“Z poczwarek w motyle” Patrycja Żurek

Słyszałam sporo dobrego o tej pozycji i kiedy tylko pojawiła się okazja do przeczytania książki, natychmiast się zgłosiłam.

“Z poczwarek w motyle” to historia dwóch przyjaciółek: Zuzanny i Sylwii. Kobiety nie widziały się przez kilka lat, a ich kontakt ograniczał się do maili. Zuzannę poznajemy w kiepskim okresie jej życia, kiedy dręczy ją głęboka depresja, kiedy wydaje jej się, że życie nie ma sensu, a do tego męczona przez silne, uporczywe migreny, nie widzi dla siebie żadnej przyszłości. Przy życiu trzyma ją mały synek i mąż Paweł, choć Zuzanna nie jest już pewna, czy nadal kocha tego drugiego. Sylwia, szczęśliwa żona Andrew, zakochana mocno w swoim mężu, pogodna i choć skrywa w sercu straszną tragedię, potrafi cieszyć się życiem i patrzeć optymistycznie w przyszłość. Wraz z mężem od kilku lat na stałe mieszka w Niemczech.

I pewnego dnia niespodziewanie Sylwia staje w drzwiach Zuzanny. Zamiast wesołej, ładnej dziewczyny, którą pamięta, widzi zaniedbaną kobietę, z przetłuszczonymi włosami, z papierosem w ustach, zmęczoną życiem i codziennością, załamaną, kompletnie niepodobną do Zuzy, którą Sylwia znała kiedyś. Usiłuje pomóc przyjaciółce, wbrew temu, co myśli ona sama, zapisuje ją na badania, namawia na psychologa. Mimo początkowej niechęci i wrogiego wręcz nastawienia, Zuzanna przystaje na propozycję Sylwii i uczy się korzystać z jej pomocy. Wkrótce się zmienia, podejmuje decyzje, które – być może – zaważą na całym jej życiu i na jej przyszłości. Niestety na wcześniejszym zachowaniu Zuzanny bardzo ucierpiało jej małżeństwo. Czy teraz, po tak długim czasie, będzie je mogła odbudować? Czy pomiędzy Zuzanną a Pawłem istnieje jeszcze uczucie? Jakaś więź? Czy może razem trzyma ich już tylko dziecko?

Sylwia zdaje się być niepodzielnie szczęśliwa w swoim życiu, ale okazuje się, że i ona ma za sobą traumatyczne przejścia, których nie sposób zapomnieć i z którymi musiała się oswoić i nauczyć żyć. Ogromne wsparcie ze strony Andrew, silna wola i chęć przetrwania, dały jej siłę do podniesienia głowy i optymistycznego spojrzenia w przyszłość. I tego się trzyma, tak właśnie stara się postępować, na przekór losowi.

Nie polubiłam Zuzanny. Zachowuje się ona jak chorągiewka na wietrze, co pięć minut zmienia zdanie, co chwilę uznaje, że coś zrobi inaczej niż dopiero powiedziała lub postanowiła. Na wyciągniętą dłoń przyjaciółki reaguje warczeniem i wulgarnością. Nie widzi w sobie wad, a kiedy ktoś jej je pokazuje, traktuje go jak wroga. Dopiero później sobie to uświadamia, ale z początku zachowuje się jak narkoman, którego ktoś zmusza do leczenia. Zupełnie jakby sama z siebie robiła męczennicę. Wiecznie narzeka na ból głowy, ale nie robi nic, by choć zdiagnozować, skąd owe bóle pochodzą. Jęczy, że wszystko idzie nie po jej myśli, ale nawet nie stara się zmienić samej siebie, swojego podejścia do syna, do męża, do życia. Zresztą sama przyznaje, że nie była w porządku:

“Ja byłam rozkapryszona i wiecznie miałam focha”.

Dopiero silne potrząśnięcie Zuzanną daje nadzieję na to, że coś się zmieni. Dopiero wówczas ona sama zaczyna robić coś, by zmienić własne życie i życie swoich bliskich.

Polubiłam natomiast Sylwię, ciepłą, dobrą, szczodrą, o pięknym sercu. Sylwia robi wszystko, co tylko może, by pomóc przyjaciółce, angażuje w to nawet jej męża, rozmawia z nim, ustala wizyty u lekarzy. To ona wysłuchuje żalów i płaczu Zuzy, kiedy ta się załamuje, ona wisi godzinami na telefonie, ona przyjeżdża na jedno jej zawołanie. Jest naprawdę dobrą i oddaną przyjaciółką.

“Z poczwarek w motyle” to powieść obyczajowa. Nie ma w niej szybkich zwrotów akcji, ani wątku kryminalnego. To powieść o przyjaźni, o zdradzie, o przebaczaniu, o miłości, o życiu. Z pewnością porusza sporo ważnych problemów, o których chętnie przeczytają miłośnicy wątków obyczajowych. Mnie – przyznam szczerze – za mocno nie porwała. Od strony technicznej brakuje jej chyba więcej pracy nad treścią, ponieważ ma potencjał i zawiera w sobie ciekawy pomysł. No i z pewnością porusza ważne życiowe kwestie. Jednak – moim zdaniem – wymaga dopracowania, zwłaszcza w zakresie dialogów, które często są chaotyczne, często wręcz beznamiętne, brakuje mi w nich opisu zachowania bohaterów, bo przecież nikt nie rozmawia stojąc, czy siedząc bez ruchu. Podczas rozmowy gestykulujemy, podnosimy głos, chodzimy, robimy coś z rękami, zmieniamy pozycję, tutaj tego nie ma. No i kompletnie nie pamiętam (lub tego nie doczytałam), jak wyglądają poszczególni bohaterowie.

Jednak to, co najbardziej mnie w książce drażniło, to narrator. Osobiście nie przepadam za książkami pisanymi w pierwszej osobie, ale jak już zacznę czytać, to przywykam. Niestety tutaj mamy trzy postacie, między którymi przeskakujemy co rozdział i za każdym razem czytamy dalej w pierwszej osobie z punktu widzenia kogoś innego. Mnie osobiście strasznie wytrącało to z rytmu czytania, przeszkadzało się skupić i odbierało przyjemność z lektury. Nadmieniam jednak, że nie postrzegam tego jako wady książki, to tylko taka moja osobista dygresja.

Miejscami książka brzmi jak pamiętnik nastolatki, a z pewnością nie jest raczej kierowana do młodzieży. Chwilami bywa wulgarna, ale ostatecznie prawdziwi ludzie również bywają wulgarni, więc nie jest to jakiś rażący motyw. No i muszę to napisać: strasznie mi się nie podobało nazwanie zmarłego niemowlęcia “Białą Panią”. Sama też jestem matką i nigdy nie nazwałabym w taki sposób zmarłego dziecka. Kruszynką, aniołkiem, maleństwem, córeńką, dzieciątkiem – tak, ale nigdy Panią.

W paru miejscach w dialogach pojawiały się zdania, których nie lubię w powieściach, bezosobowe ujęcia tego, co mówi bohater, w stylu:

“- To był twój obowiązek zadbać o niego – pogardliwie, z ironią”.

Wolałabym jednak wtrącenie, że “pogardliwie powiedział, stwierdził, warknął, syknął”, itd. W wielu miejscach błędnie są postawione przecinki, zdarzało się, że wyrazy miały złą końcówkę, co zupełnie potrafiło zmienić sens zdania – to wszystko to jednak raczej wina korekty, a nie samej autorki.

Ogólnie myślę, że książka może się spodobać każdemu, kto lubi klasyczne pozycje obyczajowe, a gdyby autorka popracowała dłużej nad treścią, nad dialogami, to miałaby szansę stać się powieścią bardzo dobrą. No i może dla takiego miłośnika powieści sensacyjnych i thrillerów, jakim jestem, mogła być przez te niedociągnięcia mniej wciągająca.

– wszystkie cytaty pochodzą z książki,
– za możliwość przeczytania powieści dziękuję Autorce oraz akcji PNGiSAM

 

Copyright © 2020. Powered by WordPress & Romangie Theme.