larisą usiłuje dowiedzieć się, gdzie jest antykwariusz i co się właściwie stało. Tajemnicza wiadomość od Melchiora potęguje tylko ich ciekawość i wywołuje dziwny lęk. Atmosfera panująca w antykwariacie i sekrety, jakie przyjdzie im odkryć to clue całości, właśnie to sprawia, że książka ta nie pozostawia czytelnika obojętnym. Nastolatkowie będą też musieli odpowiedzieć na trudne pytania dotyczące ludzkiego życia i istnienia oraz na te dotyczące moralności i tego, jak daleko może się posunąć człowiek w poszukiwaniu odpowiedzi.

str. 46 – “Zatrzymałem się na progu i nasłuchiwałem. Było zupełnie cicho. Zawołałem Melchiora, ale mój głos odbił się tylko nieprzyjemnie od ścian sklepu. Wszedłem do środka, zamknąłem za sobą drzwi i przekręciłem klucz. Coś było nie tak. Czułem to całym sobą”.

Bohaterowie to dzieciaki z krwi i kości, nie są to superbohaterowie, nie mają nadzwyczajnych zdolności. Larisa jest wprawdzie oczytana, inteligentna i pewna siebie, ale kto nie zna takich nastolatków? Razem z Dawidem tworzy ciekawą parę: ona energiczna, on spokojny. Polubiłam oboje.

Książkę napisano w pierwszej osobie, o wszystkim dowiadujemy się od Dawida. Naszpikowana jest sytuacjami i scenami pełnymi tajemnic, lekko kryminalnymi, takimi w sam raz dla starszych dzieci. Czytając czujemy dreszczyk emocji, a sekrety, który odkrywamy wraz z bohaterami, często powodują zdumienie, zaskoczenie i niedowierzanie.

str. 121 – “W budce wartownika było ciemno, więc bez przeszkód udało nam się przeskoczyć przez ogrodzenie. Kiedy zeszliśmy do nabrzeża, uderzyła w nas chłodna bryza znad morza. Słabe światło latarni padało na dźwigi i kontenery stojące wzdłuż brzegu. Było upiornie cicho”.

Warto wspomnieć, że książka została pięknie wydana. Ma twarde okładki, ciekawe szkice wewnątrz i bardzo wygodny format, sporo mniejszy od tradycyjnego. Czyta się bardzo wygodnie, a tych nieco ponad sto sześćdziesiąt stron z pewnością nie będzie też wielkim wyzwaniem dla dzieci i na pewno dadzą sobie z powieścią radę. Na dodatek, aby podsycić ciekawość, autor kończy rozdziały w takich momentach, że siłą rzeczy chcemy czytać dalej i ciężko jest tę książkę odłożyć.

Jak wcześniej wspomniałam, jest to pierwszy tom serii o Dawidzie i Larisie, z tego, co wiem, ukazały się już kolejne trzy. Mamy je z córką w planach, Wam również polecam przygody Dawida, świetnie się je czyta. No i warto samemu się przekonać, jak z pewnymi problemami poradzą sobie nasi bohaterowie i co zrobią w obliczu odkryć, jakich dokonają.

Bardzo gorąco polecam, zarówno dorosłym, jak i dzieciakom od 8 lat.

*cytaty pochodzą z książki

“O chłopcu, który pływał z piraniami” David Almond

Bywają takie książki, w których akcję i klimat trzeba się wciągnąć. Często musimy przeczytać dwa, trzy rozdziały, by w ogóle nabrać ochoty na dalszą lekturę. Trafiałam już też na takie, które tak skutecznie od samego początku mnie zniechęcały, że nie byłam w stanie ich ukończyć. Zdarzają się jednak również takie perełki, które od pierwszych zdań czytelnika pochłaniają, a ten wsiąka w ich atmosferę, przeżywa wszystko wraz z głównym bohaterem i ze wszystkich sił pragnie, by mu się powiodło. Taką właśnie książką jest “O chłopcu, który pływał z piraniami”.

Stanley Potts mieszka przy Rybim Zaułku 69. Opiekuje się nim wujek i ciocia i wszystko układa się dobrze. Niestety pewnego dnia wujek Ernest wpada na szalony pomysł produkowania ryb w puszkach i cały dom przekształca w fabrykę. Stanowi nie podoba się teraz ani dom pełen dziwacznych rurek, ani hałas, jaki powodują maszyny, ani unoszący się wszędzie wokół paskudny zapach. Wujek jednak, ogarnięty dziwnym szałem robienia rybnych konserw, nie dostrzega niczego poza nimi. I niestety w końcu wydarza się coś, co łamie serce małego Stana i zmienia go na zawsze. Nie widząc innego wyjścia, chłopiec odchodzi z domu i wraz z wesołym miasteczkiem wyrusza w długą drogę.

str. 78 – “- Witaj w naszej małej rodzinie – powiedział Dostoyevsky i docisnął pedał gazu. W mgnieniu oka miasto i wszystko, co Stan dotąd znał, zostało daleko w tyle”.

Od tej pory Stan pracuje w wesołym miasteczku, poznając różnych, ciekawych ludzi i życie zupełnie inne, niż to, które do tej pory prowadził. Przyjdzie mu po raz pierwszy spróbować pieczonego w ognisku kartofla, pozna historię Dostoyevsky’ego – właściciela stoiska z rybkami, które Stan bardzo pokocha, a wreszcie ujrzy w akcji słynnego Pancho Pirellego, który pływa z piraniami.

Stan jest chłopcem raczej nieśmiałym, skrytym, nie wierzy we własne siły i możliwości. Cichy i grzeczny, początkowo bardzo tęskni za domem, ciocią Annie i wujkiem Ernestem. Pomimo psychicznego bólu, jaki sprawił mi wuj, krzywdy, jaką mu wyrządził owładnięty szałem produkowania konserw, chłopcu bardzo mu go brakuje.

str. 104 – “Tej nocy, kiedy wreszcie wracają do przyczepy, Stan kładzie się na ławce pod kocem, z trzynastoma rybkami do kompanii u swojego boku. Księżyc świeci przez małe okienko przyczepy, a on patrzy w górę i śle w mrok swoją tęsknotę”.

Z biegiem czasu jednak Stan zaczyna marzyć, by tak, jak sławny Pirelli, pływać z piraniami. Czuje się do tego wręcz stworzony.

str. 190 – “Stan nie jest pewien, czy rozumie, czy nie. Zagląda do akwarium. Piranie przepływają obok, nie zwracając na niego uwagi. Widzi ich zęby, widzi, jak górna szczęka zazębia się z dolną, i nie może powstrzymać drżenia”.

Mistrz Pirelli opowiada mu o piraniach, a Stan jest nimi coraz bardziej zafascynowany. Ale czy wystarczy mu odwagi? Czy uda mu się pokonać lęk? Czy jego przygoda w wesołym miasteczku pomoże mu nabrać pewności siebie?

Stanley ma złote serce i jest bardzo czuły na krzywdę. Empatyczny, potrafi słuchać innych, potrafi wesprzeć ich rozmową, a nawet samą swoją obecnością. Bo mimo, że troszeczkę nieśmiały i skryty, jedno jest pewne: Stanley Potts wyrośnie na dobrego człowieka.

To książka o tym, jak radzić sobie z przeciwnościami losu. O samotności, o odwadze, o tym, że wcale nie musimy być idealni. To również opowieść o tym, jak radzić sobie z bólem, o miłości i o przebaczaniu. Także o szczęściu i marzeniach. Bo nawet jeśli nie mamy pewności, czy nasze marzenia mają szansę się spełnić, to warto je pielęgnować. Marzenia sprawiają, że mamy motywację, że chcemy nadal się starać.

Stan też ma swoje marzenia i uczy się je spełniać. Ciężko nad tym pracuje, zwłaszcza że czuje, iż ma jakiś – bliżej nieokreślony – dar.

str. 59 – “Z kawałkiem tortu w ręku Stan wycofał się do swojego kredensu. Kruszył ciasto na kawałeczki i karmił nimi rybki. Ich małe pyszczki otwierały się i zamykały, jak gdyby śpiewały mu Sto lat, więc Stan wtórował im cicho”.

Książka podzielona jest na trzy części: Fabryka, Wesołe Miasteczko i Akwarium z piraniami. Te z kolei bardzo pomysłowo nazywane są kolejno: “jeden”, “dwa”, “trzy” i tak dalej, co na pewno spodoba się dzieciom. Rozdziały są niedługie i przejrzyste, a sama powieść pisana jest prostym, nieskomplikowanym językiem, dostosowanym do odbioru przez młodego czytelnika. Miewa ona wprawdzie fragmenty, które mogą dzieciom sprawić pewne trudności (głównie ze względu na celowo zmienioną pisownię), na szczęście jest ich relatywnie niewiele.

Książkę czyta się szybko i lekko, a od jej lektury bardzo ciężko się oderwać. Sądzę, że niejedno dziecko odnajdzie w Stanleyu samego siebie, swoje cechy, niepewność i poczucie bycia nikim szczególnym. Lektura powieści “O chłopcu, który pływał z piraniami” pomoże dzieciom spojrzeć na siebie innymi oczami, pomoże także odszukać w sobie coś wyjątkowego. Może talent do rysowania? Może ładny głos? Niektórzy szybko biegają, inni ślicznie piszą, a jeszcze inni doskonale liczą. Każdy na swój sposób jest wyjątkowy, warto o tym pamiętać.

Bardzo gorąco polecam.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Zielona Sowa.

*cytaty pochodzą z książki

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

“Noah ucieka” John Boyne

Noah Bayleywater ma osiem lat. W jego rodzinnym domu dzieje się coś, co go przeraża i z czym Noah nie potrafi się uporać: jego mama bardzo choruje. Chłopiec myśli, że jeśli ucieknie w świat i znajdzie się z dala od problemów, wszystko zniknie, a on sam przestanie się bać. Chłopiec wyrusza przed świtem, jeszcze po ciemku, skradając się cichutko do furtki. Wędrując przed siebie przemierza wioski i maleńkie miasteczka, aż w końcu dociera do miejsca bardzo niezwykłego, w którym poznaje pewnego starca.

str. 34 – “I choć właściwie nie miał takiego zamiaru, poczuł, że jego dłoń wyciąga się, chwyta klamkę, naciska ją, otwiera drzwi. Zanim się zorientował, znalazł się w sklepie, a drzwi zamknęły się za nim stanowczo”.

Choć Noah wcale się tego nie spodziewa, wizyta w sklepie z marionetkami zupełnie odmieni jego życie. Starzec opowiada mu o sobie i o swoich wspomnieniach, a Noah słucha z zapartym tchem, poznając kolejne historie marionetek, które w życiu starca odegrały dość istotną rolę i które nadal są dla niego bardzo ważne.

“Noah ucieka” to książka o przemijaniu i obietnicach. Mimo iż kierowana do dzieci (powyżej dziewięciu lat), porusza ona ważne i niestety realne problemy, jakie prędzej czy później dotkną każdego z nas. Przemijanie, choroba, śmierć. To trudne tematy, których często wolelibyśmy oszczędzić naszym dzieciom. Niestety są one ściśle związane z naszym życiem, a książka ta może być doskonałym pretekstem do rozpoczęcia takiej trudnej rozmowy z dzieckiem. Na przykładzie tego, co przeżywa Noah i tego, co zmusiło go do ucieczki z domu, warto dziecku wytłumaczyć, czym jest starość, przemijanie i dlaczego starzec tak bardzo nie lubi powracać do pewnych wspomnień.

str. 70 – “Od lat nie zaglądałem do środka. Ona… kryje wiele wspomnień. Czasem niezwykle trudno stawić czoła pamiątkom z przeszłości. Jedno spojrzenie może sprawić, że zaczniesz się smucić. I żałować”.

Dlaczego dotrzymywanie słowa jest takie ważne? Dlaczego żałujemy, gdy nie uda nam się spełnić danych obietnic? Dlaczego Noah boi się wrócić do domu, nie wiedząc, co tam zastanie? Dlaczego ludzie się starzeją? Co się stanie z naszymi bliskimi, kiedy my będziemy robić się coraz starsi i starsi? Dlaczego ludzie się starzeją?

Noah zastanawia się, czy nie byłoby lepiej być kimś innym. Może wtedy powrót do domu tak by go nie przerażał. Może nie miałby też problemów? Patrząc na starca, który żałuje pewnych niedotrzymanych dawno temu obietnic, Noah sądzi, że w ogóle nie powinien już wracać do domu rodzinnego… Ale starzec ma również miłe i dobre wspomnienia i Noah nie jest już niczego taki pewien.

str. 184 – “Nigdy nie powinieneś pragnąć stać się kimś innym niż jesteś – powiedział cicho starzec. – Pamiętaj o tym. Nie proś o więcej, niż otrzymałeś. Może się to okazać największym błędem twojego życia”.

Czy Noah zdobędzie się na odwagę i stanie twarzą w twarz z tym, czego tak bardzo się boi? Czego tak mocno żałuje starzec? Jedno jest pewne: życie Noaha już nigdy nie będzie takie samo.

“Noah ucieka” to powieść autora “Chłopca w pasiastej piżamie”. Jest głęboka, nostalgiczna, szczera i bardzo mądra. Najlepiej czytać ją razem z dzieckiem, by móc od razu podyskutować z nim o refleksjach, jakie są udziałem czytelnika podczas jej lektury. To nie jest powieść lekka i prosta w odbiorze, nawet dla osoby dorosłej. Świat postrzegany oczami ośmiolatka często bywa dziwny i niezrozumiały. I choć niektóre postaci i zdarzenia, jakie są udziałem naszego małego bohatera, wydają się niezwykłe i niesamowite, czasem wręcz magiczne, wielu z otaczających go spraw Noah nie rozumie. Nikt dotąd nie rozmawiał z nim o trudnych rzeczach, o otaczającym go świecie, ani o chorobie mamy, ani o jego lękach i niepokojach. Noah boi się i ucieka, bo zwyczajnie nie potrafi zmierzyć się z problemami samotnie.

Drodzy rodzice i opiekunowie, “Noah ucieka” to piękna, błyskotliwa, mądra i cudownie niesamowita książka. Przeczytajcie ją swoim dzieciom, przeczytajcie ja sami sobie. Zakończenie Was dodatkowo poruszy, roztkliwi, rozczuli, zaskoczy. A już na pewno nikogo z Was ta niedługa książeczka nie pozostawi obojętnymi. Bardzo gorąco polecam.

 Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Zielona Sowa.

*cytaty pochodzą z książki

Zapisz

Zapisz

“Zadziwiające Miasta Minecraft” Kristen Kearney i Yazur Strovoz

Nie wiem, czy w dzisiejszych czasach jest na świecie ktoś, kto przynajmniej choćby nie słyszał gdzieś, kiedyś, o Minecrafcie. Jeśli są tacy ludzie, to pewnie nieliczni. Ci, co słyszeli, orientują się, że chodzi o grę. Większość z tych natomiast wie, że owa gra opiera się na budowaniu z bloków oraz przetrwaniu. Reszta ludzi gra w Minecrafta.

Osobiście zetknęłam się z grą jakoś przed trzema laty, kiedy to zainteresowała się nią moja córka. Budowała i budowała. Wszystko: od małych domków i miasteczek, aż po bardziej skomplikowane formy, na gigantycznych smokach kończąc. Sama gra, zrzeszająca dziesiątki milionów graczy, jest ewenementem na skalę światową. A ponieważ i ja się wciągnęłam w jej świat do tego stopnia, że sama tworzę teraz mapy przygodowe dla córki, nie mogłam obojętnie przejść obok magazynów i książek o Minecrafcie.

“Zadziwiające Miasta Minecraft” to jedna z tych propozycji, do których warto zajrzeć, by przekonać się, jak niezwykłe budowle może wyczarować gracz z sześciennych bloków. Bogato ilustrowana, ciekawie opisana i opatrzona bajecznym wstępem irlandzkiego pisarza Juliana Gougha (autora Poematu Kresu), jest ona niezwykle apetycznym kąskiem dla każdego miłośnika gry.

str. 9 – “Autor trybu kreatywnego Minecraft, Notch, stwierdził: “Nie znam tajemnicy ludzkich serc. Ale zapewne jesteś człowiekiem, ufam, że nim jesteś. W takim razie idź i zbuduj to, co kryje się w ludzkich sercach”.

Książka zebrała w sobie jedne z najokazalszych budowli, jakie powstały w świecie gry i podzieliła je na cztery kategorie: Miejskie Metropolie, Fantastyczne Królestwa, Strefy Futurystyczne i Krainy Historyczne. Każda opisana budowla czy miasteczko, zawiera autora projektu, podaje czas budowy oraz jej szczegóły, a także stronę internetową, na której możemy znaleźć więcej informacji. Największym i najważniejszym smaczkiem każdego rozdziału są wskazówki dla graczy i budowniczych od samych autorów kolejnych projektów. Piszą oni i doradzają, jak podjąć się budowy własnych pomysłów, od prostej latarni ulicznej i dach miejskiego domu, aż po epickie kopuły Adamantis czy tunel metra z wszelkimi jego szczegółami. Znaczną większość książki stanowią zdjęcia (zrzuty ekranów) konkretnych projektów, ogromne wrażenie wywołują podawane przy budowlach czasy budowania każdego z nich liczone w tygodniach, miesiącach i nierzadko latach. Znajdziemy tu miasta Minecraft, które są wyłącznie wytworem wyobraźni ich architektów i nie mają odwzorowania w świecie rzeczywistym. Są jednak również takie, których projekty zostały oparte na prawdziwych, realnych budowlach, jak choćby Infinite Loop, siedziba firmy Apple, Katedra Lem czy autobusy, średniowieczne domy lub replika Turning Torso, najwyższego drapacza chmur w Szwecji.

Książka “Zadziwiające Miasta Minecraft” została wydana na ciężkim, kredowym papierze i wygląda bardzo elegancko. Przyjemnie jest wziąć ją do rąk i przeglądać. Kierowana głównie do młodzieży i dorosłych, zaciekawi również młodszych graczy, którzy na pewno bardzo chętnie pooglądają screeny z gry i minecraftowe budowle. To piękne wydanie będzie idealne również w postaci upominku dla fana gry. Jest to jedna z tych pozycji, do których można wracać w nieskończoność i w każdym projekcie odkrywać coraz to nowe szczegóły i wskazówki. Będzie też cudowną książką do poszukiwania ogromu inspiracji dla każdego minecraftowego budowniczego. Także takiego, który głównie grywa w trybie survival.

Żeby nie było idealnie, znalazłam w książce kilka uchybień, które dla niedoświadczonego gracza nie będą miały raczej znaczenia, zaś kogoś, kto spędził w minecraftowym świecie wiele godzin, mogą nieco kłuć w oczy. Sądzę, że jest to kwestia tłumaczenia i być może tłumacz nie zna gry, ale nazwanie Kresu Krańcem, a Smoka Kresu – analogicznie – Smokiem Krańca, wywoła zdumienie (a może i nierzadko wręcz oburzenie) każdego zaprawionego w bojach gracza Minecrafta. Zwłaszcza takich, którzy już w Kresie byli (często niejednokrotnie) i smoka pokonali, zdobywając jedyne w swoim rodzaju trofeum. Podobnie mamy tu “znak” zamiast “tabliczki”, “ramkę” zamiast “obrazu” (nie wiem wobec tego, jak by nazwano “ramkę na przedmiot”) i “żużel” w miejsce “żwiru”. W jednym zdaniu znalazłam też mały błąd ortograficzny, który zapewne umknął gdzieś korekcie.

Generalnie jest to książka, którą gorąco polecam każdemu graczowi fascynującemu się Minecraftem i jego światem. Ale nawet tym, którzy nie mają pojęcia, czym jest ta gra i tym, którzy coś tam wiedzą, ale kompletnie nie rozumieją jej fenomenu, również polecam pooglądać “Zadziwiające Miasta Minecraft”. Sami zobaczcie, jak fantastyczne budowle wyczarowują najlepsi projektanci i gracze. Bo jest to po prostu gra, której możliwości są wręcz niczym nieograniczone, a jedyne, co może tu budowniczego ograniczyć, to tylko jego własna wyobraźnia. Zwłaszcza, że sam Minecraft jest zadziwiający w swojej – jakże idealnej – prostocie.

str. 9 – “W świecie Minecraft poruszamy się wśród platońskich idei. Owce stanowią ideę owiec, a góry ideę gór. Szczegóły i detale uzupełnia nasza wyobraźnia. Minecraft jest pod wieloma względami światem filozoficznym, w którym wszystko zredukowane zostało do idei, do najprostszej z możliwych form”.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Zielona Sowa.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

“Nelly Rapp i nawiedzony sklep” Martin Widmark

Już po raz czwarty mamy przyjemność i okazję spotkać się z upiorną agentką Nelly, która po poprzedniej przygodnie z wilkołakami, trafia teraz do nawiedzonego sklepu. Upiorna Akademia nie zleciła jej wprawdzie żadnego zadania, ale dziewczynka zupełnie przypadkowo odkrywa coś niezwykłego.

Zwyczajna wizyta w sklepie spożywczym, gdzie Nelly miała zrobić całkiem zwyczajne, codzienne zakupy, nieoczekiwanie zmienia się w bezpłatną analizę ducha. Nelly Rapp bowiem, zaniepokojona dziwnymi i bardzo nietypowymi wydarzeniami w sklepie Conny’ego Cruta, postanawia przyjrzeć im się bliżej.

str. 17 – “Dziś w ciągu dnia wijący się wąż z kiełbasek polował po całym sklepie na jedną biedną panią. Innego dnia w zeszłym tygodniu brzoskwinie latały w powietrzu jak kule armatnie, a wczoraj szynka uderzyła jakiegoś faceta tak, że wylądował w cukierkach”.

Nelly sądzi, że to wszystko to zapewne sprawka… ducha. I tak nasza agentka, zupełnie niespodziewanie, poznaje Tulo Besmana. I nie jest do końca przekonana, czy to aby na pewno Tulo odpowiada za dziwne zjawiska w sklepie. Nelly Rapp wkracza do akcji!

Wydawnictwo Mamania zapewnia, że książki o Nelly są: “straszne w sam raz dla młodych czytelników”. Zapewniam, że dzieci będą opowieściami o Nelly zachwycone. Jest tu wszystko, co na ogół lubią młodzi miłośnicy literatury: odważna bohaterka, intrygująca historia, zaskakujące wydarzenia i on – duch. Starsi przeczytają samodzielnie, młodsi wspólnie z rodzicami.

To książka dla dzieci, które lubią, gdy w powieści coś się dzieje i które jednocześnie lubią się pośmiać. Bo Nelly Rapp – jak zwykle – towarzyszy specyficzny humor.

str. 38 – “Chyba mojemu psu zrobiło się go żal, bo podszedł i polizał starego ducha po twarzy. Kiedy starła się mąka, jeden policzek zniknął!
Przywołałam Londyna, żeby nie zlizał całego ducha”.

Niedługie rozdziały i wyraźny druk oraz zabawne ilustracje autorstwa Christiny Alvner umilą dzieciom lekturę. Duży tytuł na twardej okładce, świecący w ciemności, uczyni w dziecięcych oczach książki o Nelly jeszcze bardziej niesamowitymi.

Z czwartego tomu perypetii Nelly Rapp dzieci dowiedzą się, jak wiele może zdziałać zwykła ludzka dobroć i wielkie serce. Przekonają się też, że jeśli ktoś zrobi coś złego, zawsze może się poprawić i że o taką szansę być może nie zawsze jest łatwo, ale warto próbować.

“Nelly Rapp i nawiedzony sklep” to idealna pozycja dla wszystkich młodych fascynatów przygody i niezwykłych zdarzeń. Książeczki o Nelly można czytać osobno i niekoniecznie po kolei (choć na początek polecam przeczytać tom pierwszy “Nelly Rapp i Upiorna Akademia”), każda bowiem jest odrębną historią.

Gorąco polecam dzieciom od siedmiu lat i ich rodzicom.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Mamania.


*cytaty pochodzą z książki

Zapisz

Copyright © 2024. Powered by WordPress & Romangie Theme.