Tag Archives: Czwarta Strona

“Hashtag” Remigiusz Mróz

Mam za sobą kilka książek autorstwa Remigiusza Mroza, łącznie z serią, która mnie kupiła, czyli Forstem i pięciu książkach o jego perypetiach. “Hashtag” próbowałam już przeczytać w minione wakacje w e-booku, ale jakoś nie wyszło, bo wypady, bo rozjazdy… Teraz wypożyczyłam audiobooka z biblioteki. No i szczerze mówiąc, gdyby nie był to audiobook, to chyba porzuciłabym książkę w połowie lektury, o ile nie szybciej. Za mną 11 godzin słuchania, do e-booka na pewno już nigdy nie wrócę, a papierowe wydanie będę omijać z daleka. Dlatego też nie będzie to długa opinia.

Ciężko mi nawet powiedzieć, o czym jest ta książka, nie upatrzyłam sobie żadnego bohatera, nikt nie wzbudził mojej sympatii. Od początku w powieści króluje chaos, wątki zmieniają się jak w kalejdoskopie, skaczemy od postaci do postaci, raz narratorem jest ten, za chwilkę tamten. Ciągnie się jakaś myśl, porządkujemy ją sobie w głowie, po czym po chwili znajdujemy się już w innym czasie i innym miejscu.

Na pierwszy plan wysuwa się tutaj postać Tesy, otyłej studentki, zdolnej, inteligentnej, ale cierpiącej na pewne poważne zaburzenia psychiczne, zakompleksionej, choć oczytanej i… już. Nie polubiłam Tesy. Dziewczyna narzeka na wiele rzeczy w swoim życiu, ale nie robi kompletnie nic, by coś zmienić, by coś poprawić. Najłatwiej jest usiąść i narzekać… Drażniło mnie jej zachowanie, wnerwiało to, że bez przerwy skubie skórki przy paznokciach, raniąc się do krwi i że autor tak to ciągle akcentuje. Wkurzało mnie jej poddanie się wszystkiemu, jej obojętność na wiele spraw, brak motywacji do dalszego działania. Podobnie denerwowało mnie takie uparte podkreślanie tego, że Tesa ciągle się poci: wszędzie plamy potu, w kółko pociła się pod pachami, pod piersiami, na twarzy, bez przerwy spocone dłonie – po co tego tyle, po co tak to akcentować? Takie obnażanie bohaterki, wredne wytykanie jej niedoskonałości, zarówno fizycznych, jak i psychicznych, nie wzbudza to sympatii czytelnika do niej, a wręcz przeciwnie, mnie osobiście Tesa wydała się odpychająca i antypatyczna.

Sama historia być może ma potencjał, niestety panujący w niej bałagan skutecznie odebrał mi przyjemność z czytania, czy raczej – w moim przypadku – ze słuchania. W zasadzie na samym końcu dopiero zrozumiałam zamysł całości, ale do tej pory pozostało kilka wątków, których nie pojęłam i których istoty w powieści nie rozumiem.

Książka jest przegadana, za dużo w niej filozofowania, za dużo błądzenia w ludzkich umysłach. Myślę, że gdybym miała ją czytać, nie dobrnęłabym do końca i pewnie w którymś momencie bym zwyczajnie zasnęła. Uratował ją audiobook (na szczęście wypożyczony), który z ulgą oddałam już do biblioteki.

Nie jest to moja pierwsza książka Mroza, mało tego, większość jego książek raczej mi się podobała, jednak na “Hashtag” zwyczajnie szkoda czasu. Zwłaszcza jeśli ma być to pierwsze spotkanie czytelnika z tym autorem. “Hashtag” może skutecznie zrazić do innych pozycji Remigiusza Mroza.

Jak zaznaczyłam, książka ma potencjał, ponieważ wszystko w niej obraca się wokół mediów społecznościowych, a ściślej mówiąc Twittera i hashtagów. W sieci pojawiają się nagle wpisy o hashtagu #apsyda i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wpisy pojawiają się na kontach osób, które zostały uznane za zaginione. Z początku miałam nawet smaczek na niezłą powieść, ale później wszystko się posypało. Tak więc lekturę odradzam, nawet tym czytelnikom, którzy lubią i czytają Remigiusza Mroza. Ja również, wyłączając serię o Chyłce, lubię powieści autora i chętnie po nie sięgam. Niestety tym razem lepiej poświęcić czas czemuś innemu.

“Ene, due, śmierć” M.J. Arlidge

Mocny i mroczny thriller, w którym już po pierwszym rozdziale nasuwa nam się skojarzenie z serią filmów “Piła”.

Główna bohaterka, Helen Grace, policjantka, kieruje dochodzeniem w sprawie dziwnych porwań. Porywacz prowadzi z ofiarami oraz z samą Grace specyficzną grę, w której stawką jest ludzkie życie. Porywa pary ludzi, zamyka ich w opuszczonych i na ogół już zapomnianych miejscach, po czym zostawia ich samych na wiele dni. Tuż obok nich kładzie dwie rzeczy: pistolet i telefon komórkowy. W telefonie porwani odnajdują wiadomość tekstową. Broń zawiera jedną kulę. Oni sami mogą wybrać, dla kogo ową kulę przeznaczą. Dla jednej z porwanych osób przeznaczona jest kula, dla drugiej wolność, kiedy tylko zginie ta pierwsza.

Ludzie, zamknięci w nieludzkich warunkach, bez jedzenia, wody, bez możliwości skorzystania z toalety czy choćby umycia rąk, po kilku dniach zaczynają wariować. Po takim czasie dociera już do nich, że żadna pomoc nie nadejdzie, a jedyna alternatywą dla tkwienia w zamknięciu, jest zastosowanie się do ultimatum postawionego przez porywacza. Leżący pomiędzy nimi pistolet zaczyna być jak drzazga pod paznokciem. Każde z nich o nim myśli. Każde z nich unika patrzenia na niego. Każde zastanawia się, co by było, gdyby. Świadomość, że tam leży, jest nie do zniesienia. I wtedy z głodu, pragnienia, od smrodu ekskrementów, brudu, strachu i samotności, rodzi się szaleństwo. Do głowy wkradają się pytania. A może jednak użyć broni? Może zakończyć to cierpienie? Lepiej strzelić do siebie, czy do tego drugiego? Gdzie szukać do tego odwagi? Chyba tylko w tym szaleństwie… A co potem? Zabicie człowieka nie przychodzi przecież ot, tak, zwyczajnie. I nie odchodzi. Pamięć o tym tkwi w umyśle i drąży, dręczy, psychicznie zabija.

Bo nie wspomniałam jeszcze o jednej rzeczy.

Porwane pary to nie obcy sobie ludzie z ulicy. Pary są ze sobą zawsze w jakiś sposób związane. To dziewczyna i chłopak, bliscy przyjaciele, koledzy z pracy, matka i córka.

Czy trudniej rozważać zabicie kogoś, kiedy łączą nas z nim jakieś ciepłe uczucia? Bliskość? Przyjaźń? Miłość? Kiedy musimy wybierać: on albo ja?

Helen usiłuje dociec, czym kieruje się porywacz wybierając swoje kolejne ofiary. Pozornie nie mają one ze sobą nic wspólnego. Nie są też bogaci, popularni, nie znają się między sobą.

Książka podzielona jest na niedługie rozdziały (001/117, 002/117), gdzie widzimy cały czas postęp akcji i ile rozdziałów zostało nam do końca. Styl autora wydawał mi się chwilami dość ciężki, ale książkę czyta się szybko, mnie zajęła jakieś pięć, sześć godzin. Brutalna, dosadna i okrutna, trzyma czytelnika cały czas w napięciu, a akcja nie zwalnia nawet na chwilę.

Autor pokazuje, co dzieje się z ludzką psychiką w obliczu śmiertelnego zagrożenia, głodu, pragnienia, bólu, fizjologicznego upodlenia. I jakie zmiany zachodzą w człowieku, kiedy można wyrwać się z takiego więzienia, ale kosztem złamania wszystkich zasad, w jakie dotychczas wierzyliśmy. I dodatkowo jeszcze paru innych, o których istnieniu dowiadujemy się dopiero w zetknięciu się z najsilniejszym strachem, jaki tylko możemy sobie wyobrazić.

Jak wspomniałam, niekiedy powieść jest ciężka, chwilami mamy tu też do czynienia ze zbyt rozwlekłymi opisami i lekkim chaosem. Są to jednak tylko krótkie fragmenty, które nie rzutują zupełnie na całość i nie psują przyjemności z lektury. Tutaj cały czas coś się dzieje, więc nie zdążymy się znużyć dłuższym opisem. Autor zresztą nie pozostawia czytelnikowi czasu i miejsca na nudę. Autor umiejętnie wplata w akcję prywatne sprawy policjantów uczestniczących w śledztwie. Bo poza Helen Grace, spotkamy w powieści również jej kolegów i koleżanki po fachu. Sam proces odkrywania tożsamości porywacza zaskakuje, choć wielu rzeczy można się w trakcie czytania domyślić. Finał mimo to jest również zaskakujący i ciekawy.

“Ene, due, śmierć” to pierwsza książka z cyklu thrillerów z Helen Grace. Kolejna, pt.: “Powiedz panno gdzie ty śpisz” ukaże się na polskim rynku wydawniczym na jesieni tego roku. Polecam fanom thrillera i powieści sensacyjnych z policjantami w roli głównej.

Copyright © 2020. Powered by WordPress & Romangie Theme.