Polska język – trudna język*?

Przywiązujecie wagę do poprawności języka polskiego? Bo ja bardzo i uważam wręcz, że język ojczysty należy szanować, zwłaszcza, że język polski jest językiem naprawdę bardzo pięknym. A kaleczony jest niemalże wszędzie.

Spędzam mnóstwo godzin w Internecie, słucham radia, bywa, że oglądam programy informacyjne w TV. Najwięcej błędów widać oczywiście w necie, ale również dziennikarze je popełniają, a nagminnym i najmocniej rażącym moje uszy błędem jest odmiana liczebników. A ściślej mówiąc, odmiana lat, w których przyszło nam żyć. Słyszy się stale: “w roku dwutysięcznym drugim, dwutysięcznym jedenastym, dwutysięcznym czternastym…”. Chwilka! Halo! Czy mówimy “w roku tysięcznym czterysta dziesiątym”, czy raczej “w roku tysiąc czterysta dziesiątym”? Skoro więc mówimy “w tysiąc czterysta dziesiątym”, to powiemy również “w roku dwa tysiące czternastym”. Owszem, “w roku tysięcznym” (1000), “w roku dwutysięcznym” (2000), ale już “tysiąc piętnastym” (1015), “dwa tysiące czternastym” (2014). Ten błąd popełniają niemal wszyscy, od licealistów, poprzez studentów, na dziennikarzach i ważnych, mądrych politykach kończąc.

Drugi taki błąd, który mnie osobiście razi i irytuje, to używanie słówka “bynajmniej**” jako zamiennika słowa “przynajmniej***”. To nie jest to samo! Stare i bardzo trafne powiedzenie mówi, że jeśli nie wiemy dokładnie, co dane słowo oznacza, to lepiej w ogóle go nie używać. Święta prawda.

Nagminne łączenie tego, co piszemy osobno i sklejanie tego, co powinno być napisane oddzielnie to prawdziwa zmora Internetu. Podobnie jak byki ortograficzne :/

Nie wiem, jak jest teraz, ale kiedy pisałam maturę, wiele lat temu, za jeden błąd ortograficzny nauczyciele obniżali ocenę o cały stopień. Zakładając więc, że napisaliśmy właśnie całkiem przyzwoitą pracę na mocne cztery, ale popełniliśmy ze dwa orty, to po prostu oblaliśmy maturę pisemną i jesteśmy teraz w czarnej du… Khem. No, wiadomo: “hej, za rok matuuuuraaaa”.

Żeby nie było, że jestem taka czepialska. Rozumiem, że można się walnąć, brzydko mówiąc, że można nie zauważyć, bo często bywa tak, że piszemy bardzo szybko, a myśl wyprzedza klawiaturę czy ołówek. Sama osobiście popełniam więcej literówek pisząc teraz na klawiaturze laptopa, niż kiedy pisałam piórem (prawdziwym, wiecznym, napełnianym atramentem, cudnym piórem Sheaffera). Jednak w dobie dzisiejszych programów, nawet zwykłej przeglądarki FF, czy jakiejkolwiek innej, istnieją podprogramy i wtyczki do sprawdzania pisowni. Nie wiem, z czego korzysta większość, ja do pisania prostych i niedługich tekstów (takich jak na przykład ten, który czytasz), używam notatnika. Zwykłego, prostego notatnika pod Ubuntu (na lapku mam Linuxa). I nawet w nim jest opcja włączenia poprawności pisowni. Do pisania książek używam OpenOffice’a. I teraz – może zabawne – nie używam tych opcji od poprawnej pisowni, bo ich nie lubię i denerwują mnie czerwone wężyki pływające pod wyrazami, ale ogólnie opcja jest, można ją włączyć. Moim zdaniem jednak, podstawa do poprawnej pisowni, to czytać przed publikacją to, co się napisało. Wtedy wyłapiemy większość byków i je poprawimy. Ot i wszystko.

Istnieją też słowniki – takie grube książki – ciekawe, czy w dzisiejszych czasach ludzie jeszcze ich używają 😉  Bo ponoć umiejętność korzystania ze słownika, to również ważna i poważna sztuka. Gdzie szukać, jak szukać, jak czytać i jak rozumieć. Są też słowniki internetowe. Sama używam dwóch, prawie że codziennie: Słownik Języka Polskiego (http://sjp.pwn.pl) oraz Słownik Synonimów (http://synonimy.ux.pl) – polecam oba. A teraz, kto wie, co to są synonimy? 😉 No dobrze… Słownik Synonimów mam też w wydaniu książkowym i przez dwadzieścia lat został przeze mnie przeczytany w e i wewte**** – to najczęściej używana przez mnie książka podczas pracy pisarskiej.

Z domu pamiętam też mały słowniczek “Razem, czy osobno”, z którego korzystałam też bardzo często kiedyś, książeczka leżała u mnie na stałe na biurku. Dzisiaj mam już w głowie wszelkie podstępne słowa i zwroty typu:

na pewno
naprzeciwko
na zawsze

i wszelkie zasady pisania “nie”. Chyba właśnie to “nie” sprawiało mi najwięcej problemów w szkole średniej. Z czym razem, z czym osobno. Jeśli nie wiemy, zajrzyjmy do słownika. Oswojony słownik będzie naszym dobrym przyjacielem.

Jeśli chodzi o interpunkcję, to widzę, że wielu ludzi używa przecinków jako ozdobników w zdaniach. Ot, takie sobie malutkie arabeski, bo są ładne. Tymczasem zasady stosowania przecinków wcale nie są takie skomplikowane, jak by się mogło zdawać. Jest formułka, której nauczono mnie jeszcze w szkole podstawowej. Polecam wkuć na pamięć.

Przecinek stawiamy przed:
ale, lecz, a, jednak, zaś, natomiast

Nie stawiamy przed:
albo, lub, czy, bądź

Zawsze też stawiamy przed słówkiem “który”. I tutaj kolejne schody. Widuję zdania w stylu: “Kupiłam sobie książkę po, którą stałam w długiej kolejce”. O matko… Owszem, piszemy przecinki przed “który, która, które”, ale nie w taki sposób. Piszemy przed “po której, przed którym, po którego, za którym” itp, itd, etc. Ufff…

Najwięcej błędów, zarówno ortograficznych, interpunkcyjnych i stylistycznych, jest na blogach (młodszych osób), na forach i fanpage’ach na FB. Czasem są to błędy tak dające po oczach, że nie mogę się oprzeć i wrednie zwracam uwagę. Kulturalnie wprawdzie, ale kurczę, wrednie. No bo nie mogę przejść obojętnie przed “herbatą” pisaną przez “ch” albo przed “którym” przez “u” otwarte. Czasem naprawdę wystarczy przeczytać to, co się napisało, zanim się to coś opublikuje. To, co piszesz i jak piszesz, świadczy przecież o Tobie!

I jeszcze kwiatki w rodzaju: “wrócił z powrotem” (skoro wrócił, to wiadomo, że z powrotem), “zabił na śmierć” (a można zabić inaczej??), “powiedział jemu” (nie jemu, piszemy “powiedział mu”), “zobaczył jego na moście” (znowu to samo, powinno być “zobaczył go na moście”, chyba że chcemy napisać “zobaczył jego rower na moście”), “Anna i ja byliśmy w kinie” (skoro Anna i ja jesteśmy dziewczynami, to “byłyśmy”), “w każdym bądź razie” (powinno być “w każdym razie”).

Z pewnością jest tego o wiele, wiele więcej, ale piszę na szybko i raczej nie jestem w stanie przytoczyć całej puli niekończących się byków. Nie zamierzam też tutaj wypisywać zasad polskiej gramatyki, bo to się mija z celem, chcę tylko powiedzieć, że warto czasem przyjrzeć się temu, co mówimy, co piszemy i jak to robimy.

Co tu dużo gadać… O ile jeszcze przejdą jakieś błędy na blogach należących do nastolatek, zachwycających się Robertem Pattisonem, czy też sławiących urodę innych idoli, o tyle ktoś, kto pisze opowiadania i mierzy znacznie, znacznie wyżej, powinien się błędów wszelakich wystrzegać. Swój warsztat pisarz szlifuje ciągle i codziennie. A żeby dobrze pisać, trzeba pisać. I czytać. Wszystko. A potem znowu pisać. I czytać to, co się napisze. Poprawiać błędy, poprawiać stylistykę, poprawiać siebie samego, być swoim największym krytykiem i swoim najlepszym korektorem. W chwili, kiedy uznamy, że opowiadanie nadaje się do publikacji, wciskamy sobie STOP i czytamy je jeszcze raz.

Dla przykładu trochę prywaty… Moja ostatnia książka poszła do prac redakcyjnych po blisko dwóch miesiącach mojej osobistej korekty, mojego czytania, poprawiania, znowu czytania, sprawdzania, wychwytywania literówek, znowu czytania. W końcu kiedy skończyłam, przeczytałam całość raz jeszcze i dopiero wtedy wysłałam do wydawnictwa. Rezultat? Pani robiąca korektę nie miała właściwie czego poprawiać. I jest to według mnie przejaw szacunku zarówno dla samego siebie, jak i dla pani, która zajmuje się później redakcją i  korektą.

A słowniki nie gryzą 😉

Wobec wszystkiego, co tu właśnie napisałam, idę to teraz porządnie przeczytać, żeby móc wychwycić ewentualne byki i później to wreszcie opublikować 😉

Marta Bilewicz

* pisownia celowa 😉

**partykuła wzmacniająca przeczenie zawarte w wypowiedzi, np. Nie twierdzę bynajmniej, że jest to jedyne rozwiązanie. (SJP, http://sjp.pwn.pl/szukaj/bynajmniej)

***partykuła wyznaczająca minimalny, możliwy do zaakceptowania przez mówiącego zakres czegoś, np. Wypij przynajmniej mleko., lub komunikująca, że ilość lub miara czegoś jest nie mniejsza od wymienionej i że może być większa, np. Wyjechała przynajmniej na rok lub wykrzyknik będący przeczącą odpowiedzią na pytanie, np. Czy to wszystko? – Bynajmniej. (SJP, http://sjp.pwn.pl/szukaj/przynajmniej)

****Nowy słownik ortograficzny PWN podaje pisownię w tę i we w tę, a Inny słownik języka polskiegowte i wewte. W tekstach spotykamy obydwa zapisy. Samo wyrażenie jest oczywiście potoczne i, jak widać, bywa zapisywane dwojako: pedantycznie albo z uproszczeniami charakterystycznymi dla mowy potocznej (http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=108)

*****W tekście ukryłam dwa byki – kto znajdzie? 😉

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.