“Z krwi i kości” Nora Roberts

“- Jestem Jedyną! – zawołała. – Wybraną do tego, by zmusić ciemność do cofnięcia się. I tak właśnie uczynię. Jeśli boicie się walczyć, uciekajcie, kryjcie się. Ale i tak was znajdę. Przyłączcie się do mnie. Stawcie im czoła, walczcie z nimi, a kiedy światło spali ciemność na popiół, będziecie wolni”.

Wyczekiwałam tej książki tak samo niecierpliwie, jak tegorocznej wiosny. Całkiem niedawno bowiem przeczytałam pierwszy tom “Kronik tej Jedynej” pt.: “Początek” i zostałam kompletnie oczarowana. Wśród wielu powieści Nory Roberts były takie, o których zapominałam od razu po ich przeczytaniu oraz takie, do których chętnie wracam do dziś. Zdarzyły się również takie, przez które ciężko było mi przebrnąć. “Kroniki tej Jedynej” to zdecydowanie jedna z najlepszych serii autorki w jej całej karierze pisarskiej.

Od wydarzeń z pierwszego tomu mija właśnie trzynaście lat. Fallon Swift osiąga wiek, w którym zacznie się uczyć, co tak naprawdę oznacza bycie “tą Jedyną”. Z dala od rodzinnego domu, twarda i nieustępliwa, pozna tajniki magii, ciężkiej pracy, prawa natury, a także dawnego świata, który już nie istnieje, a ona nigdy dotąd go nie poznała.

str. 48 – “A potem nagle skończył się świat. Wszystko (…) odeszło z dymem, krwią i wrzaskiem krążących nad głowami wron”.

To ona będzie odpowiedzialna za nowy początek. To na jej barkach spoczywa przyszłość i bezpieczeństwo przyszłych pokoleń. To jej przeznaczeniem jest stoczenie walki ze złem. Tylko czy będzie na to gotowa? I czy – kiedy ta chwila już nadejdzie – odważy się?

Jej opiekun i nauczyciel, Mallick, który do tej roli przygotowywał się od setek lat, wojownik, ma za zadanie teraz przygotować Fallon do tego, by stanęła ze swoim przeznaczeniem twarzą w twarz. Ale uczy ją nie tylko walczyć; tak naprawdę uczy ją o wiele, wiele więcej, choć na pierwszy rzut oka wcale tego nie widać…

Fallon na własną rękę odkryje magię, która ją zaskoczy. Pozna ludzi i Niesamowitych, odkryje sekrety lasów, a nawet ujrzy środowisko, z którego pochodzi jej matka – Lana.

“Z krwi i kości” zupełnie nie odbiega klimatem od pierwszej części. Mimo 470 stron książkę czyta się migiem i trudno się od niej oderwać. Jest pełna przygód, magii, wspaniałych stworzeń, ciekawych postaci i bohaterów, których już poznaliśmy w pierwszym tomie. Znaczna większość akcji rozgrywa się teraz w lasach, gdzie Fallon się szkoli. Razem z nią poznajemy jej nowy dom i razem z nią podejmiemy się zadań, które otrzymuje od Mallicka. I choć początkowo dziewczyna nie jest przekonana co do swojej roli w tym nowym świecie, ani przeznaczenia, na które nie ma żadnego wpływu, w końcu powoli wdraża się w naukę. A trzeba przyznać, że nagroda będzie spektakularna.

str. 303 – “Fallon otworzyła księgę.
Śpiew obwieścił to światu gromkim chórem. Powiał wiatr, ciepły, dziki, niosący smak ziemi i morza, kwiatów i ciała, kiedy płomienie sunęły po stronicach.
I wypisały jej imię”.

Atmosfera powieści jest bardziej przesiąknięta baśnią niż pierwsza część. Mimo iż akcja osadzona jest w czasach współczesnych i rozgrywa się trzynaście lat po katastrofalnej pandemii, nadal przebywamy we współczesności. Rządy wprawdzie nie istnieją, podobnie jak dotychczasowa infrastruktura, miasta, cywilizacja. To wszystko to już przeszłość. Teraz nadchodzi nowe. Wojna dobra ze złem, odwieczny konflikt, w którym zwyciężyć może tylko jedna strona.

str. 339 – “Tam, gdzie światło ich przywiodło, gdzie znaki ich doprowadziły, gdzie krew ojca mego splamiła ziemię. Tam trzeba zebrać armię, wykuć broń przeciw ciemności. Stamtąd do wielkich miast, do gruzu i ruin, przez morza, pod ziemię. Zdrada, krew, kłamstwa przyniosą gorzkie owoce i niektórzy po drodze upadną. Ze wzrostem magii, od zderzenia światła z ciemnością, zadrżą światy”.

“Z krwi i kości” to pierwszorzędnie poprowadzona fabuła. Tutaj wszystko jest idealnie wyważone, nic nie jest przegadane, akcja toczy się doskonałym tempem. Każdy z bohaterów to indywidualna postać, którą możemy poznać po samym tylko stylu wypowiedzi. Poza ludźmi spotkamy tu wiedźmy, duszki, elfy, magów i fantastyczne zwierzęta. Po tym, jak świat zniszczyła apokalipsa, ludzie i Niesamowici żyją teraz bliżej natury. Uczą się z niej korzystać, dbają o nią, szanują ją i doceniają. Oczywiście ci dobrzy, bo na świecie nie brakuje również niestety tych drugich.

str. 315 – “Jego korzenie obejmują boginię ziemi – powiedział. – Jego gałęzie wznoszą się do boga słońca. Jego liście oddają w powietrze życie, łapią deszcz. Będzie stanowił dom dla ptaków, a ich pieśni ozdobią to miejsce na wieki. Drzewo łączy wszystko, ziemię, powietrze, ogień, magię. To, co chodzi, co lata, co pełza, łączy się przezeń ze światłem”.

Piękna okładka, której znaczenie pojmujemy dopiero po lekturze lub w jej trakcie, przejrzysty druk, brak błędów i literówek to – jak zwykle – ogromny plus dla Wydawnictwa Edipresse Książki.

To, co najmocniej ujmuje w tej powieści to ewidentnie klimat. Przywiązujemy się do bohaterów, przeżywamy z nimi ich sukcesy i porażki, drżymy o ich życie podczas starć z wrogiem. Trzeba też przyznać, że – i to jest bardzo typowe dla Nory Roberts – to powieść w której nie zabraknie nam olbrzymiego wachlarza przeróżnych emocji. I to począwszy od tych bardziej przyziemnych, po iście wzniosłe i patetyczne. No ale to w końcu opowieść o bohaterach.

Pozostaje czekać na trzeci, finalny tom “Kronik tej Jedynej”. Ode mnie powieść otrzymuje dziesięć gwiazdek i wędruje na półkę z ulubionymi książkami – na pewno jeszcze do niej wrócę.

Za książkę i możliwość lektury bardzo dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki


*cytaty pochodzą z książki

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.