“Kostka” Iza Korsaj

Podchodziłam do tej książki jak pies do jeża, nie mogąc się zdecydować, czy właściwie chcę ją przeczytać czy też nie. I właściwie kiedy nawet już odpaliłam książkę na czytniku, nadal nie byłam przekonana. Przyznaję, że zaciekawiły mnie głównie recenzje w portalu LC i oczywiście opisy w blogosferze. Wczorajszy wieczór i kawalątek nocy spędziłam z “Kostką” – czy było warto?

Bohaterem książki jest lekarz chirurg, transplantolog, Marvin Cross, który na co dzień pracuje w klinice, gdzie “naprawia” ludzkie ciała. Marvin lubi swoją pracę, ale w pewnej chwili czuje, że się wypalił i że przyszła pora, by zacząć naprawiać również ludzkie umysły. Oczywiście dla dobra tych wszystkich ludzi, którzy owym naprawom powinni się poddać.

“Gdy ciało, jak każda maszyna, ulega awariom, potrzebuje naprawdę dobrego serwisu. Potrzebuje prawdziwego fachowca. Potrzebuje speca od Naprawy”.

Marvin jest doskonałym strategiem. Zanim cokolwiek zrobi, zanim do czegokolwiek przystąpi, najpierw odpowiednio się przygotowuje. Nie ma znaczenia, czy potrwa to tydzień, miesiąc czy rok, pewne ważne przygotowania trzeba poczynić, by wszystko poszło według planu i udało się, jak trzeba. Doktor upatruje sobie pewnego człowieka, Jerry’ego, który wymaga naprawy. Aby jednak do niego dotrzeć, odnajduje w domu opieki jego ojca. Wie, że starzec znęcał się nad młodym Jerrym, lżył go, wyśmiewał, przezywał pedałem i ciotą. Jerry jest tchórzem. Obawia się życia, boi się przyszłości. Wyszydzany i wzgardzony przez własnego ojca, nie ma jakiegoś ściśle określonego celu w życiu. Długotrwałe przygotowanie, jakie poczynił sadystyczny Marvin w domu opieki, by oswoić Dzikusa Johna Savage’a, by poprzez niego dotrzeć do jego syna, wywarło na mnie niezatarte wrażenie – był to jeden z najciekawszych aspektów “Kostki”. Chciałam koniecznie wiedzieć, co będzie dalej i jak zakończy się sprawa z Dzikusem. Cóż, z pewnością się nie rozczarowałam.

Marvin, jak to chirurg, jest perfekcjonistą. Skrupulatność i dokładność to jego główne cechy, a w ślad za nimi idą: genialny umysł, uporządkowany i logiczny oraz dążenie do tego, by inni – podobnie jak on – dążyli do ideału. On sam stara się być idealny w każdej sferze życia. Skłonności do sadyzmu i przemocy, przenosi na swoje kochanki oraz prostytutki, z których usług czasem korzysta. Stara się dbać o formę, o ciało, zdrowo się odżywia i ogólnie dba o siebie tak, jak to tylko jest możliwe. W całej swej mroczności i logice, jest przy tym niesłychanie inteligentny, co widać w każdym jego słowie i geście. To bohater z całą pewnością negatywny, ale uwaga czytającego zwraca się głównie ku niemu, reszta nie ma aż takiego znaczenia. W dodatku jako chirurg, obeznany z ludzką anatomią i fizjologią, jest w stanie wymyślić dla swej ofiary nie tylko torturę samą w sobie, ale również zaplanować taką pułapkę, że nawet nam, czytelnikom, włosy staną dęba ze strachu.

“Ten zastrzyk zawierał toksynę. Za godzinę umrzesz na skutek krwotoku. Będziesz wyciekać posoką ze wszystkich otworów ciała. Nawet z oczu, czerwonymi łzami, jak posążki świętych”.

Początek książki jest nieco chaotyczny. Jerry biegnie i biegnie i choć całość mocno trzyma w napięciu, to jednocześnie czekałam na to, aż ten dokądś dobiegnie (albo nie) i akcja się rozkręci. Czytałam dalej, czekając na jakiś szok, na coś, co mną zatrzęsie, ale po przeczytaniu stu stron, nadal wszystko toczyło się w podobnym tempie. Trochę rozwlekłe opisy mnie studziły, choć pani Iza posługuje się pięknym, wysublimowanym i naprawdę bogatym językiem. Kwieciste opisy, brak powtórzeń i mnóstwo synonimów, jakie ma w swoim warsztacie Iza Korsaj, nie pozwalają odłożyć książki na bok. Zaczęłam czytać wieczorem, skończyłam w nocy, choć dopiero od połowy akcja nabiera prawdziwego tempa. Jednak tak sobie myślę, że cały wstęp był tutaj potrzebny, żeby jak najdokładniej przedstawić Marvina Crossa. Inna sprawa, że czas poświęcony samej Naprawie jest dużo za krótki w porównaniu do reszty książki i tego, co działo się przed nim. Przynajmniej w moim odczuciu.

Osobiście męczy mnie czytanie w czasie teraźniejszym, a w takim właśnie napisana jest “Kostka” – moim zdaniem jest to największa jej wada. Podobnie nie lubię powieści pisanych z punktu widzenia pierwszej osoby, ale oczywiście już podczas czytania, szybko do tego przywykam. Niestety tutaj raz czytamy w pierwszej, a raz w trzeciej osobie, co mocno wybija z rytmu. Myślę jednak, że jest to przemyślany i celowy zabieg autorki, byśmy mogli jak najgłębiej wniknąć w umysł psychopatycznego doktora oraz wczuć się w to, co robi i mówi.

Wielu wulgaryzmów, które na ogół przydają książce autentyczności, tutaj można było uniknąć. Czasem można było po prostu napisać “skończyli uprawiać seks”, zamiast “skończyli się pieprzyć”.

Marvin ma cel. Jego celem jest Naprawa. A czym jest Naprawa? Cóż, ja Wam nie powiem. A grzebać w umyśle Marvina chyba nikt nie miałby ochoty. Ma on zgoła inne zdanie na każdy temat niż większość ludzi na świecie.

“Śmierć – cudza ani własna – nie stanowi dla mnie powodu do egzystencjalnych niepokojów. Nie jest moralna ani niegodziwa. Jest biologią. Esencją natury, tak jak seks i narodziny”.

A czym jest sama tytułowa kostka? Kostką oczywiście, ale jej znaczenia też nie zdradzę, powiem tylko, że Marvin ma co do jej użycia naprawdę iście szatańskie plany.

Miłośnicy thrillera psychologicznego poczują się tutaj jak w domu, to powieść głównie dla nich. Przyznam, że mnie książka nie porwała jakoś szaleńczo, ale z całą pewnością mocno mną wstrząsnęła, bo kiedy obudziłam się rano, po wieczorno-nocnej lekturze “Kostki”, miałam niejasne wrażenie, że coś mi się śniło, pozostał jakiś nieokreślony niepokój. Ulgą było i jest to, że podczas czytania znajdowałam się cały czas tutaj, po tej stronie książki, w bezpiecznym łóżku, a nie tam, gdzie Jerry i Marvin.

*cytaty pochodzą z książki
**książkę przeczytałam dzięki autorce
***opinia również w serwisie lubimyczytac.pl

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.