“Zemsta i przebaczenie. Tom III. Rzeka tęsknoty” Joanna Jax

“Rzeka tęsknoty” to już trzeci tom z cyklu “Zemsta i przebaczenie” Joanny Jax. O poprzednich możecie przeczytać na blogu “Narodziny gniewu” i “Otchłań nienawiści”.

Nasi bohaterowie nadal zmagają się z zawirowaniami II wojny światowej. Niezależnie od tego, jakiej są narodowości i po której stronie barykady stoją, okrucieństwo wojny dotyka każdego z nich. Cierpienie, niepewność, strach – te uczucia towarzyszą im na każdym – bez wyjątku – kroku. Bo wojna to zło, jest do szpiku kości okrutna, brutalna, brudna, ohydna i bardzo, ale to bardzo niesprawiedliwa. Bo najwięcej cierpień przysparza dzieciom. Dzieciom, które na świat patrzą z niewinnością i ciekawością, a w czasie wojny z przerażeniem i dojmującą paniką.

str. 37 – “Przycupnął na murku, rozpamiętując koleżankę, by potem wodzić oczami po tym koszmarnym miejscu, gdzie jedynie śmierci i cierpienia było pod dostatkiem. Patrzył na wymizerowane sieroty, w podobnym do niego wieku, brudne i wychudzone, w połatanych ubraniach, tulące się do ścian budynków. Ich spojrzenia były puste i beznamiętne. Jakby nie znali albo nie pamiętali innego świata niż ten, na który patrzyli”.

A jednak mimo grożącego ludziom niebezpieczeństwa, groźby aresztowania przez Gestapo, przesłuchań, łapanek, a nawet utraty życia, nie brakowało odważnych i dobrych ludzi. To właśnie oni dzielili się z głodnymi jedzeniem, z chorymi lekarstwami, sierotom dawali kochający, troskliwy dom, ratowali żydowskie dzieci z getta, ukrywali Żydów w swoich piwnicach, pomagali potrzebującym. Mimo wszechogarniającego lęku o siebie, o bliskich i o przyszłość, Alicja i Hanka nadal tkwią w tej wojennej zawierusze w różnych miejscach na świecie. Tajemnice i sekrety, jakie im towarzyszą i jakie muszą w sobie nosić, nie ułatwiają im zmagania się z wojenną codziennością.

Jednak wojna nie uznaje kompromisów, jest tak samo bezwzględna dla każdego. Gdzie w niej miejsce na miłość? Czy ma ona w ogóle podczas niej sens? Po co ryzykować, skoro może ona i tak przynieść więcej cierpienia i bólu niż radości? Skomplikowana natura miłości nijak nie pasuje do ciemnego tła wojny. Ale czy rzeczywiście?

str. 202 – “Miłość była prosta. Jeśli kogoś kochasz, dla niego zawsze znajdziesz siły, by się podnieść, gdy upadniesz”.

A może to właśnie miłość daje zakochanym siły i motywację do walki? To dzięki niej widać światełko w tunelu. Joanna Jax udowadnia, że ta najprawdziwsza miłość nie boi się przeszkód. Czy to działania osób trzecich, czy też okupacja i towarzyszący jej ciągły strach, miłość potrafi pokonać i to. Pod warunkiem oczywiście, że jest szczera i prawdziwa.

W “Rzece tęsknoty” to Alicja i Hanka są postawione na pierwszym planie. Wojna przyniesie im obu niepewne jutro, a jej okrucieństwo dotknie ich zimnymi paluchami. Obie będą musiały podjąć trudne decyzje, od których zależeć będzie ich życie, spokój i przyszłość.

Powieść Joanny Jax to kalejdoskop uczuć i emocji. I podobnie jak zmieniają się kalejdoskopowe kolorowe szkiełka, tak i one potrafią się odmienić w mgnieniu oka. Miłość, nienawiść, lęk, w końcu przyjaźń… Przyjaźń, w imię której warto zaryzykować własne życie. Własną wolność. Wszystko, co tylko mamy.

Po lekturze książki jeszcze bardziej niecierpliwie czekam na kolejny tom sagi (już we wrześniu), a jednocześnie nachodzi mnie pewna refleksja. Jak zakończyłaby się wojna, gdyby nie tysiące ludzi ryzykujący swoje życie dla innych? Bez tego całego dobra, wielkich serc, altruizmu i bezinteresowności, ilu ludzi by zginęło? Ilu zmarłoby w getcie? Jakie to szczęście, że takich dobrych ludzi nie brakuje. I nie brakowało wtedy…

Paradoksalnie – wydaje mi się – że w obliczu brutalności okupacji, holocaustu, bombardowań i zła wojny, więcej pojawiało się wówczas tego, co dobre, niż dziś, w ogólnie panującej znieczulicy. Dziś mamy wszystko, czego właściwie zapragniemy i nie potrafimy tego nawet docenić. A wtedy? Zwykła cebula, pajda chleba i miarka mąki były na wagę złota.

str. 363 – “(…) piękno, które tak niegdyś pokochał, może tkwić także w prostocie dnia codziennego, szumie drzew i dźwięku stukających o pomost łódek. W spokojnej tafli jeziora otulonej wysokimi trzcinami, małych domach z niebieskimi okiennicami i w rytmie życia, które wyznaczają wschody i zachody słońca”.

Tak wiele jest piękna wokół nas. Warto się rozglądać, warto w szarzyźnie codzienności nauczyć się dostrzegać drobne, jaśniejsze kolory. To właśnie te drobiazgi nadają naszemu życiu sensu, a w czasie wojny, to one dodawały ludziom nadziei.

Takie książki pozwalają nam spojrzeć z bliska na okoliczności i problemy, o jakich znaczna większość z nas nie ma pojęcia. To nam daje powód do głębokiej refleksji. Pomyślmy o tych ludziach, których ich własne przeżycia zmieniły na zawsze. O tych, którzy przeżyli i mogli nam o tym opowiedzieć.

I o tych, którzy tej szansy nigdy nie mieli.

Polecam gorąco “Rzekę tęsknoty” miłośnikom powieści obyczajowych, zwłaszcza tym, którzy lubią mieć za tło wydarzenia II wojny światowej.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwom Videograf SA.

*cytaty pochodzą z książki

“Czas Herkulesów” Marcin Wroński

Nigdy dotąd nie miałam przyjemności ani okazji zetknąć się z twórczością Marcina Wrońskiego, choć niejednokrotnie oglądałam i czytałam opinie o jego książkach. Na pewno pojawiły się one w moich czytelniczych planach, zarówno tych bliższych, jak i dalszych i choć plany mam dość napięte, ucieszyła mnie niezwykle okazja, jaka się nadarzyła w postaci właśnie najnowszej powieści Marcina Wrońskiego.

“Czas Herkulesów” to dziewiąte i zarazem ostatnie już spotkanie czytelnika z komisarzem Zygmuntem Maciejewskim. Jak wspomniałam, nie znam jeszcze twórczości autora i jego książek o Maciejewskim, jednak nie przeszkadzało mi to zupełnie w lekturze tej konkretnej opowieści, więc śmiało można po nie sięgać nie po kolei.

Jeśli podzielimy gatunek kryminału na swego rodzaju podgatunki, to ten retro należałby pewnie do jednego z moich ulubionych. Dlaczego? Cóż… Klimat, klimat i jeszcze raz klimat.

Akcja najnowszej książki Wrońskiego rozgrywa się w większości w roku 1938, ale co jakiś czas dotyczy też młodości Maciejewskiego i przypada wówczas na rok 1912.

W prowincjonalnym mieście, jakim jest Chełm, dochodzi do brutalnej zbrodni. Ginie młody, obiecujący sportowiec. Maciejewski, działający tym razem bardziej jak biurokrata niż policjant, odkrywa dowody obciążające innego sportowca – Wiktora Leszynę. Znał go za dzieciaka, kiedy to wraz z kolegami wymykał się z domu, by podpatrywać walki zapaśników, w tym swego największego idola. Teraz, jako dorosły człowiek, policjant – chcąc nie chcąc – angażuje się w śledztwo. Wprawdzie stara się zachować zimną krew i bezstronność, ale nie jest mu łatwo, ponieważ gdy był młodym chłopakiem, widział w oskarżonym herosa, najsilniejszego i najodważniejszego mężczyznę na świecie. Był on dla niego niczym półbóg Herkules. Teraz, po latach, Maciejewski staje twarzą w twarz ze swoim dawnym bohaterem i zadaje sobie na jego temat i na temat popełnionej właśnie zbrodni mnóstwo pytań.

Czy to on zabił?
Czy jest winien?
Jaki miał motyw?

Tego właśnie będzie usiłował się dowiedzieć Zyga Maciejewski. Niestety, kiedy zaczyna on do czegoś w śledztwie docierać, ktoś morduje świadków, co całą sytuację mocno komplikuje. Zygę, który wcale nie zamierzał zostawać w Chełmie i tak naprawdę przyjechał tu tylko i wyłącznie na kontrolę, wspiera w jego działaniach posterunkowy Horejuk – zwykły, szary policjant, a jednocześnie postać tak barwna, że dzięki niemu także książka nabiera swoistego kolorytu.

“Czas Herkulesów” to kryminał retro, ze świetnie nakreślonymi postaciami, wspaniale i bardzo plastycznie oddaną atmosferą Chełma lat trzydziestych (i wcześniejszych) oraz specyficznymi dialogami. Język, choć często dosadny, rubaszny, czasem nawet wulgarny, tworzy tu klimat noir, nieco mroczny, ale również podszyty humorem, choć w tle nadal – jak pamiętamy – mamy zabójstwo.

str. 121 – “Wrzuciwszy widokówkę do skrzynki, myślał powałęsać się po chełmskim śródmieściu, odpędzić senność i poobracać w głowie wydarzenia ostatnich dni. O ile śpik go odszedł, to zastanowić się nad sprawą nie dał rady, na rynku panował zbytni harmider. Żydowscy luftmensze, przez urzędy notowani jako ludzie bez zajęcia, gardłowali w pocie czoła i wymieniali się banknotami oraz asygnatami”.

To właśnie atmosfera przyciąga tu najmocniej i ona tworzy otoczkę powieści, w którą czytelnik wsiąka jak w chłonną gąbkę. Z początku trochę ciężko było mi się zagłębić w akcję, ale szybko mnie wciągnęła i pochłonęła. Zaangażowanie Maciejewskiego przynosi efekty, a my angażujemy się w śledztwo razem z nim.

str. 159 – “Dzień był chłodny. Wiatr przynosił wilgotny zapach ziemi i mokrej trawy. Nad głowami żałobników dokazywały jaskółki, lecz zebranych tu ludzi oblepiał męczący, fałszywy smutek. Wyłaził jak błoto spod podeszew”.

Nie jest to powieść pełna dynamiki, w której wpadamy z akcji w akcję, historia toczy się tutaj własnym, niewymuszonym rytmem. To pozycja dla miłośników klasycznego kryminału, lubujących się w atmosferze Polski międzywojennej, specyficznego języka, tak charakterystycznego dla tamtejszych czasów, ulicznego slangu i ciekawych, nietuzinkowych postaci. I tym właśnie czytelnikom gorąco książkę polecam.

Za książkę bardzo dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal, Wydawnictwu W.A.B.

*cytaty pochodzą z książki

“Był sobie pies” W. Bruce Cameron

Już dawno nie czytałam tak ciepłej i tak przepełnionej miłością powieści. I nie jest to wcale miłość romantyczna, a miłość najpełniejsza i najwspanialsza, jaką tylko można znaleźć na Ziemi: miłość psa do jego człowieka.

Bohaterem książki jest Bailey, pies. Właśnie przyszedł na świat i jeszcze niewiele widzi. Czuje za to ciepło swojej mamy, słyszy popiskiwanie rodzeństwa i domyśla się, że ma na tym świecie do spełnienia jakąś ważną misję. Wierzy, że jego zadaniem jest uszczęśliwianie człowieka, a podczas wypełniani swojej misji, Bailey udowadnia, że psie przywiązanie, przyjaźń, wierność i miłość nie mają sobie równych. Co ciekawe, nasz psiak pozna kilkoro ludzi i dla każdego z nich będzie tym szczególnym psem.

Bezsprzecznie największą zaletą powieści jest to, że pies jest nie tylko jej bohaterem, ale i narratorem. I wszystko, co się w niej dzieje, poznajemy z perspektywy Baileya. Powieść pisana jest prostym, bardzo przystępnym, niemalże infantylnym, językiem. Być może nie każdemu czytelnikowi taki styl się spodoba, jednak moim zdaniem idealnie pasuje on do samego Baileya oraz charakteru powieści.

Bailey to uroczy bohater. Z rozbrajającą naiwnością opowiada o sytuacjach z codziennego życia oraz o pewnych zachowaniach ludzi, których często nie rozumie i które uważa za mocno zabawne. Ale jak to pies, akceptuje wszystko, co człowiek robi, uwielbia z człowiekiem przebywać, bawić się, biegać, pomagać mu, tulić się do niego i sprawiać, by ten był szczęśliwy. A kiedy człowiek jest szczęśliwy, Bailey również. I niczego więcej od swojego nieskomplikowanego psiego życia już nie potrzebuje.

“Stwierdzam, że sensem mojego pieskiego życia było dodawanie otuchy chłopcu, kiedy tylko jej ode mnie potrzebował”.

Bo czy istnieje na świecie istota bardziej szczera, bardziej bezinteresowna i mocniej kochająca od psa? Przyznaję, jestem psiarą od zawsze i nie potrafię patrzeć na całą tę opowieść inaczej niż przez pryzmat tego, że kocham psy, zawsze je kochałam i rozumiałam, a one – nawet te obce – rozumieją mnie i wiedzą, że zawsze je utulę i podrapię i będę się nimi zachwycać niezależnie od tego, jak wyglądają. Sądzę jednak, że nawet obiektywnie patrząc, książka jest inna od wszystkich i warta tego, by po nią jak najszybciej sięgnąć.

Wraz z Baileyem poznamy życie Ethana, chłopca, który będzie jego pierwszym i najukochańszym opiekunem, z którym spędzi swe życie i który na zawsze pozostanie w jego pamięci, sercu i wspomnieniach. Poznamy też Carlosa – policjanta – nieco ponurego, ale dobrego i prawego, Mayę oraz kilka innych osób, mniej lub bardziej wpływających na fabułę. Każda przygoda psa i wydarzenia, które mu towarzyszą, przybliżą nas do zaskakującego epilogu, który mnie osobiście mocno wbił w fotel. I jeszcze to, jak fantastycznie się potoczył… Wycisnął lawinę łez, a przy tym uwolnił jeszcze większe pokłady podziwu, sympatii oraz uwielbienia dla tego wspaniałego, czworonożnego stworzenia, jakim jest Bailey. Nie sposób go nie kochać. Nie sposób też nie wracać do tej książki, która po przeczytaniu emanuje ciepłem prosto z półki i wzywa, by ją ponownie otworzyć, by przeczytać jeszcze raz choć jeden rozdział.

“Życie przydarza ci się, kiedy jesteś zajęty robieniem planów”.

“Był sobie pies” to powieść obyczajowa, więc nie znajdziecie tu bieganin (choć akurat ta by się znalazła), strzelanin, trupów, pościgów i tym podobnych zwrotów akcji. Nie znaczy to jednak, że książka nie trzyma w napięciu. Trzyma i to praktycznie przez cały czas. Ma w sobie to specyficzne “coś”, co sprawia, że zastanawiamy się wręcz, dlaczego nie możemy przestać jej czytać. Trudno się od niej oderwać i przestać o niej myśleć. I choć nie brakuje w niej specyficznego humoru, nie raz w oku łza się nad nią zakręci, gdy będziecie towarzyszyli Baileyowi w jego przygodach, w wypełnianiu jego misji, której jest on oddany całkowicie. To książka, którą powinien przeczytać każdy. Bez żadnego wyjątku.

Gorąco polecam wszystkim czytelnikom, nie tylko psiarzom – ci na sto procent będą zachwyceni – ale również pasjonatom powieści obyczajowych i wszystkich innych. “Był sobie pies” to wzruszająca, ujmująca, poruszająca do głębi, ściskająca serce opowieść o tym, co w życiu najważniejsze: o miłości. Dla wszystkich. I do wszystkich. Czytajcie, polecam gorąco.

*cytaty pochodzą z książki

“Sieć podejrzeń” George Harrar

Kryminał czy raczej może powieść podszyta dreszczem, do tego mocno przesycona filozofią i psychologią – to właśnie jedna z nowszych propozycji wydawnictwa Wielka Litera.

Evan Birch, ogólnie szanowany profesor i wykładowca filozofii na Pearce College, wiedzie spokojne, poukładane życie, dzieląc swój czas pomiędzy pracę a rodzinę. Jego żona Ellen również pracuje i prowadzi dom, synowie – bliźniaki, Adam i Zed, chodzą do szkoły. Z pozoru być może nieco nudne, takie życie wystarcza Evanowi, który jest człowiekiem bardzo spokojnym i nie łaknącym większych przygód. Właśnie wydał książkę o filozofii pt.: “Niespokojne umysły” – poznajemy go w chwili, gdy otrzymuje on od wydawcy paczkę z egzemplarzami autorskimi.

I nagle, pośród tego stoickiego spokoju, szarości dnia codziennego i stagnacji, pojawia się ona: Joyce Bonner. A właściwie trudno nawet tak dosadnie stwierdzić, że się pojawia – prawdopodobnie została porwana. I niestety wszelkie poszlaki wskazują, że to właśnie Evan mógł mieć z tym coś wspólnego.

Spokój Evana rozpada się nagle niczym domek z kart, a sieć podejrzeń oplata jego rodzinę do tego stopnia, że podkopuje ich zaufanie do niego: jako ojca, męża, pracownika, nauczyciela… Z czasem dowodów przybywa, a Evan przestaje już ufać samemu sobie.

Czy rzeczywiście jedno słowo, jeden gest, jedna nieopatrznie podjęta decyzja, mogą aż tak mocno zaważyć na czyimś życiu? Czy wszystko w nas jest przesądzone? Czy może jednak mamy jakiś wpływ na to, co się z nami dzieje?

str. 297 – “Nazwę je więc zbiegami okoliczności, jeśli pan woli. W tej sprawie jest ich wiele, a lata pracy nauczyły mnie, że zbiegi okoliczności zawsze zdarzają się z jakiegoś powodu”.

“Sieć podejrzeń” pokazuje, że nawet zgoła niewinne czynności, codzienne, często rutynowe, mogą nas wplątać w gąszcz wydarzeń, które z kolei nierzadko mogą nas doprowadzić wręcz do zguby. I nawet jeśli – tak jak Evan Birch – unikamy problemów, żyjemy uczciwie i nie krzywdzimy innych, to i tak nie jest powiedziane, że nie spotka nas w życiu coś kompletnie nieprzewidzianego, coś złego, coś, z czym nie będziemy potrafili sobie poradzić.

Powieść przesycona jest filozofią, co niestety nie wszystkim może przypaść do gustu. Nie ma tu nagłych zwrotów akcji, gonitw, ani strzelanin. Akcja toczy się powoli, statycznie i nie gna naprzód na łeb, na szyję. To książka dla tych, którzy lubią zagłębiać się w psychologię człowieka i wnikliwie ją studiować.

Autor zastanawia się tutaj, jak pewne zdarzenia wpływają na człowieka i jego zachowanie i czy w określonych sytuacjach mamy możliwość pokierowania swym losem. Bo kto wie, czy tak naprawdę cokolwiek zależy od nas? A może kiedy się boimy, podejmujemy złe lub niewłaściwie decyzje?

str. 24 – “(…) strach to fundament, na którym opiera się całe nieszczęście ludzkości”.

Nasz bohater, Evan, to nieźle nakreślona postać, da się lubić, choć chwilami może się wydać mało interesujący. Jest racjonalny, realnie stąpający po ziemi, wie, czego chce i jest zadowolony z życia. Nie polubiłam za to jego żony, Ellen. Wydała mi się okropnie irytująca, przemądrzała, nieciekawa, w kółko rzucająca złotymi myślami, nie wiem, czy znalazłabym jedno zdanie wypowiedziane przez Elen, które brzmiałoby zwyczajnie, tak szaro i prosto, jak to bywa w życiu codziennym.

Samo wydanie nie zawiera błędów, a jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to do bardzo cienkiego papieru, na którym gdzieniegdzie prześwitywał druk.

“Sieć podejrzeń” to pozycja, którzy ponad krwawe thrillery i pełne zawiłości i zagadek kryminały, przedkładają śledztwo i szukają w książce czegoś ponad pościgi, ponad tożsamość zabójcy czy też jego motywy. Polecam tym, którzy lubią książki spokojne, do poduszki i których nie znudzi statyczna i powoli biegnąca akcja pióra George’a Harrara.

Za książkę i możliwość jej przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Wielka Litera.

*cytaty pochodzą z książki

“Zemsta i przebaczenie. Tom II. Otchłań nienawiści” Joanna Jax

Zupełnie niedawno pisałam o pierwszej części sagi Joanny Jax pt.: “Narodziny gniewu”, tymczasem dokładnie wczoraj ukazała się druga książka z serii pt.: “Otchłań nienawiści”. Jest to ciąg dalszy losów znanych nam z tomu pierwszego bohaterów, dlatego też polecam czytać książki po kolei.

Jest rok 1941, w Europie trwa wojna. Nasi bohaterowie: Alicja, Hanka, Julian i Emil zostali przez los i wojenne zawirowania rzuceni w różne miejsca świata. Nie wiedzą, czy reszta żyje i jak się ma. Polacy, Niemcy i Rosjanie zostają poddani wojennej propagandzie i zawieruchom nie tylko brutalnych walk na frontach, ale również okrutnym działaniom gestapo i NKWD.

Spodobało mi się bardzo, że autorka mocno rozwinęła wątki poboczne dotyczące postaci drugoplanowych, jak choćby postać Igora Łyszkina, którego bardzo polubiłam. Hanka będzie wiele zawdzięczać jego uporowi i determinacji.

W powieści są też inne osoby, którym autorka poświęciła więcej czasu i stron książki, co wyszło całości na plus, a sama saga mocno na tym zyskała. Moją ogromną sympatię zyskała Irena “Wariatka”, prostoduszna, dobra, chwilami zabawna, o zachowaniu i mentalności małego dziecka. Odegra ona w powieści bardzo znaczącą rolę.

Akcja “Otchłani nienawiści” jest konkretna, nie zwalnia nawet na chwilę i nie gna też naprzód na łeb, na szyję. Kiedy coś się dzieje, to się dzieje, nie rozwleka się na kilka rozdziałów i nie zatrzymuje bohaterów bez sensu i potrzeby w jednym miejscu.

O wiele mniej uwagi niż poprzednio, poświęciła Joanna Jax Emilowi Lewinowi. I tak sobie nieśmiało myślę, że to dlatego, iż szykuje dla niego coś bardzo szczególnego, coś, co potrząśnie czytelnikiem i wywoła u niego dreszcze.

“Otchłań nienawiści” to powieść wielu postaci. Nie da się wyodrębnić tej jednej, jedynej. Zbiorowy bohater zapewnia czytającemu cały wachlarz emocji. Książka pokazuje, że nie tak łatwo złamać człowieka, gdyż jest on zdolny do wielu poświęceń: dla przyjaźni, dla miłości czy dla własnego kraju.

“Miłość jest prosta. Jeśli kogoś kochasz, nie przestajesz mieć nadziei”.

Ile znieść może jeden człowiek? Autorka pokazuje nam, że bardzo wiele, o ile tylko ma o co i dla kogo walczyć. Okrucieństwo wojny potrafi zmienić niemal każdego, wyzwalając w nim najbardziej prymitywne instynkty, jakie tylko można sobie wyobrazić. Joanna Jax przedstawia nam w powieści wiele różnych twarzy nienawiści, bo też za każdym razem może ona być inna. Wojna również pokazuje swe oblicze w wielu odsłonach. Czasem jest to więzienie, czasem hipokryzja władzy, ból, cierpienie, a także serce okazane przez kogoś, po kim najmniej byśmy się tego spodziewali.

Autorka trafnie pokazała zderzenie szarej warszawskiej rzeczywistości wojennej z kolorowym i dynamicznym Berlinem.

“Berlin 1941. Jakże inne to było miasto niż Warszawa. Tętniące życiem, stolica zwycięzców”.

Warszawa, tak smutna, bezbarwna, pełna niepewności i lęku, już od bardzo dawna nie jest bezpieczna. Panuje w niej głód, ubóstwo, choroby, a na biednych ludziach żerują złodzieje i oszuści. Brud i kurz na ulicach, łapanki, gestapo – mieszkańcy muszą być bardzo ostrożni, bo Niemcy mogą zamknąć niemalże za wszystko. Miłość w tym chaosie wcale nie należy do najłatwiejszych, bo kiedy przychodzi się zmierzyć z lękiem, niepewnością i głodem, wielu z nas mogłoby się poddać…

W powieści nie brakuje scen pełnych napięcia, nagłych zwrotów akcji (choć nadal mamy do czynienia z książką obyczajową) oraz zdarzeń, których czytelnik wcale się nie spodziewa. To niewątpliwie atuty “Otchłani nienawiści” i z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że tom drugi cyklu jest znacznie ciekawszy od pierwszego. Tutaj nie ma żadnej stagnacji, nie ma miejsca i czasu na nudę. Wojna zmusza do konspiracji, ukrywania się, poświęceń. Często bohaterowie stykają się ze zdarzeniami, które wymagają od nich ogromnej siły woli, uporu, odwagi, wytrzymałości, czasem wręcz przekraczającej ich własne wyobrażenia.

To powieść dla tych, którzy lubią tematykę obyczajową, dla tych, którzy chcą się dowiedzieć, jak ciężkim dla ludzkości był czas wojny. Również dla tych, którzy lubują się w sagach i po przeczytaniu pierwszego tomu “Zemsty i przebaczenia” niecierpliwie czekali na dalszy ciąg. Myślę, że się nie zawiedziecie, tylko (jak już nadmieniłam) koniecznie czytajcie książki po kolei.

Gorąco polecam.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Videograf

**cytaty pochodzą z książki

Zapisz

Zapisz

Copyright © 2017. Powered by WordPress & Romangie Theme.