“Mężczyzna z tatuażem” Jack Sharp

Uwielbiam powieści sensacyjne, w których nie ma czasu na bezsensowne dialogi i w których bohaterowie nie tracą cennych godzin na wpatrywanie się w rozgwieżdżone niebo. Lubię, kiedy za akcją goni akcja, a sama książka mnie nie nudzi. Nie lubię czytać tekstów, których kolejne słowa i zdania nie posuwają akcji naprzód, a nad powieścią zaczynają mi się zamykać oczy, a ją samą mogę określić jednym słowem: nużąca. Jack Sharp to pseudonim polskiego autora, którego nazwiska teraz nie będę zdradzać.

W “Mężczyźnie z tatuażem” przyciągnął mnie opis wydawcy:

 

“Mężczyzna z tatuażem” jest typową powieścią sensacyjną. Tu nie ma czasu na barwne opisy miejsc, w których rozgrywa się akcja książki, czy na szczegółowe opisy bohaterów, tu postaci nie zmieniają się psychologicznie. Tu liczy się tempo akcji, jej zaskakujące zwroty i nieraz zupełnie przypadkowe zdarzenia (…)”.

Zdawało się, że to książka idealna dla mnie, taka, przy której absolutnie nie będę się nudzić. Zdecydowałam się ją przeczytać bez zastanowienia, zdając się wyłącznie na przeczucie i opis. Czy słusznie?

Bohaterem książki jest francuski dziennikarz z gazety “Le Tours”, Paul Lemaitre, który spędza urlop wraz z żoną Jacqueline w Portugalii. Udało im się wygrać wycieczkę, z której bardzo chętnie skorzystali. Zwiedzali akurat pewne klifowe wybrzeże, gdy naraz jakiś mężczyzna zepchnął drugiego z klifu, po czym ulotnił się jak kamfora. Paul, obdarzony szóstym zmysłem dziennikarza, węsząc jakąś większą sprawę, zabiera ze sobą portfel ofiary. Tym samym uruchamia machinę, której nikt i nic już nie zatrzyma. Już wkrótce okazuje się, że morderstwo to zmusi naszego bohatera do podróży po Europie (i nie tylko), między innymi do Madrytu, Paryża, Berlina czy Łodzi. Każda wskazówka, na jaką natyka się dziennikarz, pcha go w śledztwie dalej i dalej, jednocześnie odkrywając przed nim coraz to nowe zagadki. Paul dociera do tajemnic, które od lat skrycie są skrywane przez Watykan oraz inne organizacje, a ujawnienie ich może przypłacić nawet własnym życiem. Śladem Paula podąża tajemniczy mężczyzna z tatuażem. Kim jest? Czy jest Paulowi przychylny czy raczej wręcz przeciwnie? Śledzi go uparcie od miasta do miasta, uważnie przyglądając się jego postępom, czyżby czekał tylko na jakieś jego potknięcie? Zapachniało mi powieściami Dana Browna i jego zagadkowymi odkryciami, również szybkość akcji jest tu podobna.

W ciągu trwania akcji powieści, Paul kilkakrotnie ociera się o śmierć. Nie jest wcale niezniszczalnym Jamesem Bondem, który skacze z czterech metrów w dół i nie nabija sobie nawet siniaka. Wręcz przeciwnie. Paul ma słabe serce, które działa prawidłowo jedynie dzięki wszczepionemu rozrusznikowi, czasem dodatkowo wspierane przez nitroglicerynę w aerozolu. Silne emocje, nerwy, lęk, stres oraz długotrwały wysiłek fizyczny stanowią dla Paula zagrożenie zdrowia, a nawet życia. Tak więc Paul Lemaitre nie jest żadnym superbohaterem – i to jest ogromny plus zarówno dla powieści, jak i dla jej autora oraz oczywiście dla autentyczności bohatera. Zwyczajny człowiek, dziennikarz, żonaty ze zwyczajną kobietą, mający dość przeciętną pracę w niedużej gazecie. Nagle zostaje rzucony w wir wydarzeń, które wywracają jego życie do góry nogami.

Akcja książki gna naprzód w zawrotnym tempie. Już na drugiej stronie pojawia się pierwszy trup, a potem jest tylko coraz ciekawiej. Tutaj nie ma czasu na rozwlekłe filozoficzne rozważania ani na ckliwości, romanse czy szarą codzienność. Krótkie, zwięzłe zdania, bez ozdób i arabesek poganiają akcję, a kiedy tylko coś się wydarzy, natychmiast dzieje się coś nowego. Trop, na który wpada Paul, zostaje okupiony cierpieniem wielu ludzi, a często nawet ich życiem. Czy Paul będzie następny? Czy jednak rozwikła zagadkę, która swą genezą sięga czasów II wojny światowej oraz organizacji neonazistów i może solidnie zatrząść podwałami Watykanu?

Muszę przyznać, że książka porwała mnie od pierwszych słów, od pierwszych scen na malowniczych klifach Portugalii, od pierwszego zabójstwa i pierwszego śladu, na jaki trafił Paul. Lubię takie powieści, kiedy nawet jedno, krótkie zdanie pcha akcję naprzód. Nie ma tu czasu na odpoczynek i na sen, tu ciągle coś się dzieje.

Jak w wielu książkach, także jednak tutaj nie obeszło się bez drobnych uchybień, głównie od strony redakcyjnej. W paru miejscach brakowało pojedynczego słowa lub przecinka, jednak poważniejszych błędów nie znalazłam. Jakbym bardzo chciała się przyczepić, to jest taki moment w książce, kiedy ktoś “porywa” dziennikarza spod pewnego miejsca i każe mu wsiadać do samochodu. Paul uznaje, że nie ma wyjścia, a przecież wystarczyłoby, gdyby się odwrócił i wbiegł do budynku, gdzie natychmiast znalazłby się wśród ludzi. Jednak przytoczony przykład to naprawdę tylko tak na siłę.

Jedno, co mnie mocno drażniło w powieści, to przypisy redakcji. Jest ich aż 48! Rozumiem jeszcze tłumaczenie dyktatury wojskowej w Grecji czy wyjaśnienie, czym zajmuje się Mossad, ale pisanie, czym jest jarmułka, co to jest język kataloński albo kim był Freddy Mercury, uważam za zbędne. No ale ostatecznie nie jest to też przytyk do samej akcji powieści.

Dziennikarskie śledztwo prowadzone jest wyjątkowo wnikliwie, ciekawie i chętnie kibicowałam Paulowi w odkrywaniu kolejnych fragmentów układanki. Książka bardzo mi się podobała, lektura na kilka wieczorów lub kilka godzin, liczy sobie 300 stron i jest naprawdę dobrze skonstruowaną powieścią sensacyjną, z gonitwami po miastach Europy, poszukiwaniem odpowiedzi na pytania, które wynikają w trakcie dziennikarskiego śledztwa i z grozą czającego się za rogiem tajemniczego mężczyzny z tatuażem.

*książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu Varsovia oraz akcji PNGiSAM

Got Something To Say:

Your email address will not be published.


7 + = 11

Copyright © 2017. Powered by WordPress & Romangie Theme.