“Motylek” Katarzyna Puzyńska

Recenzja gościnna, w ramach wymiany blogowej,
z bloga Recenzencki.

Motyl – od dawna uważany jest za symbol Duszy. Słowo ‘psyche’ w  j. starogreckim oznacza zarówno duszę, jak i motyla. Ten cudowny Posłaniec Duszy związany jest także z momentem przejścia na drugą stronę, z fizyczną śmiercią. […] ”Śmierć niczym przemiana gąsienicy w motyla”. Na nagrobkach chrześcijańskich pojawiał się jako symbol zmartwychwstania. I nic dziwnego, że wynurzający się z kokonu motyl przywodzi na myśl ponowne narodziny… W końcu uważany jest za znak nowego początku, a także przebudzenia nowej świadomości. [1]

GRA POZORÓW

         Niegdyś czynnikiem decydującym o przetrwaniu była jedynie sprawność fizyczna. Współcześnie człowiek żyje dzięki dobrodziejstwom cywilizacji. Coraz mniej ludzi wyobraża sobie życie bez samochodu, windy, supermarketów… W mieście życie toczy się wedle wskazówek zegara. Jedynie na wsi człowiek ma jeszcze jakąkolwiek szanse odpocząć od wszelkiego zgiełku i szumu. Oczywiście trzeba liczyć się z tym, że wieś rządzi się swoimi prawami. Tu każdy każdego zna i wszyscy wszystko o sobie wiedzą. Przekonała się o tym Weronika Nowakowska, która kupiła dworek z trzema hektarami ziemi we wsi Lipowo. [2]

Mogłoby się wydawać, że Lipowo to wieś jak każda inna. Mały kościół, sklep, kilku mieszkańców, posterunek policji i wiejskie zabawy do białego rana. W tak małej społeczności trudno o duże przestępstwo. Sytuacja jednak diametralnie się zmienia, gdy pewnego mroźnego poranka zostaje znalezione ciało zakonnicy.[3] Początkowe śledztwo wskazuje, że zakonnica została niechcący potrącona przez samochód, a sprawca prawdopodobnie zbiegł z miejsca wypadku. Jednak w toku badań rodzą się przesłanki, że zakonnicę brutalnie zamordowano. Nowo powstały blog internetowy huczy od domysłów, a Lipowo aż wrze od plotek. Oliwy do ognia dolewa kolejne znalezione ciało…

         Ten krótki wycinek z powieści Katarzyny Puzyńskiej przywołuje mi na myśl jeden z kryminałów Agathy Christie, w której czytelnicy przenoszą się na tajemniczą Wyspę Murzynków, gdzie wszyscy stają się podejrzanymi… Początek, zarówno u Christie, jak i Puzyńskiej – jest nużący. Następuje w nim przedstawienie bohaterów, co w niektórych momentach wypada sztucznie. (Choć może to nie wina autorki, tylko sztuczności postaci.) Katarzyna Puzyńska skrupulatnie opisała zarówno postacie pierwszo-, jak i drugoplanowe. Co jest niebywałym atutem w kryminałach, bo można wczuć się w rolę detektywa, który patrzy na całokształt obrazu, a nie tylko na jego fragmenty. Późniejsze rozdziały książki jednak zdecydowanie rekompensują czytelnikowi ten niemrawy początek. Fabuła zdaje się być w najmniejszym szczególe doszlifowana. Puzyńska stopniowo buduje napięcie, rozpalając przy tym w czytelniku coraz to większy płomień ciekawości. Od książki – mimo iż ma ona ponad sześćset stron – nie sposób się oderwać. Czyta się ją na jednym oddechu. A zakończenie… zaskakuje.

         Należy podkreślić, że Katarzyna Puzyńska w debiutanckiej powieści nie napisała tylko kryminału. To nie jest jakaś tam opowiastka o zbrodni, w której schemat jest podobny do tego, jaki używa Agatha Christie. Sposób w jaki autorka przedstawiła nam historię śmierci zakonnicy jest jasny i komunikatywny. Nie zobaczyłam w książce żadnego zawiłego opisu, który łamał by mi język na tysiąc sposobów. Prawdą jest, że książkę czytałam w nocy, zmęczenie mogło faktycznie wziąć górę i przeoczyłam te rażące i niedające polonistom spać błędy. Ale skoro ich nie widziałam, to muszę przyznać, że korekta książki została zrobiona na medal. Ostatnio dość często spotykam się z błędami, które aż krzyczą z poszczególnych stronic. Wydawnictwo Prószyński i S-ka jednak dba o oczy swoich czytelników i chwała im za to.

         „Motylek” to nie tylko kryminał, ale i zbiór motywów, które na długo wpadają w pamięć. Jednym z przerażających motywów, jakich doszukałam się w książce jest dzieciństwo. Wielu z nas uważa, że dzieciństwo to swego rodzaju beztroska. Często – już jako ludzie dorośli – chcielibyśmy się wrócić do tej arkadii, w której człowiek nie musi podejmować decyzji, i brać za siebie i innych odpowiedzialności. Patrząc na różne utwory literackie, można odnieść wrażenie, że autorzy skupili się jednak na tej ciemnej stronie dzieciństwa. Zamiast szczęśliwej arkadii czytamy o nieszczęśliwych dzieciach, które padają ofiarą przemocy lub zaniedbań. Te niewinne istoty stają się pionkami, które zostają wykorzystane i skazane przez dorosłych na cierpienie. O tym cierpieniu i jego skutkach napisała Puzyńska. Autorka nie bała się wpleść w kryminalną zagadkę społeczne patologie, które marginalizują i wykluczają społecznie, a przede wszystkim deprecjonują życie w danej grupie. Jedną z tych patologii jest alkoholizm. Ludzie walczący z tą chorobą nie wpadają w kilkudniowe ciągi, ani też nie upijają się do nieprzytomności… Jedynie w zaciszu domu, „kulturalnie” sobie popijają. Z pozoru nie różnią z niczym od ludzi, których co dzień mijamy na ulicy. Puzyńska pokazuje, że oni żyją normalnie, wśród nas… a gruncie rzeczy aż topią się w morzu alkoholu. Inną patologią, o której pisała autorka jest znęcanie się nad żoną. Powszechnie uważa się, że kobieta to płeć słabsza. Jeśli nie zarabia, jest uzależniona od męża. Puzyńska pokazuje, jak ciężko jest wyrwać się kobiecie, matce z dziećmi, od szpon męża, który za nic ma przysięgi małżeńskie… Jak ciężko jest powiedzieć: – Dość. Jak trudno jest zawalczyć o siebie.

         O ile niemrawy początek Puzyńskiej można wybaczyć, to przypisanie osobie niezwiązanej z policją (ani też nieznającej poniekąd nikogo na wsi) zdolności detektywistycznych, która próbuje ratować świat przed nieuchwytnym mordercą… wydaje mi się jednak pomysłem nietrafionym. Oczywiście rozumiem, że to dość ważny wątek w całej powieści, ale jednak starałabym się odejść od schematu, który w niektórych kryminałach narzuca Agatha Christie. Wierzę, że w Polsce są pisarze, którzy potrafią napisać coś dobrego bez wzorowania się na kimkolwiek. Ale podkreślam, uważam, że to jest jedyny poważny minus w tej sześciuset stronicowej powieści. Przyznaję, że nie spodziewałam się po debiutanckiej książce tego, co pokazała Puzyńska. „Motylek” powinien znaleźć się na liście obowiązkowych kryminałów, które należy przeczytać w tym roku. Historia, co prawda, nie przyprawi czytelnika o palpitacje serca,  ale zapewni z pewnością sporą dozę fascynującej lektury. Z nieukrywaną niecierpliwością czekam na kolejną książkę o młodszym aspirancie Danielu Podgórskim. Liczę, że „Więcej czerwieni” będzie równie mocną i dobrą książką, jaką bez dwóch zdań jest „Motylek”. Kto jeszcze nie czytał, niech koniecznie nadrobi tę haniebną zaległość! Wróżę bowiem, że Puzyńska jeszcze zawojuje w kryminalnym „półświatku”.

_____________________________________

[1]http://liviaspace.com/2012/09/23/motyl-to-dla-mnie-najpiekniejszy-symbol-transformacji/, dn. 25.02.2014r, godz.: 21:10
[2] Katarzyna Puzyńska, Motylek, Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Warszawa 2014, s.15
[3] Ibid., tylna okładka książki

_____________________________________

Katarzyna Sternalska
~ eyesOFsoul ©

 

 
 

Copyright © 2019. Powered by WordPress & Romangie Theme.