“O chłopcu, który szukał domu” Irena Jurgielewiczowa


Książkę poznałam dawno temu jako dziecko i już wtedy odebrałam ją jako niezwykłą i niepowtarzalną. Teraz przeczytałam ją mojej sześcioletniej córce, a ta skwitowała jej koniec słowami: “Mama, to najcudowniejsza książka, jaką kiedykolwiek słyszałam”. Cóż, mogłoby to być piękne podsumowanie powieści Ireny Jurgielewiczowej, ale chciałabym jednak dodać od siebie coś więcej.

Bohaterem książki jest Piotruś. Chłopiec, który na moje oko ma może jedenaście, najwyżej dwanaście lat i który po zniszczonym wojną kraju, wędruje w poszukiwaniu domu. W lesie natyka się na ciotkę Martę, która przygarnia go do siebie i opowiada o swoich dwóch córeczkach: Kasi i Trusi. Piotruś idzie z nią pełen radości i optymizmu, jednak na miejscu, w Domu pod Topolą okazuje się, że dziewczynek nie ma. Ciotka Marta jest załamana, Piotruś smutny, kiedy widzi jej cierpienie. Postanawia jej pomóc i udaje się w tym celu do wróżki Miłorady. Ta rzuca na niego czar, dzięki któremu Piotruś robi się malutki i może rozmawiać ze zwierzętami. Niestety pod żadnym pozorem nie wolno mu się pokazać ludziom, gdyby to zrobił, na zawsze pozostanie mały i nie będzie mógł już do ludzi powrócić.

W trudnym zadaniu pomaga chłopcu pies Kiwaj i kotka Pamela oraz inne zwierzęta, których w książce jest naprawdę sporo. Dzieciom spodoba się trudna wędrówka przez lasy i góry, obfitująca w różne niebezpieczne przygody. Ta książka to kwintesencja ogromnej przyjaźni między Piotrusiem i jego zwierzętami, lojalności, ciepła, takiej namacalnej niemalże więzi, jaka go z nimi połączyła. Nie jest to wesolutka powiastka przesycona szczęściem i radością, znajdziemy w niej wiele smutku, nostalgii, czasem braku nadziei. Piotruś wie, że tylko ciotka Marta może go odczarować, ale jak ma to zrobić, skoro nie wie, że chłopiec jest zaczarowany i myśli teraz z bólem, że po prostu odszedł i już nigdy nie wróci? Jak Piotruś przekona Kasię i Trusię, by wróciły do domu, skoro nie może im się pokazać? Czy ocali sukę Hardą i kucyka Pomponka, które cierpią u złych gospodarzy?

Jak większość książek dla dzieci, ta również kończy się dobrze, ale wierzcie mi, nie jeden raz będziecie mieli łzy w oczach… Nie raz ściśnie się Wam żołądek i nie raz chwyci Was coś za serce.

To piękna książka. I mimo, iż ma już swoje lata (została napisała w roku 1947), to pokazuje, że pewne wartości nigdy się nie zestarzeją, niezależnie od tego, w jakich czasach i w jakich realiach przyjdzie nam żyć. A to przecież bardzo ważna nauka dla naszych dzieci.

Polecam wszystkim: dzieciom, młodzieży, dorosłym. Przeczytajcie ją razem ze swoimi dziećmi, dostarczy Wam ona wiele pięknych wzruszeń.

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.