“Znak ostrzegawczy” Iwona Bińczycka-Kołacz

Wcale nie zacznę tej recenzji od słów, że rzadko sięgam po książki o tematyce obyczajowej, że wolę sensacyjne i thrillery lub kryminały i tak dalej…

“Znak ostrzegawczy” to powieść ze wszech miar obyczajowa, a do sięgnięcia po nią zachęcił mnie wyrwany z całości fragment, notka wydawcy oraz ładna, skromna okładka. Uznałam, że dam jej szansę. Zaczęłam czytać w sobotę wieczorem, w niedzielę skończyłam i muszę przyznać, że jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona. Oczywiście nigdy nie jest tak, że z góry klasyfikuję powieść obyczajową jako nieudaną, bo nie przepadam za gatunkiem. Nigdy nie oceniam książki po samym gatunku i chętnie sięgam po wszystko, bo nigdy nie wiadomo, czym zostanę zaskoczona. Tutaj spodziewałam się opowieści o życiu dwóch kobiet, no i właśnie to dostałam. Zwykła, obyczajowa opowieść o dzisiejszych kobietach, całkiem zwyczajnych, o ich problemach i rozterkach, o ich marzeniach, o małżeństwie, zdradzie, miłości i przyjaźni. Niby nic takiego, czemu więc mówię, że jestem pozytywnie zaskoczona?

Na przykładzie książki pani Iwony widać doskonale, ile znaczy lekkie pióro autora, zgrabny język oraz umiejętność wykreowania zwyczajnych postaci w sposób ciekawy i przyciągający uwagę. Bo nasze bohaterki: Kamila i Agata, to naprawdę zwyczajne, właściwie niczym niewyróżniające się, dziewczyny.

Kamila mieszka w małym domku za miastem, ma kilkuletniego synka Jasia oraz męża Jarka, który poza swoją pracą i telewizją świata nie widzi. Kamila pracuje jako przewodnik i oprowadza turystów po mieście. I tutaj plus ode mnie dla książki, ponieważ jej akcja w większości toczy się w Krakowie, mieście, w którym nigdy nie byłam, a bardzo bym chciała. Opisy miasta, sugestywne i klimatyczne, zgrabnie wpleciona w fabułę, skutecznie mnie zauroczyły.

“Kolejnym obowiązkowym punktem programu była Huta Sendzimira. Zajrzeli też do Opactwa Cystersów w Mogile, po czym udali się w kierunku Alei Róż – ulicy zaplanowanej na trasę pochodów. Wpadli na kawę z fusami do Stylowej – najstarszej kawiarni (obecnie restauracji) Nowej Huty, przypominającej z wyglądu te z filmów Barei. PRL się tu zatrzymał – na stołach leżały wykrochmalone obrusy, w oknach zwisały dekoracyjne firany, a puszysta kelnerka z obfitym biustem i niebieskimi powiekami odzywała się typowym znudzonym głosem bufetowej z “tamtych” czasów”.

Druga bohaterka książki, Agata, stanowi zupełne przeciwieństwo Kamili. Zarówno pod względem wyglądu, jak i zachowania oraz charakteru. Ciężko określić, czy te dwie kobiety się przyjaźnią, chyba raczej nie, ale są dobrymi koleżankami i chętnie się spotykają. Agata, wraz z mężem Szymonem, stara się o dziecko i od paru już lat nie mogą doczekać się wymarzonego potomka. Po trzech latach bezowocnych starań Agata w końcu zachodzi w ciążę, ale niestety nie wie jeszcze, że będzie to dla niej pasmo smutków, rozpaczy i łez.

Aga jest szczęśliwa w swoim małżeństwie, świetnie dogaduje się z Szymonem, oboje mają podobne oczekiwania od życia oraz marzenia. Kamila, kompletnie lekceważona przez męża, który nie potrafi (a może również nie chce) okazywać jej żadnych ciepłych uczuć, czuje się w małżeństwie samotna i nieszczęśliwa. Bardzo brakuje jej czułości, zrozumienia, przytulenia czy choćby małego buziaka na do widzenia. Niestety rywalkami Kamili w jej związku są praca męża oraz telewizja. Jarek bowiem najchętniej spędza wolny czas na kanapie, z pilotem w ręku. Chłodny i oschły, nie zapewnia żonie poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji.

Obie kobiety mają swoje sekrety, które poznamy w trakcie czytania, a ich życie zazębia się o siebie, odsłaniając nam kolejne brakujące fragmenty jednej układanki. Na jaw wychodzą niedopowiedzenia i niedokończone sprawy z przeszłości, prowadząc nas do dość zaskakującego finału.

Jak wspomniałam, autorka ma lekkie pióro, co sprawia, że książkę po prostu chce się czytać i chce się wiedzieć, co się dalej wydarzy. Losy Agaty i Kamili przeplatają się ze sobą w niedługich rozdziałach, chwilami łącząc się i spotykając na tej samej drodze. Ich rozterki, którymi często dzielą się jedna z drugą, przypominają kłopoty kobiet na całym świecie. Podjęcie właściwej decyzji – choć może nam wydaje się proste z naszego punktu widzenia – dla nich wcale takie jasne i proste nie jest. Każda z nich jednak dąży do tego, by próbować spełniać marzenia.

“Marzenia są nam dane po to, byśmy mogli wiedzieć, jak wyglądałoby życie przy odrobinie szczęścia. Zły los nie ma do nich dostępu, przynajmniej ich nie może nam zabrać! Wszystko inne jest zmienne, niepewne.”

Kamila jest dobrą matką, stara się też być dobrą żoną. Niestety pozostaje rozdarta, ponieważ z jednej strony postępuje tak, jak czuje, że powinna postępować, a z drugiej marzy o czułej, ciepłej miłości, jaką dawał jej Gerard, jej pierwsza miłość, której nigdy nie zapomniała. Z kolei Agata żyje od owulacji do owulacji i swoje życie (oraz życie swojego męża) podporządkowuje prawie wyłącznie pragnieniu posiadania dziecka.

“Znak ostrzegawczy” to książka o kobietach dla kobiet. To do nich jest kierowana, choć sądzę, że wielu mężczyzn też mogłoby się z nią zapoznać, choćby po to, by poszukać w niej odpowiedzi, czego w małżeństwie poszukuje kobieta, a także co tak naprawdę zapewnia jej poczucie stabilizacji, bezpieczeństwa i zaufania.

Minusem powieści są anglojęzyczne wtrącenia w tekście, czasem słowa, czasem zdania, a czasem nawet całe strofy piosenek, które nie są tłumaczone. Być może większość Polaków zna język angielski, jednak do znudzenia powtarzam, że polska książka, polskiego autora, wydana w Polsce, powinna takowe tłumaczenie zawierać.

Jak wspominałam już na początku, książka ujęła mnie urokliwymi, niezwykle klimatycznymi, opisami miasta wplecionymi w całość akcji, choćby takimi, jak ten poniżej:

“Nie mogąc dać słowa, milczała. Nie naciskał na przysięgę bez pokrycia. Odprowadził ją do wyjścia. Szła Bracką na trzęsących się nogach, serce dudniło jej głośniej niż tętent koni ciągnących bryczki po krakowskim Rynku. W głowie szumiało wypite wino, serce rozdzierały niespodziewane, zdumiewające wiadomości.

Zapadł już zmrok. Dzień gasł, ale miasto nie miało zamiaru zasypiać. Zaczynało swoje nocne życie. Szarość wieczora rozświetlały latarnie, ozdoby świąteczne i lampki na ogromnym, bogato zdobionym, bożonarodzeniowym świerku”.

Historia obu kobiet wciągnęła mnie na tyle mocno, że poświęciłam tej książce większość niedzieli. Nie jest to ciężka, niczym cegła, lektura, ale opowieść o kobietach takich, jak my. Takie kobiety jak Kama i Agata są wśród nas, spotykamy je codziennie, mijamy na ulicy, mówimy im “dzień dobry”. Kto wie, może jedna z nich właśnie spaceruje z psem blisko naszego domu? Albo co rano odprowadza dziecko do szkoły? Gorąco polecam lekturę “Znaku ostrzegawczego”. Myślę, że się nie zawiedziecie, a przyjemny styl autorki, bogaty język i umiejętność kreślenia postaci sprawią, że bardzo przyjemnie spędzicie z książką czas.

*cytaty pochodzą z książki
**za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.