Cykl “Biuro detektywistyczne Lassego i Mai” Martin Widmark


Po raz pierwszy o autorze usłyszałam jakieś półtora roku temu, kiedy wychowawczyni zerówki mojej córki, czytała dzieciom w szkole jego książki. Niedługo później dzieci poszły do teatru na spektakl pt.: “Tajemnica diamentów”, a córka opowiadała mi, że w szkole pani im czyta właśnie tę książeczkę. Zainteresowałam się bliżej, bo z opowiadań dziecka wynikało, że bardzo jej się owe opowiadania podobają. Od słowa do słowa i pożyczyłam dwie książki najpierw od wychowawczyni, a potem kolejne z biblioteki. Kilka mamy też kupionych na własność. O autorze można poczytać w serwisie lubimyczytać.pl, tam również znajdziecie bliższe opisy książek oraz wszystkie dostępne u nas tytuły.

Kilka faktów z okładek i z sieci:

“Lasse i Maja – od kilku lat w czołówce listy bestsellerów literatury dziecięcej w Szwecji. Co więcej, kolejne części serii (…) wybierane były przez kilka ostatnich lat książką roku przez szwedzkie Jury Dziecięce, czyli niemal 50 000 głosujących dzieci. I choć zdobywały te wyróżnienia w kategorii wiekowej 7-9 lat, po detektywistyczne przygody Lassego i Mai chętnie sięgają również starsze dzieci”.

I młodsze też – mogę powiedzieć z doświadczenia. Moja córka miała pięć lat, kiedy poznała pierwszą książkę z serii. A o czym w ogóle są wspomniane książeczki?

Dwoje dzieci, Lasse i Maja, zakładają biuro detektywistyczne, które urządzają w piwnicy domu Mai, w małym szwedzkim miasteczku Valleby. Dzieci pomagają miejscowej policji, a w szczególności komisarzowi policji, z którym się przyjaźnią, rozwiązywać różne sprawy i zagadki detektywistyczne. Prosto mówiąc seria książeczek o przygodach Lassego i Mai, to kryminały dla dzieci. Do tego naprawdę świetnie skonstruowane, a ponieważ nie są długie (przeciętna książka ma osiem rozdziałów i 70-80 stron), można je przeczytać w jeden wieczór czy popołudnie. Jak wspomniałam, książeczki są kierowane do czytelników w wieku od 7 lat, ale młodsze dzieci i dorośli również będą się w przy nich świetnie bawić. Na pewno nie zanudzicie się, czytając dzieciom książki Widmarka. Podobnie jak w klasycznym kryminale, również tutaj akcja zaczyna się przestępstwem – na ogół są to jakieś kradzieże, drobne oszustwa i przekręty, było nawet porwanie psa, oczywiście nie ma tu niczego krwawego i przerażającego. Później poznajemy podejrzanych, których dzieci i komisarz policji przesłuchują (na ogół są to trzy osoby), następnie razem z bohaterami zbieramy dowody, by wreszcie na końcu zdemaskować złodzieja czy oszusta. W trakcie czytania możemy próbować rozwiązywać zagadkę razem z dziećmi – a jaka radość, kiedy dobrze trafimy albo kiedy dziecko odgadnie samo, kto był przestępcą.

Rozdziały w książkach są krótkie, zdania również, starsze dzieci z pewnością poczytają same i nie sprawi im to raczej żadnej większej trudności. Szczególnie, że mamy tu duży, wyraźny druk i sporo zabawnych ilustracji autorstwa Heleny Willis. Początkowo nie byłam nimi wcale zachwycona, są przerysowane, karykaturalne i właściwie brzydkie. Jednak dzieci patrzą na to zupełnie inaczej. Moja córka (twierdzi, że w przyszłości będzie malarką – taka mocno artystyczna dusza 😉 ) zapytana, czy podobają jej się obrazki, stwierdziła że tak, bo są śmieszne, a ludzie mają duże uszy i duże nosy. W większości książek ilustracje są czarno-białe, w niektórych pojawiają się kolorowe.

W kolejnych historiach spotykamy znane nam już postacie, ludzi, którzy mieszkają i pracują w miasteczku Valleby, tak jak wspomniany już komisarz policji, Muhammed Karat (właściciel sklepu jubilerskiego), pastor czy kelner Dino Panini. Dzięki powtarzającym się co którąś książkę bohaterom, mamy wrażenie, że znamy już mieszkańców miasteczka, znamy też samo miasteczko, jego uliczki i zakamarki oraz budynki i sklepy, a co za tym idzie, wszystko jest dla nas i dla dzieci bardziej przyjazne, niż gdybyśmy czytali coś zupełnie nowego. Na początku każdej książki znajduje się mapka, więc każde dziecko może sobie prześledzić, gdzie rozgrywa się akcja kolejnej opowieści. Dzięki dokładnym, choć wcale nie nużącym opisom, dzieci czują się w Valleby zupełnie jak na znajomym podwórku.

Zarówno postacie, jak i ich imiona oraz sprawy, jakie rozwiązują młodzi detektywi, są naszpikowane humorem. Nie wiem, jak wygląda to w oryginale, ale w polskim przekładzie Barbary Gawryluk mamy tu na przykład szefa kawiarni, który nazywa się Marcel Epan albo wspomnianego już właściciela sklepu jubilerskiego o nazwisku Muhammed Karat. Niejednokrotnie zaśmiewałyśmy się z córką z zabawnych sytuacji i dialogów, które wynikały w trakcie śledztwa, a dzieci prowadzą swoje sprawy w bardzo różnych miejscach, wszędzie tam, gdzie są akurat potrzebni detektywi. Pierwsza książka z serii to “Tajemnica diamentów” i każda z kolejnych również ma w tytule tajemnicę. Znajdziemy tu więc tajemnicę: kawiarni, pociągu, hotelu, gazety, złota, biblioteki, szpitala, urodzin, pływalni i tak dalej. Z tego, co widzę, książeczek przybywa – ku naszej radości, bo nie ukrywam, że również lubię opowieści z tej serii.

Polecam całą serię, przeczytałam już córce kilkanaście książek, żadna nie była nudna i w każdej pojawiało się coś nowego i interesującego. W każdej znajdziecie logiczną zagadkę, czasem tajemniczą, czasem zabawną, trochę humoru i nietuzinkowy pomysł – ciekawy sposób na spędzenie wolnego czasu z dzieckiem przy książce.

Copyright © 2020. Powered by WordPress & Romangie Theme.