“Tami z krainy pięknych koni” Renata Klamerus

Bardzo lubię bajki dla dzieci i chętnie po nie sięgam. Na ogół czytam razem z córką, ale zawsze i ja mocno się wciągam w bajkowy, kolorowy świat, a do niektórych baśni i opowieści wracamy kilkakrotnie.

Tytułowa Tami, czyli Tamara Suremalk, mieszka razem z rodzicami i młodszym bratem w Kapadoclandii, odległej krainie, o której autorka pisze, że znajduje się ona “daleko stąd, za górami, rzekami, za morzem”. Tami ma dziesięć lat i jest zwyczajną dziewczynką. Chodzi do szkoły, uczy się, bawi, pomaga rodzicom w domu, a teraz, kiedy właśnie ją poznajemy, ma akurat wakacje. Najlepszym przyjacielem Tami jest nieco starszy od niej chłopiec – Rume, który mieszka niedaleko, więc dzieci często się ze sobą spotykają i razem bawią. Pewnego dnia Tami zostaje w domu sama i opiekuje się młodszym braciszkiem Borim. Chłopczyk pod jej nieuwagę wydłubuje pod łóżkiem siostry dziurę w ścianie. Tami z początku jest o to zła, ale później zauważa, że z dziury wpada do pokoju łuna światła. Zaniepokojona, ale jednocześnie zafascynowana owym dziwnym światłem, Tami zaczyna powiększać dziurę, aż nagle okazuje się, że za nią znajduje się duża, jasna grota. Grota emituje światło sama z siebie i Tami nie jest pewna, czy wejście do niej jest na pewno bezpieczne. Ciekawość jednak zwycięża i Tami zagląda do środka. Co tam znajdzie? I co ją tam spotka? Tami dzieli się swoim odkryciem z Rume i jeszcze jednym chłopcem – Keliem, po czym cała trójka postanawia odkryć tajemnicę groty. A grota, jak to na baśń przystało, skrywa wiele tajemnic i sekretów.

Dzieci przeżywają wiele ciekawych przygód, trafiają w kilka dziwacznych miejsc, poznają paru nietypowych mieszkańców krainy, których nigdy dotąd nie spotkali. Czary, magiczne księgi i zaklęcia towarzyszą im od prawie pierwszych kart książki aż do samego końca. Trzeba przyznać autorce, że wymyśliła ona świat zupełnie odmienny od wszystkich innych, jakie dotychczas w literaturze dla dzieci powstały. Tę odmienność widać wyraźnie od pierwszych słów bajki i w moim odczuciu jest to niewątpliwie zaleta. Sugestywne, bogate opisy, tworzą bajkową atmosferę i sprawiają, że dzieciom łatwiej będzie wyobrazić sobie miejsca, w których rozgrywa się akcja książki.

“W tym rajskim ogrodzie, pełnym ślicznych roślin, żyły dziwaki. Każdy z nich był wypaczeniem tego, co dzieci już znały i widziały. Dżdżownice jeździły na kółkach, były długie i wielkie jak kolejka wąskotorowa, żółwie miały długie nogi i chodziły w oficerkach (…). Ryby zamiast płetw miały ręce i nogi, ptaki nosiły okulary przeciwsłoneczne, raki zamiast szczypiec miały nożyczki i kosiły bordową trawę. Olbrzymie mrówki pospołu z termitami zbierały ją i układały w kopki. Pancernik miał emaliowany korpus i udeptywał ścieżki, jeżdżąc na gąsienicach”.

Wspólnie przeżywane przygody zbliżają dzieci do siebie, pokazują im, jaką potęgę ma magia przyjaźni, współpraca, wsparcie drugiej osoby oraz to, o ile łatwiej jest się zmagać z przeciwnościami losu, kiedy obok siebie mamy przyjaciela. Pod wpływem wielu zdarzeń, dzieci patrzą na różne sprawy zupełnie inaczej niż przedtem, dojrzalej, mądrzej, jednocześnie zachowując charakterystyczny dla dzieci pogląd, że tak naprawdę nic nie jest niemożliwe. Wystarczy tylko mocno czegoś pragnąć, by to coś się spełniło.

W książce nie brakuje specyficznych postaci takich jak: trochę napuszona pani Petra prowadząca sklep i wzruszająca, mądra babcia Fuoco, która pilnuje pieca. I właśnie babcia Fuoco jest zdecydowanie moją faworytką, jeśli chodzi o bohaterów “Tami (…)”. Kiedy dzieci ją poznają, babcia ciężko pracuje przy piecu. Dziwny i niecodzienny splot wydarzeń sprawia, że później jeszcze babcia pojawia się w treści, z czego osobiście bardzo się ucieszyłam. Babcia Fuoco to ciepła, przepełniona dobrocią osoba – wniosła do książki mnóstwo koloru i serdeczności.

“Dla babci Fuoco najważniejsze było, żeby dzieci się nie bały. Strach według niej nie był potrzebny, nie chciała, by dziewczynka zrywała się w nocy z powodu gnębiących ją koszmarów. Uważała, że dzieciństwo powinno być pogodne, radosne i szczęśliwe, jak bardzo długie święto, jak trwające kilkanaście lat Boże Narodzenie”.

Tami ma kilka marzeń, marzy o tym, by zobaczyć konie, marzy o tym, by śpiewać – w osobie Tami i jej pragnieniach swoje odbicie znajdą dziewczynki ośmioletnie i starsze, z pewnością będą uważnie, z zapartym tchem i z ciekawością śledziły jej losy i przygody. Myślę, że ją polubią, podobnie jak moja siedmiolatka, która z rozdziału na rozdział niecierpliwie czekała na dalszy ciąg.

Książka dzieli się na dwie części, ale szczerze mówiąc jakoś nie dociera do mnie podział zastosowany przez autorkę, bo ja bym podzieliła całość na przygodę dzieci w jaskini i na to, co działo się potem. To, co przeżyją dzieci po wejściu do groty, będzie miało ogromny wpływ na to, co wydarzy się potem w ich rodzinnych domach i we wsi oraz na to, jak zmienią się same dzieci. W moim odczuciu o wiele za krótko trwała przygoda w grocie w stosunku do tego, co wydarzyło się na kartach powieści później. Czułam spory niedosyt po przygodzie, a potem lekkie znużenie akcją po niej. Są to odczucia osoby dorosłej, bo z kolei moja córka nie miała uwag i książka podobała jej się w formie takiej, jaka jest. Obie troszeczkę żałowałyśmy, że w książce zabrakło kolorowych obrazków krainy, którą przemierzają dzieci. Autorka dodała wprawdzie do publikacji kolaże zdjęć własnego pomysłu, które, owszem, są udane, jednak ta książka aż się prosi o bogate, kolorowe, cudne ilustracje.

Było po drodze kilka zgrzytów, które uważałam za niepotrzebne zabiegi autorskie, ale nie wpłynęły one jakoś znacząco na odbiór powieści, więc pozostało mi je po prostu zaakceptować. Niestety pojawił się również błąd ortograficzny, którego zjawienie się w tekście – w moim mniemaniu – nie powinno w ogóle mieć miejsca, gdzieś jest też na moment zmieniony czas (z przeszłego na teraźniejszy). Pod koniec powieści nastąpił lekki chaos, po kilku statycznych, spokojnych rozdziałach, nagle wydarzyło się sporo naraz. Końcówka jakby urwana, mam wrażenie, że książka skończyła się nagle i za szybko, jakby zabrakło pomysłu na pełne zakończenie. Nie czytałam jeszcze drugiego tomu, więc zostawiam sobie otwartą furtkę i czekam na więcej, tak samo ciekawie, mam nadzieję.

“(…) w życiu jak w bajce: wszystko może się zdarzyć, urzeczywistnić. Marzenia mają (…) moc sprawczą. Mogą się spełniać, ale to zależy od nas”.

Korci mnie, by napisać coś o tytule. Otóż, wbrew tytułowi, Tami nie mieszka wcale w krainie koni. Tu, gdzie mieszkają dzieci, nie ma nawet koni, ludzie trzymają co najwyżej osły, które pomagają w gospodarstwie. Tami jednak z całego serca marzy o tym, by zobaczyć konie, by móc na nich pojeździć, by choć przebywać w ich pobliżu. Czy to marzenie się ziści? Przekonajcie się sami. Zachęcam do sięgnięcia po tę książkę, zwłaszcza jeśli macie dzieci w wieku od 8 do 13 lat. Podziemia Kapadoclandii odkryją przed nimi swoje czary i sekrety i na długo pozostaną w ich pamięci.

“Tami w krainie pięknych koni” to książka pełna nietypowych, ale zarazem ciekawych pomysłów autorki. Dzieci docenią kolorowe opisy i bogatą wyobraźnię pisarki. Z pewnością spodoba im się kraina pełna magii i dziwnych istot – mnie osobiście zauroczyły rybki w sweterkach. Książkę polecam z czystym sumieniem, ponieważ jest zupełnie nietuzinkowa i niespotykana. Ja w każdym razie chętnie sięgnę po drugi tom i z przyjemnością jeszcze spotkam się z Tami i jej przyjaciółmi.

*za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.