“Lawenda” Ewa Formella

Nie znałam tematyki książki aż do chwili, gdy zerknęłam na tył okładki. Na ogół bardzo ostrożnie podchodzę do powieści obyczajowych, bo często mnie one zwyczajnie nudzą. Jestem zdecydowanie miłośniczką mocnej literatury, w której nieustannie coś się dzieje i w której akcja pogania akcję. Tym razem skusiłam się na książkę autorki, o której wiele słyszałam, ale nigdy przedtem nie miałam przyjemności czytać niczego, co wyszło spod jej pióra. A skusił mnie wyłącznie… tytuł. “Lawenda” – uwielbiam. Mam w ogrodzie, króluje na moim skalniaku, bosko pachnie, choć nie jest zbyt okazała, o skromnych, ale pięknych kwiatach w moim ulubionym kolorze. Książkę dostałam od autorki, niecałe dwieście stron wydrukowanych przyjemną dla oka czcionką na ładnym papierze.

Dłuższy czas wahałam się, czy zdradzić Wam znaczenie tytułu, ale doszłam jednak do wniosku, że każdy powinien odkryć je sam.

“Lawenda” to książka o kobietach dla kobiet. Myślę, że spodoba się większości tych pań, która po nią sięgnie. Bohaterką powieści jest Małgorzata i jej dzieci, jej rodzice oraz bliska przyjaciółka Ada. To powieść o kobietach, które parają się najstarszym zawodem świata, na które jednak autorka spojrzała z tej drugiej perspektywy, ich prywatności, ich marzeń i pragnień, ich wspomnień. Córy Koryntu, o których mowa, to nie zwyczajne, wyzywająco ubrane prostytutki usiłujące złapać klienta gdzieś na rogu ulicy. To eleganckie, atrakcyjne, piękne kobiety, które niczym japońskie gejsze, umilają klientom chwile w restauracji, gdzieś w mieście, a także oczywiście w alkowach ekskluzywnego domu rozkoszy, którym kieruje jego założycielka – Ada. Ich klienci to niezwykle zamożni panowie, często z zagranicy, przyjeżdżający do Polski wyłącznie po to, by spotkać się ze swoją wybranką, spędzić z nią kilka dni bądź wieczór oraz namiętną noc. Nie jest to jednak wyłącznie książka o prostytutkach, to przede wszystkim powieść o wybaczaniu, głównie sobie. Autorka pokazuje, że każdy, niezależnie od wszystkiego i niezależnie od tego, co robi lub robił w życiu, zasługuje na spełnianie marzeń swoich i swojej rodziny, zasługuje na przyszłość, na przyjaźń, miłość i w końcu – przede wszystkim – zasługuje na szczęście.

Pięknie i ujmująco pani Ewa podeszła do zamysłu powieści. Zrezygnowała ze stereotypów, jakie towarzyszą owemu tematowi i opisała na pozór luksusowe call girls, które w sercach – tak naprawdę – są zwyczajnymi kobietami, które mają takie same marzenia i pragnienia, jak wszystkie inne kobiety.

“Widzisz, my na wiele spraw i wielu ludzi patrzymy stereotypowo i nie zastanawiamy się nad tym, że to, co widzimy, może być zupełnie odmienne od tego, co moglibyśmy widzieć”.

W “Lawendzie” towarzyszymy Małgorzacie w jej życiu i codzienności oraz Adzie, która opowiada o tym, jak powstał jej dom rozkoszy i jak to się stało, że zajmuje się dzisiaj tym, a nie czymś zupełnie innym. Specjalnie do niej przyjeżdża Paweł, pisarz, który chce wszystko opisać w swojej nowej książce. O domu rozkoszy Ady słyszał, że był to swego czasu najbardziej ekskluzywny dom o tego rodzaju usługach w Trójmieście, o ile nie w całej Polsce. Ada, kobieta nie pierwszej już młodości, cofa się we wspomnieniach do lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, opowiadając mu o swoich przejściach, o wzlotach i upadkach, o sukcesach i upokorzeniach, o śmiechu i łzach. Paweł, który dotąd myślał, że sporządzi po prostu dokument o prostytutkach w Trójmieście, odkrywa nagle, że będzie to powieść przesycona emocjami, wspomnieniami płynącymi prosto z serca, pachnąca morzem, przygodą, miłością i pięknem. Tak! Pięknem. Zdumiony i coraz bardziej zafascynowany opowieścią Ady, zaczyna traktować ją jak kogoś bardzo bliskiego, przyjaciółkę, matkę.

“(…) mówił, że jestem jak wiosna. To jego ulubiona pora roku, która swym nadejściem przyniosła mu tyle radości i rozkoszy, jaką mogą dać tylko ciepłe, wiosenne promienie słońca”.

Całość napisana jest przystępnym językiem, z zachowaniem takiej rytmiki zdań, że czytając, wzrok ślizga się lekko po słowach i bez problemu i wysiłku przewracamy kartkę za kartką. Pani Ewa pisze prosto, ale mimo tej prostoty, wszędzie widać charakterystyczny poetycki język, dzięki któremu mnie książka wciągnęła od pierwszego rozdziału. Już po pierwszych stronach i stylu autorki wiedziałam, że to książka dla mnie i że na pewno mi się spodoba. Nie ma tu porywającej akcji, ale nie sposób się oderwać od teraźniejszości Małgorzaty i wspomnień Ady. Potoczność dialogów przydaje autentyczności czytanej historii, a opisy pozwalają oderwać się od codzienności i zapomnieć się na chwilę w wyimaginowanym świecie książki:

“Wyszli na zewnątrz i ciepłe promienie słońca delikatnie popieściły jej szarą, zmęczoną życiem i chorobą twarz. Z ciekawością dziecka zaczęła rozglądać się wokół i chłonąć wzrokiem każdy szczegół (…). Spokojny szum morza i krzyki mew oderwały ich od smutnej rzeczywistości, jaką była choroba. Podjechali na wzniesienie i ustawili wózek naprzeciw wody. Kobieta z zachwytem wpatrywała się w błękitne fale i uśmiechała się”.

A tak, bo nie wspomniałam, że jest to też historia skrzywdzonej przed laty córki, zranionej przez własnych rodziców i rodziców, którzy się na tej córce zawiedli. To walka z chorobą i smutkiem, próba odzyskania zaufania córki i miłości rodziców, próba ułożenia sobie życia na nowo i pogodzenia się z tym, co już się wydarzyło oraz z tym, co niechybnie musi nadejść.

Żeby nie było tak mocno kolorowo, w książce znalazłam dwa błędy ortograficzne i parę nieznaczących literówek. Uważam też, że wszelkie zwroty anglojęzyczne powinny być tłumaczone. Być może wielu osobom nie sprawią one trudności, ale jednak jest to polska książka polskiej autorki, której akcja rozgrywa się w Polsce i to tłumaczenie powinno się gdzieś tam na dole kolejnych stron znaleźć.

A mówiąc już o akcji i jej miejscu. Akcja toczy się w Trójmieście, głównie w Gdyni, co dla mnie, od dwunastu lat mieszkanki Gdańska, jest dodatkowym atutem. Lubiłam wraz z bohaterką i jej dziećmi spacerować po Bulwarze, w stronę portu czy też ulicą Świętojańską.

I jeszcze jedno ważne przesłanie. Małgorzata, choć zamożna, elegancko ubrana, piękna, atrakcyjna i wzbudzająca u płci przeciwnej pożądanie oraz zachwyt, nie jest szczęśliwa. Chciałaby żyć inaczej, chciałaby móc poświęcić się tym, których kocha najbardziej, swoim dzieciom, chciałaby wybaczyć samej sobie błędy przeszłości. Marzy o tym, by zapomnieć o przykrościach, jakie ją spotkały. Tylko czy na to zasługuje? Czy jest godna miłości? Czy jest warta zaufania? Cóż… Być może ona sama nie jest tego do końca pewna, ale książka wyraźnie pokazuje, że każdy – naprawdę, bez wyjątku, każdy – zasługuje na taką szansę.

“To tak jak z kwiatami, jedne muszą zwiędnąć, aby na wiosnę znów cieszyć oczy ludzi swoją dostojnością i pięknem, a inne cały rok stoją niewzruszone w donicy, zastępując piękno kwiatów bujną zielenią”.

Książkę polecam wszystkim kobietom, w każdym wieku, młodym i starszym, choć może i mężczyźni zechcą poznać losy Małgorzaty i przeszłość Ady. A ja z chęcią sięgnę po inne książki pani Ewy, ponieważ ujęła mnie ona ciepłem, elegancką prostotą i wewnętrznym blaskiem. Dziękuję.

 

* wszystkie cytaty pochodzą z książki
** za powieść bardzo dziękuję autorce, pani Ewie

Copyright © 2020. Powered by WordPress & Romangie Theme.